Tokio 2020. Karolina Naja zdobyła kolejny medal. Dzwoni telefon. „Wracaj, bo dom trzeba ogarnąć!”

Przemysław Franczak, Tokio
Brązowy medal kajakowej czwórki w Tokio. W kajaku Karolina Naja jest szlakową, siedzi z przodu.
Brązowy medal kajakowej czwórki w Tokio. W kajaku Karolina Naja jest szlakową, siedzi z przodu. Pawel Relikowski / Polska Press
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Bardzo zależało mi, żeby naszą czwórkę dowieźć do pozycji medalowej i wprowadzić kolejne na nazwiska na listę medalistów olimpijskich – mówiła po finałowym wyścigu kajakowych czwórek Karolina Naja, liderka polskiej osady. Polki zdobyły brąz, a 31-letnia Naja została tym samym najbardziej utytułowaną polską kajakarką w historii igrzysk. Ma już cztery medale: srebrny i brązowy z Tokio, oraz brązowe z Londynu i Rio de Janeiro.

Kiedy zdobywa się czwarty medal olimpijski w życiu to emocje wciąż są duże czy to tylko – jak czasem mawiają sportowcy – kolejny dzień w biurze?
Emocje zawsze są duże, ale ten brązowy medal jest dla mnie chyba najlepszym doświadczeniem. Pojawiły się nowe nazwiska na liście polskich medalistek olimpijskich i to jest dla mnie najpiękniejsze. Dziewczyny swoją przygodę z igrzyskami rozpoczęły od brązowego medalu, Ania Puławska ma jeszcze srebro z dwójki, mam nadzieję, że to tylko je napędzi na kolejne lata.

To może być też koło zamachowe dla polskich kajaków.
Oczywiście. Dziennikarze po zdobyciu tego srebrnego medalu za Anią straszyli nas Nowozelandką Lisą Carrington (trzykrotna mistrzyni olimpijska z Tokio, ale czwórki nie doprowadziła do podium – red.), która faktycznie jest wybitną kajakarką. Nowozelandczycy generalnie mają znakomitą drużynę, bardzo profesjonalną, z ogromnym wsparciem i my staramy się ich troszeczkę naśladować. I myślę, że dzięki naszemu sztabowi całkiem nieźle nam to wychodzi. Przed finałem powiedziałem sobie, że to będą też moje własne zawody z Lisą, ponieważ bardzo zależało mi, żeby naszą czwórkę dowieźć do pozycji medalowej i wprowadzić kolejne na nazwiska na listę medalistów olimpijskich. Udało się i jest to bardzo piękne uczucie. Inne niż w kajakowych dwójkach.

Najbardziej utytułowana polska kajakarka na igrzyskach. Dobrze to brzmi?
To statystyka, dla mnie nieszczególnie istotna. Liczy się historia, którą tworzymy razem z drużyną, a nie sama liczba medali. Jestem po prostu szczęśliwa, że mogłam z dziewczynami stanąć na podium, a wcześniej za Anią Puławską i tylko to jest ważne. A jak wyglądają rankingi, to kompletnie mnie nie interesuje,

Koleżanki zdradziły, że nazywają panią "mamusią". Dzieci są już na tyle odchowane, że można je puścić same w świat?
Dzieci się same odchowały, dzięki pomocy przede wszystkim sztabu szkoleniowego. Cały czas inspirujemy się lepszymi drużynami, chcemy do nich równać. Bo to nie chodzi o ostatni miesiąc czy dwa w przygotowaniach. W roku trenujemy przez dziesięć miesięcy, żeby na takiej imprezue jak igrzyska móc wystrzelić jak polskie rakiety i sięgnąć po sukcesy.

Co do dzieci – podobno to synek wywróżył pani dwa medale w Tokio?
Faktycznie Miecio ma 3,5 roku i zawsze, gdy się ze mną żegna, to mówi „dwa”. Chodziło mu – tak to sobie przynajmniej tłumaczyłam - że zawsze, gdy jechała na obozy mówiłam mu: za dwa tygodnie mama wróci. A gdy wyjeżdżałam na cztery tygodnie, to wersja była taka, że wrócę za dwa razy dwa tygodnie. Albo na przykład odprowadzając go do przedszkola mówię: za dwie godziny mama cię odbierze. I teraz, gdy wyjeżdżałam już na igrzyska krzyknął do mnie „dwa!”. Odpowiedziałam: tak Mieciu, wrócę z dwoma medalami. I tak się stało.

[w tym momencie rozmowy zadzwonił do Karoliny jej życiowy partner. Usłyszeliśmy żartobliwe: „Wracaj, bo trzeba dom ogarnąć!”]
- Domyślam się, łatwo nie będzie. Każdy ma swoje obowiązki, a na sprzątaczkę nas nie stać, ha ha.

Jak się tworzy osadę na medal, w końcu wy raczej trenujecie głównie na jedynkach, wspólnych treningów w czwórce jest bardzo mało. Są jakieś rozmowy, ustalenia?
Był jeden ciężki moment w historii tej czwórki. Nasza reprezentacja jest silną reprezentacją i nie składa się tylko z pięciu nazwisk, które państwo zobaczyli podczas w Tokio. Łącznie na zgrupowania wyjeżdża 16 dziewczyn, kadra seniorska połączona z młodzieżową. Rywalizujemy więc do samego końca ze sobą w indywidualnych konkurencjach po to, żeby ustalić hierarchię, kto może pojechać na igrzyska. Ta rywalizacja w tym roku trwała u nas długo. Pierwszeństwo do czwórki miała Katarzyna Kołodziejczyk. Pech sprawił, że przed wyjazdem na miesięczne zgrupowanie Kasia złamała rękę. W okresie roztrenowania poszła na rower, pod koła wjechała dziewczynka i nieszczęście gotowe. Wykluczyło ją to na chwilę z przygotowań, a do igrzysk nie zostało wiele czasu. A jadąc na taką imprezę musimy być w stu procentach gotowe, nie może pojawić się chwila zwątpienia lub wątpliwości, czy kontuzja się nie odnowi. Zapadły trudne decyzje. Były one bardzo ciężkie dla Kasi, dla nas, dla trenera, ale też Justyny Iskrzyckiej, która wchodziła w tej sytuacji do czwórki. Justyna miała za sobą ciężki sezon, choć teraz zakończył się wielkim sukcesem.

I zapewne to "mamusia" wzięła ją pod swoje skrzydła.
Sytuacja była dla wszystkich emocjonalnie trudna. Było sporo płaczu. Jednak następnego dnia trzeba było wstać i zacząć budować od nowa czwórkę w składzie z Justyną. Wtedy zaczęły się nasz pierwsze rozmowy. Wcześniej w żadnych osadach się nie spotkałyśmy. Trenowałyśmy oczywiście obok siebie, jednak nie było wtedy jeszcze jakiejś większej więzi między nami. Miałam z nią po prostu relacje jak z normalną koleżanką z kadry. I zaczęłyśmy prostu rozmawiać, wspierałyśmy się na treningach. Wiedziałyśmy, że nasze przygotowania idą zgodnie z planem, że jesteśmy zdrowe, że plan treningowy Tomasza Kryka jest godny zaufania i doprowadzi nas do najlepszej formy. A później wszystko już zostaje w naszych rękach.

Wróćmy jeszcze na chwilę do medalowego wyścigu. Trener wspominał, że start był trochę spóźniony.

Szczerze mówiąc, to wydawało mi się, że start jest dobry. Ciężko mi analizować na gorąco. To są tylko moje odczucia, które w dniu startu były bardzo mocno zaburzone poprzez różne czynniki, choćby nawet pogodowe. Dużo się działo. Wiat cały czas zmieniał, zaczął padać deszcz. Okulary nam parowały, więc nie były to komfortowe okoliczności, ale wszystkie osady w finale miały takie same.

W końcu jednak czwórka, po wielu latach prób, czwartych miejsc stanęła na podium.
To na pewno jest ogromny kopniak motywacyjny. Historia czwórek faktycznie się różnie układała i nie zawsze były szczęśliwe biegi. Cieszymy się, że udało się to przełamać, zbudowałyśmy fajną drużynę. I to jest najważniejsze. Udowodniliśmy tym, że budując taki prawdziwy team, będąc ze sobą i wspierając się, jesteśmy w stanie wiele zrobić.

Trzy lata to dużo czy mało?
To pytanie o igrzyska w Paryżu? Teraz nie odpowiem. Przyjdzie czas, żeby się zastanowić.

Znamy przyszłość Roberta Kubicy. WYWIAD

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. Karolina Naja zdobyła kolejny medal. Dzwoni telefon. „Wracaj, bo dom trzeba ogarnąć!” - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie