Stadion miejski jak opera podlaska

Tomasz Maleta
ma opóźnienia w budowie
ma opóźnienia w budowie Wojciech Oksztol
Stadion miejski i opera podlaska. Dwie sztandarowe, choć innych samorządów, inwestycje w Białymstoku. Dla mas i koneserów albo, jak kto woli, dla koneserów i mas.

Sedno tej logiki widać najlepiej w polskiej komedii "Mąż swojej żony" - kompozytor muzyki współczesnej zawsze był w cieniu swojej żony, słynnej lekkoatletki. Aż tu nagle nastał niespodziewany finał. Na jego występ z orkiestrą edynburską zjawia się cała ekipa sportowców, kolegów żony: od oszczepników, młociarzy, po skoczków i trenerów. Sympatyczny epilog przyjemnej, lekkiej komedii z plejadą, już niestety, nieżyjących polskich gwiazd filmowych.

Wracając do naszych inwestycji - czyżby stadion miejski miałby czekać podobny los, jaki był udziałem budynku wznoszonego, a w zasadzie już wykańczanego, obok wzgórza św. Magdaleny? O tych operowych perturbacjach przetargowych w swoim czasie media pisały i mówiły bez liku. Te stadionowe też jakoś nie miały szczęścia. Do tego stopnia, że prezydent Tadeusz Truskolaski sprawy związane z przypadkami przetargowymi uznał za minusy swojej pierwszej kadencji. W najczarniejszych snach nie przypuszczał chyba jednak, że z budową będzie jeszcze gorzej.

U progu wiosny uspokajał białostoczan, że nic złego przy ul. Słonecznej się nie dzieje. A teraz nagle wykonawca zażądał od radnych gwarancji na zapłacenie 133 milionów złotych, bo tyle jeszcze należy się za resztę budowy stadionu. I postawił miasto pod przysłowiową ścianą płaczu (gdyby radni tego nie zrobili, konsorcjum miałoby otwartą furtkę do rezygnacji z budowy). Płaczu, bo do tej pory wykonanych zostało 17 proc. prac z zaplanowanych 40-50. proc.

Zapewne stadion (mimo zerwania umowy z jego wykonawcą) i opera jakimś nadbiałostockim i nadpodlaskim wysiłkiem zostaną dokończone (choćby z tego powodu, że są współfinansowane z funduszy unijnych). Ale w przypadku obu tych inwestycji o wiele ważniejsze od początku było coś innego: co dalej?. Czy będą taką kotwicą ciągnącą na dno budżety innych miejskich i wojewódzkich instytucji? Co będzie, jeśli Jagiellonia (odpukać, ale w piłce różnie to bywa) nie będzie grać w Ekstraklasie? A prawdę powiedziawszy to raz na jakiś czas powinna i o szczebel wyżej - czyli w europejskich pucharach. I co zrobić, by ubiegłoroczna przygoda z Arisem i tegoroczna w eliminacjach Ligi Europejskiej nie były tymi ostatnimi?

Te dylematy wydają się dzisiaj jeszcze mgliste, ale od nich nie uciekniemy. Wcześniej czy później pytanie o przyszłość stadionu się pojawi. Podobnie jak to było w przypadku opery. Bo od dawna było wiadomo, że na kanwie wątków prestiżowych, ambicjonalnych, politycznych, syndykalistycznych wokół tej inwestycji, umykało właśnie coś bardziej istotnego.

Powstający gmach Opery i Filharmonii Podlaskiej stanie się bowiem nie tylko symbolem Białegostoku, ale też jego atutem wizerunkowym czy też kartą przetargową w konkursach i rankingach. Magnesem przyciągającym artystów, ale także i turystów. Zarazem jednak cieniem rzucanym na kulturalną stronę miasta, ponieważ koszty związane z działalnością opery znacząco mogą ograniczyć budżety innych instytucji kulturalnych. Bo choć jest to inwestycja samorządu wojewódzkiego, to poprzez bardzo mocne zakorzenienie w krajobrazie, nie tylko kulturalnym, najbardziej białostocka z białostockich. I być może wymagająca wspólnego finansowania przez oba samorządy. A wtedy te mniejsze instytucje mogą czuć się zagrożone.

Jeśli jednak opera ma być traktowana jako dobro wspólne, to warto, aby osoby zarządzające tą instytucją bezpośrednio i pośrednio, przedstawiły taką argumentację, która przekonałaby nie tylko białostoczan, ale zarówno tych mieszkańców województwa podlaskiego spod Wiżajn i Drohiczyna, jak i tych z Łap i Hajnówki, że powinni oni łożyć na jej utrzymanie. Także wówczas, jeśli nigdy w życiu nie przekroczą jej progu. I że te ich skromne grosze nie zostaną rozdrobnione na marne.

Po latach inercji w końcu pojawiły się w przestrzeni publicznej pomysły będące odpowiedzią na powyższe dylematy. Oprócz bieżącej działalności artystycznej także edukacyjna dla najmłodszych, ale też internacjonalizacja w postaci Unii Muzycznej państw nadbałtyckich. Działania komercyjne, ale też kooperacja z białostockimi instytucjami kulturalnymi. Taki w skróceniu pomysł na operę ma desygnowany na jej nowego szefa Roberto Skolmowski. Na ile jest to wizja realna, a na ile wirtualna, to już temat na odrębną dyskusję. Ale przynajmniej jest o czym debatować. Do tej pory była cisza. Podobna cisza w przypadku przyszłości stadionu przy ulicy Słonecznej nie powinna się powtórzyć.

Rozpocząłem wpis filmowym miszmaszem sportu i kultury z górnej półki, pora zakończyć tym samym. "Aria dla atlety", z wybitną rolą Krzysztofa Majchrzaka, rozpoczyna się sceną, w której stary mistrz zapasów wręcza miejscowej operze kolekcję atlasów - statuetek zdobytych w walkach. Operze, drugiej miłości po zapasach. Udowodniając, że można połączyć te dwie, wydawałoby się z przeciwległych krańców, dziedziny sztuki.

Czy podobnie będzie w Białymstoku? Oby.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.