Walczył z bolszewikami o Polskę

Alicja Zielińska azielinska@poranny.pl tel. 85 748 95 45
1) Maj 1939 r. Żołnierze 6 DAK na defiladzie w Stanisławowie 2) Babcia Kamila w czasach młodości3) Dziadek świetnie jeździł na koniu, zdobył wiele nagród 4) Dziadek Konstanty Rojecki z odznaczeniami za udział w wojnie 1920 r.  5) Babcia często dekorowała zwycięzców w zawodach hippicznych
1) Maj 1939 r. Żołnierze 6 DAK na defiladzie w Stanisławowie 2) Babcia Kamila w czasach młodości3) Dziadek świetnie jeździł na koniu, zdobył wiele nagród 4) Dziadek Konstanty Rojecki z odznaczeniami za udział w wojnie 1920 r. 5) Babcia często dekorowała zwycięzców w zawodach hippicznych
W ubiegłym roku 3 maja, przed transmisją uroczystości państwowych pokazano w telewizji krótki film, jak Piłsudski odznaczał żołnierzy za udział w wojnie polsko-sowieckiej w 1920 roku. Patrzę, a do marszałka podchodzi mój dziadek Konstanty Rojecki. Od razu poznałam, przecież oglądałam wielokrotnie zdjęcia. Taki sam, w mundurze. Stałam jak wryta. To było niesamowite przeżycie - opowiada Krystyna Sosnowska. - Żałuję bardzo, że nie nagrałam tego filmu. Tak mało wiemy o dziadku, a zasłużył się bardzo dla Polski.

Nieduży kuferek z brązowej skóry, liczący ponad 80 lat. To do niego Kamila Rojecka zapakowała zdjęcia, medale i dyplomy swego męża, gdy uciekała w 1939 roku ze Stanisławowa na Kresach przed Niemcami. I tyle tylko pamiątek udało się ocalić z majątku, jakiego się dorobili. Nigdy tam już nie wrócili. Po wojnie Stanisławów znalazł się po stronie Związku Radzieckiego.

- Losy moich dziadków mogły by służyć za scenariusz filmowy - mówi Krystyna Sosnowska.

Konstanty Rojecki pochodził z Żółtek koło Choroszczy. Był zawodowym żołnierzem. W rodzinie nie jest znany przebieg jego kariery wojskowej, wiadomo jednak, że w 6 Dywizjonie Artylerii Konnej w Stanisławowie był ogniomistrzem. W informacji o historii tego dywizjonu można wyczytać, że za wojnę 1919-1920 ośmiu oficerów i jedenastu szeregowych zostało odznaczonych Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari. Wśród nich jest bomb. Konstanty Rojecki.

Świetnie jeździł na koniu. Na zdjęciach, które się zachowały w domu rodzinnym pani Krystyny, widać jak świetnie się prezentuje na swoim wierzchowcu. Brał udział w zawodach hippicznych. I sądząc po licznych nagrodach i dyplomach, jakie zdobył, nie miał sobie równych.

Swoją przyszłą żonę Kamilę poznał we Lwowie. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Kamila pochodziła z Oświęcimia. - Urodziła się pod zaborem austriackim, zawsze mówiła z dumą: U nas w Galicji - uśmiecha się pani Krystyna. - Jej ojciec był urzędnikiem, pracował na kolei, w tamtych czasach było to stanowisko zapewniające dostatnie życie żonie i siedmiorgu dzieciom. Zimą jeździli w Alpy, latem do Włoch. A kiedy zmarł cesarz Franciszek Józef, to pojechali na jego pogrzeb.

Ale wracamy do początków znajomości Kamila i Konstanty. Młodzi spodobali się sobie tak bardzo, że już po trzech miesiącach znajomości wzięli ślub. Zanim to nastąpiło, on jako oficer musiał przedstawić narzeczoną swemu dowódcy.

- Babcia opowiadała, że bardzo to przeżywała, miała tremę. Pamiętała w najdrobniejszych szczegółach swoją piękną sukienkę, jaką na tę okazję założyła. Bo to był cały rytuał. Oficerowie informowali dowódcę, że chcą się ożenić, był wydawany bal i wówczas następowała prezentacja. Chodziło o zachowanie prestiżu. Panna musiała mieć odpowiednie maniery, umieć się zachować, no i ogólnie dobrze wypaść. Ja i siostra słuchałyśmy tego z wielkim zainteresowaniem - mówi Krystyna Sosnowska. - Szczęśliwe życie w Stanisławowie przerwała wojna. Dziadek poszedł walczyć o Polskę. Do miasta weszli Niemcy, zaczęły się represje ze strony Ukraińców, źle nastawionych do Polaków. Ludzie w panice opuszczali swoje domy. Babcia też postanowiła uciekać z synem, czyli z moim tatą. Co mogła, spakowała do podręcznego bagażu i ruszyła do Oświęcimia. Chciała się dostać do swoich rodziców, ale nie mogła już tam dojechać, bo byli Niemcy. To scena jak z filmu Wajdy "Katyń", gdy zdezorientowane kobiety z dziećmi nie wiedzą gdzie uciekać. Zdecydowała się jechać w strony rodzinne męża, bo myślała, że tam na wschodzie będzie bezpieczniej. Ale zanim dotarli na Białostocczyznę, to tutaj już weszli Sowieci. I tak trafiła z deszczu pod rynnę. Babcia została praktycznie tylko z tym, co udało jej przewieźć w ręku. We wsi Dzikie za Żółtkami kupiła mały domek i tam zamieszkała z synem, czyli z moim tatą. Miała trochę pieniędzy, więc zimę przetrwali. Na wiosnę - był kawałek ziemi - zaczęła prowadzić gospodarstwo, hodować świniaka, kury. Posadziła ziemniaki, zasiała warzywa.

Dziadek tymczasem, jak większość polskich oficerów trafił do niewoli sowieckiej. Później opowiadał, że enkawudziści wieźli ich do obozu w Ostaszkowie. Ale w nocy udało im się zrobić dziurę w podłodze w wagonie. Gdy pociąg zwolnił, dziadek z kilkoma kolegami spuścili się na tory i zaczęli się przebijać dalej. Niestety znowu wpadli w ręce Sowietów. Zamknięto ich gdzieś we wsi do stodoły. Mieli to szczęście, że fundament był z kamieni, więc w nocy je odsunęli i uciekli. Dziadkowi udało się jakoś dotrzeć na Białostocczyznę. Musiał jednak się ukrywać przed Sowietami, przecież w razie wpadki, od razu by go zamknięto do więzienia a rodzinę wywieziono na Sybir.

Kiedy w czerwcu 1941 roku Hitler wypowiedział wojnę Stalinowi, mógł już wrócić do domu. Wstąpił do AK. Do partyzantki wciągnął też swego syna, mego tatę Zygmunta. W czasie jednej z akcji tata został postrzelony w nogę. Leżał w szpitalu w Białymstoku, opatrywał go felczer z jednostki przy Bema. Babcia na piechotę chodziła z Dzikich i nosiła mu jedzenie. Musiała ominąć posterunki niemieckie, przejść 12 -15 km i oczywiście wrócić tego samego dnia do domu, bo obowiązywała godzina policyjna. Wtedy ludzie byli przyzwyczajeni do pokonywania takich odległości. Po wyleczeniu nogi tata dalej był w partyzantce razem z dziadkiem.

Kiedy wojna się skończyła dziadek musiał się ujawnić. Został zdegradowany, przez parę lat pracował w WOP. Zmarł w 1952 roku, na rok przed moim urodzeniem. Bardzo przeżywał to, co się działo w Polsce. Tata też nie miał łatwego życia. Przeszłość partyzancka ciągnęła się za nim przez wiele lat. Cały czas był pod lupą komuny. W pracy, gdy się dowiedziano, że należał do AK, był wzywany do kadr, musiał się tłumaczyć, pisać oświadczenia, meldować się w kadrach.

Ani babcia ani tata nie opowiadali nam o tamtych czasach, a już zwłaszcza o wojnie polsko-bolszewickiej. Bali się. Dopiero po 1989 roku zaczęli więcej mówić. Krzyż Virtuti Militari, który dziadek otrzymał od marszałka Piłsudskiego za zasługi w wojnie 1920 roku babcia głęboko schowała i nikomu nie pokazywała.

- Żałuję teraz, że nie spisałem jej wspomnień - mówi Wiesław Sosnowski, maż pani Krystyny. - Pięknie opowiadała, pamiętała wszystko.

Czytaj e-wydanie »

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3