Pronar to Sergiusz Martyniuk. Narew ma przemysłowe imperium

    Pronar to Sergiusz Martyniuk. Narew ma przemysłowe imperium

    Aneta Boruch

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Sergiusz Martyniuk zbudował w Podlaskiem imperium

    Sergiusz Martyniuk zbudował w Podlaskiem imperium

    <b>Pronar</b> to marka rozpoznawalna i licząca się na całym świecie. - Bywają lata tłuste i chude, a stół stojący na kilku nogach jest bardziej stabilny - mówi szef Pronaru Sergiusz Martyniuk.
    Sergiusz Martyniuk zbudował w Podlaskiem imperium

    Sergiusz Martyniuk zbudował w Podlaskiem imperium

    Mój sposób na biznes

    Mój sposób na biznes


    Sergiusz Martyniuk

    Najlepsza decyzja: Ta, że w czasach gospodarczego chaosu zdecydowałem się z kolegami założyć firmę.

    Największy błąd:Ile życia, tyle błędów, ale na błędach wszyscy się uczymy. Ale dużych, ważnych w życiu nie zrobiłem. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że warto było zainwestować np. w nieruchomości.

    Moja rada:Uczyć się i jeszcze raz uczyć się, i to od wszystkich na całym świecie. Już nie mówię o językach obcych, bo to oczywiste. A gdy wybierze się jakąś drogę, to należy konsekwentnie się jej trzymać. Sukces przychodzi wtedy, gdy do pracy podchodzi się z pasją.



    Pro oznacza produkcję, nar to skrót od Narwi - stąd wzięła się nazwa jednej z najprężniejszych firm na Podlasiu.

    - Pewnego dnia siedzieliśmy w kilku z kolegami i wymyśliliśmy taki znak: pogrubione linie jak wektor, które idą w różne strony - opowiada Sergiusz Martyniuk, dyrektor zarządzający Pronaru i większościowy właściciel firmy. - I tej linii strategicznej nadal się trzymamy: mamy produkcję, handel paliwami i stalą w Polsce i za granicą. I ciągle rozszerzamy swoją działalność. A wszystko zaczęło się w latach 80. ubiegłego wieku.

    1988: Gospodarczy chaos

    - Podczas tego spotkania w Narwi z kolegami przy przysłowiowym kieliszku chleba, dyskutowaliśmy co robić - wspomina Sergiusz Martyniuk. - Zarabiało się pieniądze, ale inflacja była tak galopująca, że przez noc je zżerała.

    Był rok 1988. W kraju panował gospodarczy chaos, paliwo sprzedawano na kartki. Sergiusz Martyniuk ze znajomymi zaczął myśleć, co robić, żeby ratować się przed inflacją. Wymyślili, że najlepiej kupować i sprzedawać towar. Założyli spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Na początku było ich pięciu, potem jeden odszedł, drugi sprzedał udziały. Zostało trzech. I trzymają się do dziś. Zaczęli od sprzedawania rzeczy najprostszych, a i tak ludzie przy ladach tłoczyli się.

    - Ściągałem z fabryki buty, ale nikt nie zaglądał do pudelek, tylko pytano po ile par dają. Nie zgłaszano żadnych reklamacji, chociaż bywało, że w pudełkach były same lewe czy prawe buty. Wymieniano je potem między sobą. Po prostu ludzie zamieniali w tym czasie pieniądze na towar. Pieniądze wtedy parzyły, a ludzie wiedzieli, że tak choć cokolwiek w ręku im zostanie - tłumaczy Martyniuk.

    Ponieważ brakowało paliwa, wspólnicy z Pronaru postanowili zbudować stację w Narwi. - Dziwne było, że np. w Niemczech można było na stacji kupić niemal wszystko, a u nas wtedy nie mogliśmy sprzedawać cukierków ani papierosów. Sanepid zabronił, bo może od papierosów się zapalić. A cukierkom spaliny i chemia mogłyby zaszkodzić.


    Pronar: Handel najlepszy

    Bardzo szybko twórcy Pronaru zrozumieli, że najlepszym interesem jest handel. Trochę pomagały przypadki. Zdarzyło się, że mer Mińska odwiedził Narew. Martyniuka akurat na miejscu nie było, ale szybko nawiązał kontakt z Białorusią i pojechał do Mińska. Szybko się dogadali, bo nie było bariery językowej. Najpierw podpisali ogólne porozumienie o współpracy, a przy drugiej wizycie już konkretną umowę na ogromne dostawy żywności.

    - Poznałem ludzi którzy mieli gorzelnię i potrzebowali bardzo dużo zboża - opowiada Sergiusz Martyniuk. - I stało się tak, że całe zboże, które akurat było do kupienia w Polsce wywiozłem na Białoruś. A ponieważ nie mieli mi czym płacić, więc braliśmy w barterze wszystko, co tylko było do wzięcia, traktory, ale też orzechy.

    Za ten handel produktami rolnymi jako pierwszy w kraju Martyniuk dostał tytuł Agrobiznesmena Roku. Z czasem współpraca z rynkami wschodnimi rozciągnęła się na cały wówczas jeszcze Związek Radziecki. Zaczęli robić bardzo duże obroty.

    - Po kilku latach intensywnych prac z Białorusią naprawdę wzbogaciliśmy się, budowaliśmy kolejne stacje paliw. Na kontach przybyło nam tak dużo pieniędzy, że bank zaczął się zastanawiać czy przypadkiem nie szykujemy jakiegoś zamachu - śmieje się Martyniuk. - Miałem wtedy zdeponowanych ponad dwieście miliardów złotych.

    Gdy tygodnik "Wprost" zrobił ranking najbogatszych ludzi w Polsce, to Martyniuk uplasował się na 37. miejscu, a Kulczyk za nim.

    Sergiusz Martyniuk trafił w dziesiątkę

    Sergiusz Martyniuk szybko zrozumiał, że Rosja to dobry kierunek dla biznesu i że trzeba z nią rozwijać handel. Do dziś uważa, że Polska nie umiała wykorzystać swoich pięciu minut do podbicia tamtejszych rynków.

    Szefowie Pronaru jednak radzili sobie świetnie. Gdy na wschodzie zabrakło towarów, to kupowali całe fabryki. - Maszyny z nich przywoziłem do Narwi, bo coś przecież trzeba było kupić - mówi Martyniuk.
    Dzięki temu w Narwi powstał park maszynowy, na którym zaczęli własną produkcję traktorów.

    Dlaczego wybrał branżę rolniczą? Bo zawsze znał i rozumiał potrzeby wsi. Jednak to przypadek zadecydował o tym, że zaczął ściągać do kraju ciągniki. Ursus w tamtym czasie robił takie do 60 koni mechanicznych, a on zaczął sprowadzać do 80 koni. Trafił w dziesiątkę, a Ursus został w tyle.
    Potem Pronar zaczął robić to, czego nikt nie miał, czyli felgi. Teraz jest jedną z czterech firm na świecie, która potrafi robić obręcze do kół z grubej blachy na zimno. Prowadzi produkcję w kilku fabrykach w województwie podlaskim, m.in. w Narwi, Strabli i Narewce. W ciągu roku z linii produkcyjnych zjeżdżają tysiące ciągników, przyczep rolniczych i samochodowych, maszyn komunalnych. Do tego dochodzą hurtownie paliw i stali.

    - Zarządzamy tą dziedziną przemysłu województwa podlaskiego. Chcemy stworzyć w naszym regionie cały okręg przemysłowy, bo uważam, że samą turystyką daleko nie zajdziemy - zdradza plany Sergiusz Martyniuk. - To proste, chłopskie myślenie. Są lata tłuste i chude, a na kilku nogach stół jest bardziej stabilny. Jakby miał tylko dwie, to mogłyby być kłopoty.

    W Pronarze pracuje około 1700 osób i wciąż poszukiwani są nowi pracownicy.

    - Po to tych ludzi zatrudniam u siebie, żeby nie jechali do Irlandii czy Niemiec, tylko mieli pracę tutaj - dodaje Sergiusz Martyniuk.



    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (26)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (26) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo