Życie w ciągłym strachu. Ludzie ukrywali się w lesie.

Alicja Zielińska
Wojenne wspomnienia
Wojenne wspomnienia
Od wielu lat mieszkam w Białymstoku, jednak sercem i duszą jestem związana z Rudnicą. Tam się urodziłam i wychowałam.

Rudnica leży w gminie Zabłudów, nasza posiadłość znajdowała się na skraju wsi, dwa kilometry od szosy, w lesie. Na kolonii - opowiada pani Barbara. - Dziadkowie ze strony mamy, Jan i Teodora Malinowscy mieli dwie córki. Młodsza, moja mama, Maria wyszła za mąż za Antoniego Jaworowskiego, który pochodził z Zaścianek.

Gospodarstwo w Rudnicy było duże, 56 hektarów, dom piękny, ale jak to młodzi, postanowili spróbować szczęścia gdzie indziej. Brat tatusia Józef mieszkał w Kanadzie, więc zaprosił ich do siebie. Popłynęli statkiem, wtedy tak się podróżowało za ocean. Wytrzymali tam jednak tylko dwa lata, tatuś lubił polować, mama tęskniła, wrócili.

Stryjek potem miał pretensję, że gdyby zostali, to inaczej by się losy potoczyły, uniknęli by nieszczęść, które na nich spadły w czasie wojny. Tatusia aresztowali zaraz w pierwszych miesiącach okupacji sowieckiej, mama jeździła pod więzienie. Brała mnie ze sobą, że z dzieckiem, to może pozwolą na widzenie. Jak dziś mam przed oczami to ogrodzenie z siatki i drutu kolczastego, nie wiem czy to było na Kopernika. Tłumy kobiet oczekiwały godzinami z paczkami dla swoich najbliższych, robiło to przygnębiające wrażenie.

Po jakimś czasie tatusia zwolniono, ale i tak żyliśmy w ciągłym strachu. Bywało, że w nocy przychodzili partyzanci, bo u nas były porobione różne kryjówki - w kurniku, w stodole, a w dzień zjeżdżali esesmani, nie mówiąc o bandytach, którzy chodzili i rabowali. Mamusi obrączkę to nawet z palca zdjęli.
Rodzice byli dwa razy na liście do wywózki na Syberię, ale sołtys dobry człowiek w porę ostrzegał i uciekaliśmy do lasu, tam się ukrywaliśmy w schronie. Ale i tak tatusia dopadli komuniści. Należał do AK.

We wrześniu 1944 roku, już koniec wojny, przyszło dwóch typów. Albo oddasz broń, albo kula w łeb - zagrozili. Tatuś zaprzeczył, że nie ma broni, bo wiedział, co za to grozi, chociaż miał, przecież polował, wszyscy ziemianie mieli. Więc wyprowadzili i zastrzelili. Jakieś 300 metrów od domu, na oczach mamy. Pamiętam to wszystko do dzisiaj, mamusia błagała, by darowali tatusiowi życie, nie zważali na żadne prośby, jeden z tych mężczyzn pchnął mamusię, że się zatoczyła i upadła.
Zostałyśmy same. Mama z piętnem żony kułaka i akowca musiała sobie radzić sama z gospodarką i szykanami, jakich doświadczała z każdej strony.

Za nami też się ciągnęła ta przeszłość. Moja siostra Alicja, starsza ode mnie siedem lat, mniej to odczuła. Od razu w 1944 roku poszła do liceum na Kościelnej i jeszcze jej się udało dostać na studia w Krakowie, skończyła mikrobiologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ja, niestety już w pełni odczułam skutki stalinizmu. Dobrze się uczyłam, po maturze chciałam studiować architekturę, ale z takim pochodzeniem nie było mowy. Nawet moja wychowawczyni mnie przestrzegała: słuchaj, ty się nie wybieraj, bo sobie tylko zaszkodzisz, a i tak nie pozwolą ci się uczyć i jeszcze do mamy się dobiorą.

Obowiązkowe dostawy i wysokie podatki, jakie nałożono na rolników, zrobiły swoje - z naszego wielkiego gospodarstwa zostawało coraz mniej i mniej. W końcu w latach 70. namówiłam mamę, by przekazała ziemię państwu za rentę. Mamie pozostawiono tylko pół hektara, a siedlisko zapisała na mnie i siostrę. Zmarła w styczniu 1982 roku, w stanie wojennym. Nie działały telefony, a mimo to źli ludzie się dowiedzieli, że nikogo nie ma i splądrowali dom do cna. Kiedy tam zajechaliśmy, nie było już niczego. Wszystko co cenne poznikało. Kafle takie piękne, mosiężne drzwiczki, stół dębowy z toczonymi nogami, obrazy. Nawet zawiasy w drzwi, powyrywano ze ścian. A to nie była żadna płyta, ileż sił ktoś musiał włożyć, by w tak okrutny sposób zniszczyć.

Rzadko teraz jeżdżę do Rudnicy, bo został tam już tylko kopiec i miejsce, gdzie tatuś zginął. Takie to losy. Tylko zdjęcia przypominają tamte lata.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pingwin

Uważasz że 56 hektarów to tak dużo? Ja sądzę że to dopiero małe gospodarstwo z którego jakoś można wyżyć biorąc pod uwagę że część to łączki dla zwierząt, część to zboża, i część to warzywa.

Ile gnidy dworskie miały wówczas zapłacone? Tego nie wiem, ale 56 hektarów to ziemi tyle, co obrobić przez dawniejszą przeciętną rodzinę na wsi. Nikt przecież nie zmusza gnid dworskich żeby robiły "u pana".

g
gnida dworska

Ciekawe ile tatuś płacił chłopom za obróbkę tych 56 hektarów. Cham pracuje za zlotowke dziennie a jasnie wielmozny pan poluje w Kanadzie.

p
pingwin

Straszne. To winni przeczytać to ci, którym się kiedykolwiek zakrzywi długopis nad kartą wyborczą przy nazwisku któregokolwiek pogrobowca komunizmu / socjalizmu i tym podobnej czerwonej hołoty.

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3