Weronika Nowakowska: Czuję się bardzo spełniona, ale nie porzucam marzenia z dzieciństwa

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
W dwóch olimpijskich występach Weronice Nowakowskiej zabrakło do medalu jednego celnego strzału: w biegu długim w Vancouver była 5., w sprincie w Soczi - 7.
W dwóch olimpijskich występach Weronice Nowakowskiej zabrakło do medalu jednego celnego strzału: w biegu długim w Vancouver była 5., w sprincie w Soczi - 7. Paweł Relikowski
– Jeżeli na igrzyskach byłaby kategoria „mama bliźniaków”, to na bank mam złoto – śmieje się Weronika Nowakowska, która w sierpniu 2016 r. urodziła Kacpra i Kubę. Półtora roku wcześniej zdobyła dwa krążki mistrzostw świata, w tym sezonie jest najlepszą polską biathlonistką. W sobotę czeka ją pierwszy występ na igrzyskach w Pjongczangu.

To trzecie Pani igrzyska, ale mam wrażenie, że pierwszy raz przy tej okazji opuszcza Pani dom. Dom przez duże D.
Rzeczywiście, tak jest. Poczułam to rano w czwartek, kiedy żegnałam się z moimi dziećmi. Szymon (partner życiowy zawodniczki – przyp.) pojechał ze mną do Warszawy i towarzyszył mi aż do samego wylotu. Ale tak, opuszczam dom przez duże D.

Najkrócej, jak się da: jakie wspomnienia, momenty pozostały Pani z poprzednich igrzysk?
Jeżeli chodzi o ostatnie igrzyska olimpijskie, to pamiętam, że wracałam z Soczi strasznie nieszczęśliwa, zawiedziona wszystkim. I później tak zupełnie zmieniło się moje życie - i prywatne i zawodowe - zostałam wicemistrzynią świata. Przez cztery ostatnie lata dużo, dużo się zadziało... Natomiast w Vancouver byłam jeszcze takim dzieciakiem - to były emocje, jak na tamten wiek, tamten czas zrobiłam superwynik (5. miejsce w biegu długim – przyp.). Więc igrzyska w Vancouver wspominam jako takie radosne, a tymi w Soczi byłam zawiedziona, przygnieciona chyba wszystkim.

Specyfika igrzysk – to m.in. dużo szersze niż zazwyczaj grono sportowców, współuczestników. Czy to impreza, którą rzeczywiście przeżywa się bardziej niż mistrzostwa świata, starty w Pucharze Świata?
Zdecydowanie. Zacznijmy od tego, że sportowcy w ogóle walczą o to, by być uczestnikami igrzysk olimpijskich. Jest to impreza rozgrywana raz na cztery lata, więc nawet w długich karierach zawodnicy mają mają szansę być na igrzyskach trzy, cztery, może pięć razy, podczas gdy mistrzostwa świata rozgrywane są co rok, dwa lata. Atmosfera jest absolutnie wyjątkowa, bardzo mocno czuć taką "atmosferę biało-czerwonych". Na igrzyskach wszyscy siebie wspierają. Wstajemy rano, sprawdzamy, kto z naszych w danym dniu startuje, na kogo możemy liczyć, są rozmowy na ten temat, jest duża radość, kiedy ktoś osiąga dobry wynik. Więc na pewno jest to wyjątkowe wydarzenie dla sportowca. Abstrahując już oczywiście od marzeń o medalach, bo wiadomo, że to marzenie każdego sportowca.

Zapytam wprost: czy do Korei poleciała Pani zamknąć karierę?
Tak.

Nieodwołalnie i definitywnie?
Wiadomo, że nie jest to moment na rozmowy o zakończeniu kariery, bo mam przed sobą poważne zadanie do wykonania. Natomiast na pewno są to moje ostatnie igrzyska olimpijskie. W dalszym ciągu utrzymuję, że jest to mój ostatni sezon w karierze zawodowej. No, tyle.

Po urodzeniu dzieci wracała Pani do sportu pod hasłem: "do trzech razy sztuka" – mając na myśli zdobycie medalu olimpijskiego, do którego niewiele zabrakło Pani w Vancouver i Soczi. Ale chyba już teraz, szykując się do startów w Korei, może mieć Pani satysfakcję. Bo wcale nie było przesądzone, że ten powrót do sportu się uda.
Tak myślę... Od kilku dni przed wyjazdem układałam sobie emocje i wszystko to, co się wydarzyło na przestrzeni ostatnich paru lat. I faktycznie, mam takie poczucie, że w pewnym sensie już wygrałam. Zresztą często słyszę to od osób, które są blisko mnie, ze mną współpracują, które znają mnie dobrze i wiedzą, że droga powrotu do zawodowego sportu wcale nie była taka prosta, oczywista i łatwa. Pod tym względem czuję się więc bardzo, bardzo spełniona, udział w tych igrzyskach traktuję już jako swego rodzaju sukces. Natomiast nie porzucam mojego marzenia z dzieciństwa i postaram się zrobić wszystko, żeby je spełnić.

Pogadajmy o tym, co czeka Panią w Pjongczangu. Biegi biathlonistek, z jednym wyjątkiem, będą odbywać się po godzinie 20 czasu lokalnego - czy miała Pani już do czynienia z taką sytuacją? A że to jeszcze wyprawa na drugi koniec świata, zegar biologiczny może oszaleć...
Na pewno będzie to wyzwanie. Wieczorne starty zawsze nim są, bo jednak cały dzień człowiek żyje w tym stresie, towarzyszy on nawet najbardziej doświadczonym zawodnikom. A więc ta kwestia, żeby się nie stresować, nie spalić, jest bardzo istotna. Druga - to właśnie zegar biologiczny. Ja omówiłam sobie tę kwestię i z lekarzem i z trenerem. Nie będziemy, mówię o naszej reprezentacji, przestawiać się całkowicie na czas miejscowy – a tylko 3-4 godziny w stosunku do czasu europejskiego. Bo wstając, powiedzmy, o ósmej rano, wytrzymać do 21, nie spalając zbyt dużo kalorii, byłoby niezwykle trudno.

Przed wylotem obawiała się Pani niskich temperatur.
Tak, i liczę na ocieplenie. My zwyczajnie nie jesteśmy do niskich temperatur przyzwyczajeni - widać, jak w ostatnich latach wygląda zima w Europie. Nie chciałabym, żeby zawody rozgrywane były w bardzo niskich temperaturach. Dla organizmu to może być duży szok, nawet większy niż to, że start jest o późniejszej porze niż zwykle.

Będą cztery biegi indywidualne i sztafeta - czy są takie konkurencje, które Pani lubi bardziej, w których widzi większe szanse na dobry wynik? Sama o sobie kiedyś Pani powiedziała: jestem sprinterką. A sprint jest na samym początku, w sobotę.
Oczywiście moją ulubioną konkurencją – także tą, w której jestem najbardziej utytułowana - jest sprint. Natomiast nie mówię, że jeżeli sprint nie wyjdzie, to już w żadnym innym biegu nie mam szans. Jeżeli zawodnik jest dobrze przygotowany, to na każdym dystansie potrafi walczyć i mam nadzieję, że tak będzie... Program igrzysk jest rozpisany tak a nie inaczej, ten sprint jest niestety pierwszy. Mówię - niestety, bo wolałabym, żeby było trochę inaczej, ale po prostu będę brała to co będzie i nie chcę się tak nastawiać, że właśnie ten sprint, a gdyby coś nie poszło, to jest już koniec igrzysk. Absolutnie nie, po prostu do ostatniego dnia będę starała się walczyć o jak najlepsze miejsce.

Budujący przypadek mamy w Polsce - Tomasz Sikora w Turynie zdobył medal w ostatnim biegu.
No tak, Tomek to już sobie nawet kupił bilet lotniczy i powiedział, że nie chce startować w mass starcie. Ale zdobył w tym biegu medal i jednak nie dotarł na lotnisko. Oczywiście, dopóki się walczy, jest się zwycięzcą i z taką myślą w głowie chciałabym rozpocząć starty w igrzyskach.

Między występami będą dni odpoczynku - to okoliczność korzystna, czy woli Pani starty dzień po dniu, tak jak zwykle w Pucharze Świata?
Do każdych zawodów staram się podchodzić indywidualnie, a nad rzeczami, na które nie mam wpływu, nie rozwodzę się. Dobrą sytuacją jest to, w ostatnim czasie nie miałam zbyt wielu startów, więc liczę na to, że organizm będzie trochę „wyświeżony” i w związku z tym będzie mi trochę łatwiej. Ja generalnie organizm mam dosyć silny, potrafię biegać trzy dni pod rząd, radzę sobie z tym, natomiast myślę, że dni wolne dobrze zrobią i zawodnikom i ekipom technicznym. Bo przypomnę, że igrzyska olimpijskie to nie tylko sportowcy, ale też np. serwismeni, którzy bardzo ciężko pracują od rana do nocy. Kiedy w Pucharze Świata startują jednego dnia kobiety i mężczyźni, oni są cały dzień w pracy, niejednokrotnie przebiegają więcej kilometrów niż zawodnicy. Więc myślę, że pod tym względem dni wolne od startów to bardzo sprzyjająca sytuacja.

Z igrzysk przywozi sobie Pani pamiątki? Rzeczy, które przypominają te wyjazdy?

Zawsze zostawiam sobie przynajmniej jeden numer startowy, z reguły z najlepszego wyścigu. Resztą zwykle rozdaję na aukcje albo bardzo bliskim mi osobom. Lubię sobie przywieźć kubek, jakieś drobiazgi, ale ja generalnie nie gromadzę pamiątek. Gromadzę wspomnienia, a nie rzeczy.

W polskiej ekipie będzie Pani jedyną mamą bliźniaków. A interesowała się, ile takich mam wystartuje na igrzyskach?

Oprócz mnie chyba żadna. Tak, jeżeli byłaby kategoria "mama twinsów", to na bank mam złoto (śmiech).

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Materiał oryginalny: Weronika Nowakowska: Czuję się bardzo spełniona, ale nie porzucam marzenia z dzieciństwa - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie