Rocznica Powstania Warszawskiego: Wiedzieliśmy, że mamy rację

Mikołaj WoźniakZaktualizowano 
Rocznica Powstania Warszawskiego: To po prostu zryw. Wiedzieliśmy, że mamy rację i wygramy
Rocznica Powstania Warszawskiego: To po prostu zryw. Wiedzieliśmy, że mamy rację i wygramy Mikołaj Woźniak
Krystyna Trzebiatowska ps. „Pączek” walczyła w Powstaniu Warszawskim. Kilka lat po wojnie przyjechała do Poznania, gdzie mieszka do dziś.

Rocznica Powstania Warszawskiego z apelem smoleńskim?
Nie, nie, nie. Dziękuję za coś takiego.

Uważa Pani, że pamięć o powstaniu jest dobrze pielęgnowana? Jak się traktuje kombatantów?
Mną Warszawa interesuje się, jak przysyła mi dyplomy i zaproszenia na bankiety. Na święta dostaję życzenia. Mogliby jeszcze od czasu do czasu pomóc materialnie (śmiech). Ale ja mam dobre dzieci, wnuki i nie narzekam. Chodzi o sam fakt.

Co najlepiej pamięta Pani z powstania?
Walczyłam w Legionowie, które wtedy było jeszcze osobną miejscowością pod Warszawą. Pamiętam pierwszego rannego, nie mogłam go opatrzyć. Kolokwialnie mówiąc - wszystko miał na wierzchu, a dookoła już strzelali.

Czyli była pani sanitariuszką?
Byłam wszystkim. Sanitariuszką, przyjmowałam korespondencję. Działałam w dywersji. Byłam też przy egzekucjach osób, które zdradzały powstańców. Po pierwszej nie jadłam przez trzy dni. W Legionowie nie było takiego powstania jak w Warszawie. Pierwsze dwa, trzy dni, spalenie niemieckich czołgów, a później nas oddelegowali. Tam gdzie mieszkałam, mieszkał też major, nasz opiekun. Zanosiłam mu listy i złapali mnie, kiedy przyszłam do domu się umyć. SS-mani i żołnierz z karabinem przyszli i zabrali mnie tak jak stałam.

Kiedy to było?
Dokładnie o szóstej rano, 15 sierpnia. Potem wieźli przez płonącą Warszawę do Pruszkowa. Chyba już bym nie żyła, bo byłam w kolejce do Oświęcimia. Ale była tam siostra, która roznosiła wodę. Powiedziała mi i koleżance - uciekajcie do ostatniego pomieszczenia, bo tu jest transport do Oświęcimia. Pobiegłyśmy i dostałyśmy się do innego obozu. Między Jeną a Buchenwaldem.

Jak wyglądało tam życie?
Na nagie ciało zakładano nam kombinezon. Dziś wyrwana ze snu jestem w stanie dokładnie przypomnieć sobie mój numer. Głód, zimno i praca w fabryce samolotów. Takie było życie. Jeden suchy chleb dostawaliśmy na tydzień. Starczał na dwa dni.

To jak udało się uratować?
Wypędzili nas do Buchenwaldu. SS-mani z psami. Wtedy Rosjanie zaczęli ostrzał obozu. Biegliśmy przez drogę w lesie. Były tam wykopane rowy przeciwpancerne, potknęłam się i wpadłam. Nie mogli mnie zauważyć, bo było pełno zestrzelonych gałęzi. Nagle zrobiło się cicho, wszyscy odeszli i usłyszałam głosy. To była kobieta i dwóch mężczyzn. Weszliśmy do niskiego lasku i tam przeczekaliśmy. Jeden z mężczyzn zabrał moją menażkę i poszedł gdzieś w nocy. Myśleliśmy, że nie wróci, ale przyszedł z żołnierzem niemieckim. Przyniósł zupę w menażce, ale Niemiec ciągle mówił, że mamy być cicho. Niedaleko byli inni niemieccy żołnierze. Kiedy na szosie zaczął się ruch, zorientowaliśmy się, że to Amerykanie.

I to oni was uwolnili?
Tak. Jak zobaczyli w jakim jesteśmy stanie to się przeżegnali. Podjechał jeep i zabrali nas do hotelu, który zajęli. Kiedy jechaliśmy, to widzieliśmy zabitych Niemców. Tych, którzy wcześniej byli koło nas.
Co było dalej?
Wywieźli nas do Bawarii, mieszkałam w zamku Göringa, ale zaczęłam chorować. Długi czas spędziłam w lazarecie. Później było już lepiej. Dostawaliśmy amerykańskie paczki. Były tam papierosy, które wymieniałam na czekoladę (śmiech).

Chociaż urodziła się Pani w Wilnie, to w Poznaniu mieszka już od kilkudziesięciu lat. Jakie więc były Pani powojenne losy?
Transportowali nas w różne strony. Z Polską było związane całe moje życie, więc chciałam wrócić. Przywieźli mnie do Koźla, a stamtąd do Częstochowy, bo mieszkała tam rodzina mojej macochy. Ją Rosjanie osiedlili w Śmiłowie pod Piłą. Zamieszkałyśmy razem. Później wyszłam dwa razy za mąż, a do Poznania przyjechałam, żeby się uczyć i pracować.

Łatwo było znaleźć pracę?
Gdzie nie poszłam, to okazywało się, że nie mogli mnie przyjąć. Utrudniali mi ze względu na przeszłość. UB przesłuchiwało mnie dwa razy. Dowiedziałam się, że w Społem jest praca. Był tam kolega z partyzantki. Obiecał pomóc. Napisałam do Bieruta, że jako młody człowiek nie miałam idei, tylko chcieliśmy walczyć z wrogiem. Po dwóch tygodniach dostałam odpowiedź, że powinno się mnie przyjąć. Przez 35 lat pracowałam w zakładach mięsnych.

Cyklicznie powraca dyskusja, czy Powstanie Warszawskie miało sens, czy było skazane na niepowodzenie. Jak wtedy rozpatrywali to powstańcy?
Myśmy wierzyli, a wręcz wiedzieli, że zwyciężymy. W naszym wieku każdy zrobiłby to samo. Chodziliśmy na komplety, zaprzyjaźniliśmy się, jeden walczył za drugiego. Byliśmy przekonani, że mamy rację.

Nikt nie myślał o poziomie przygotowania?
Tak na dobrą sprawę - kto miał to powstanie przygotować? Nasi dowódcy byli już leciwi. Czy dzisiaj nie ma niedociągnięć? Są wszędzie, również w wojsku. To był zryw. Jeden drugiego wciągał.

Teraz zrobiłaby Pani to samo?
Zdecydowanie tak.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Materiał oryginalny: Rocznica Powstania Warszawskiego: Wiedzieliśmy, że mamy rację - Głos Wielkopolski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 11

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
f
f

Co Ty..dzielisz Polskę na jakiś wschód i zachód,Polska jest jedna.

z
zynder

a to że opaskę na prawym ramieniu nosili to już nie

s
say69mat

Biorąc pod uwagę realia historyczne. Osoby odpowiedzialne za inicjację działań zbrojnych na terenie garnizonu warszawskiego AK. Miały zdecydowanie ograniczoną świadomość taktyczną i strategiczną. Można zatem przypuszczać, że kierowały się nie tyle elementem racjonalnym ile irracjonalnym.

s
say69mat

@pthet.pl;
Rocznica Powstania Warszawskiego: Wiedzieliśmy, że mamy rację

say69mat:
Problem polega na tym, aby rzeczone racje nie tyle potrafić głośno wyartykułować. Ile potrafić je baaardzo dobrze uargumentować. W innym wypadku koszta wydają się cokolwiek nieproporcjonalne do wagi wyartykułowanych poglądów. Oczywiście na płaszczyźnie wojny, jako formy dialogu społecznego. Realizowanego w praktyce społecznej, z wykorzystaniem ołowiu i kordytu.

Taki to naród, że rości sobie prawo do "świętej racji". A Słowo Boga jasno mówi, kto ma a kto nie ma racji. W przypadku, gdy sięgnięcie po broń - według tych co mają "rację" byłoby w 100% uzasadnione (obrona Pana Jezusa), on sam powiedział: "Lecz Jezus mu powiedział: Schowaj twój miecz, bo wszyscy ci, którzy chwytają za miecz, od miecza poginą. Czy myślisz, że nie mógłbym prosić Ojca, a On przysłałby Mi zaraz na pomoc więcej niż dwanaście legionów aniołów?" (Ewangelia Św. Mateusza 26; 52, 53)
Tak więc racji nie ma każdy, kto sięga po broń. Każdy.
Cel nie uświęca środków.
A ten, kto mówi, że jest chrześcijaninem, to tylko mówi.

x
x

to jest "z motyką na słońce", zginąć bez sensu. Logiki w tym nie ma żadnej. Obecnie politycy takie rozumowanie promują, bo przygotowują Polskę do bycia poligonem, a Polaków do bycia mięsem armatnim w ewentualnym konflikcie w naszym kraju.

a
abcd

Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją. gen. George Patton --- Nie bądźcie naiwni. Nie pozwólcie, aby półgłówki wysyłali was na przegrane wojny. Czytaj więcej: "Hańba i chwała – policzmy głosy"

x
xymox

.... bez jasnych i sprecyzowanych szans na wygraną.
Zachód mocno się jednak różni od Wschodu, co Wschód nam tu ciągle wypomina. Niehołubiony przez Wielkopolan Piłsudski traktował nas jak Niemców a i tak musieliśmy Mu pomagać podczas bolszewickiej inwazji roku 1920 ( choć przecież sam tych Rosjan zaatakował a potem trzeba było Warszawy bronić, prawda?)
Niestety, Powstanie Warszawskie przygotowano jak zwykle " po wschodniemu" , na spontonie , bez wyobraźni co stanie się z setkami tysiącami mieszkańców .
Poznań mógł Rosjan nie znać ale nie wiem na co liczyła Warszawa....
Szkoda ofiar , szkoda młodych ludzi. Jednak jestem zawsze pełen przygnębienia 1 sierpnia gdy tak nasz kraj celebruje dowód głupoty i braku rozwagi swoich obywateli.
Nawet tacy Czesi czy Francusi wywoływali w swoich stolicach powstanie gdy ZACHODNIE armie stały już u wrót Pragi czy Paryża ale wywoływać powstanie ze zanymi bolszewikami u wrót Warszawy? Ludzi którzy raptem 24 lata wcześniej atakowali to miasto? To mądre nie było i nie mogło się udać....

x
x

200 tys. istnień ludzkich poszło na marne dla idiotycznych ambicyjek.

a
ak

200 tyś zamordowanych i miasto zniszczone bardziej niż Hiroshima. Gen. Anders: "Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność."

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3