Piękna walka Macieja Sulęckiego w mieście Rocky’ego!

Kamil PietraszkoZaktualizowano 
Maciej Sulęcki Anna Kaczmarz/Dziennik Polski/Polskapresse
W nocy z piątku na sobotę, w filadelfijskiej hali Liacouras Center, Maciej Sulęcki (27-1, 11 KO) skrzyżował rękawice z Gabrielem Rosado (24-11-1, 14 KO). Stawką walki był pas WBO International w wadze średniej.

David Diamante - konferansjer słynący z noszenia dredów do samej ziemi – jako pierwszego do ringu zaanonsował Polaka, który przybył tamże w rytm piosenki pod znamiennym tytułem „Dziecko wojny”. Jak się później okazało, to określenie znakomicie pasowało do późniejszych poczynań pięściarza z Warszawy, który już od pierwszego gongu postanowił udowodnić, że przed pojedynkiem praktycznie wszyscy bukmacherzy, dziennikarze i kibice zasłużenie wskazali go jako zdecydowanego faworyta do wygranej.

Po zaledwie 90 sekundach, boksujący w swoim rodzinnym mieście „The King”, przyjął znakomity prawy na ucho, który to nieuchronnie musiał zaburzyć pracę błędnika, co zaowocowało utratą równowagi i bardzo szybkim spotkaniem z deskami Amerykanina. Rosado wprawdzie rychło z nich powstał i spokojnie przetrwał liczenie przez sędziego, jednak Sulęcki rozpoczął walkę od dwupunktowej przewagi, dzięki której w następnych rundach nabrał jakże potrzebnej pewności siebie, kontrolując przebieg bokserskiego show. Jedynie w trzecim starciu popularny „Striczu” zaprezentował się nieco słabiej od swojego przeciwnika. Punktem zwrotnym dla losów pojedynku okazała się runda nr 8, kiedy to podopieczny trenera Piotra Wilczewskiego przeprowadził najpiękniejszą akcję wieczoru, doprowadzając Rosado do drugiego nokdaunu, po uderzeniu najpierw lewym sierpowym a następnie prawym prostym. Zawodnik stajni „KnockOut Promotions” zaprezentował wręcz podręcznikowe zagranie, dzięki któremu pięściarz o portorykańskich korzeniach musiał rozpaczliwie bronić się przed nokautującymi ciosami jakimi planował obdarzyć go Sulęcki. Na szczęście dla 33-latka, defensywna postawa towarzysząca mu do końca starcia okazała się skuteczna. Nic nie wskazywało wtedy, że za chwilę role się odwrócą i to właśnie 29-letni Polak będzie, jak pół żartem – pół serio mawia klasyk: „jedną nogą w grobie a drugą na skórce od banana”. Dziewiąta runda przez dłuższy czas jej trwania była prowadzona pod dyktando naszego eksportowego „średniego”, aż do momentu zaskakującego ataku w wykonaniu „Króla” z Filadelfii, który został przez niego przeprowadzony w ostatnich dwudziestu sekundach. Wtedy to Sulęcki, po otrzymaniu celnego prawego haka na górę, chwilowo podparł się podłoża i był liczony. Amerykanin widząc, że ma tylko kilka sekund na kończący szturm, zaraz potem rozpoczął serię nieprzemyślanych uderzeń, z których co najmniej dwa zetknęły się z tyłem głowy Sulęckiego, przez co ten znowu nie był w stanie utrzymać się na nogach. Sędzia ringowy popełnił wtedy poważny błąd, patrząc na wspomniane faule nie tylko z pobłażliwością, ale wręcz nagradzając Rosado możliwością zdobycia kolejnego punktu przewagi, po raz wtóry licząc Maćka, którego przed trzecim atakiem przeciwnika, uratował gong kończący to pełne emocji starcie. Przed rozpoczęciem dziesiątej rundy, szkoleniowiec, który niedługo przed walką przejął obowiązki zmarłego nagle ś.p. Andrzeja Gmitruka, starał się zarazem upomnieć jak i zmotywować swojego nowego ucznia (choć określenie „uczeń” może być w tym przypadku raczej niefortunne, zważając jak świetnie ukształtowanym pięściarzem jest Sulęcki). Słynny „Wilk”, będący niejako namaszczony wcześniej przez wspomnianego Gmitruka na swojego następcę, krzyczał: „Co to ma być?! Bądź czujny – nie bij się, ale boksuj”, podkreślając w ten sposób, że „Striczu” dał się w dziecinny sposób porwać zapowiedziom swoistej „zadymy”, do jakiej zapraszał go przed walką Amerykanin, choć Sulęcki zdecydowanie odrzucał zgodę na tę bardzo prowokacyjną propozycję. Polak poruszający się nadal na miękkich nogach, szczęśliwie przeboksował ostatnie starcie, umiejętnie uciekając się do klinczu, co pozwoliło mu po zakończeniu pojedynku cieszyć się ze zwycięstwa przez jednogłośną decyzję sędziów, których należy pochwalić za naprawdę obiektywne i sprawiedliwe spojrzenie na przebieg walki. Punktacja dwóch z nich (95:91) jest wręcz bezbłędna, natomiast trzecia karta (95:93) również nie dała podstaw do negatywnych komentarzy, chociaż sam Rosado przed ogłoszeniem werdyktu, z pełnym przekonaniem uniósł ręce do góry i skakał po narożnikach. Oficjalne statystyki uderzeń są jednak również bezlitosne dla gospodarza walki. Sulęcki wyprowadził ich aż 641, z czego 195 było trafionych (30 % skuteczności), natomiast Rosado próbował uderzać 441 razy – 108 ciosów dotarło do celu (24 % skuteczności). Power punches (uderzenia silne) również na korzyść Polaka – 119 do 88. Liczby nie kłamią.

Teraz – zgodnie z wcześniejszą obietnicą złożoną przez szefa „Matchroom Boxing” a zarazem przedstawiciela nowej platformy DAZN (tzw. bokserski Netflix), Brytyjczyka Eddiego Hearna, Sulęcki powinien w swojej kolejnej walce zmierzyć się z aktualnym mistrzem świata federacji WBO, Demetriusem Andrade. Ów pojedynek z niepokonanym Amerykaninem powinien odbyć się 15 lub 22 czerwca. Polski zawodnik stanie więc przed życiową szansą, na którą w pełni zasłużył. „Striczu” słynie w środowisku bokserskim z niezwykłego profesjonalizmu (przed najważniejszymi walkami wyprowadza się od rodziny, by skupić się w pełni na przygotowaniach), znakomitej techniki oraz wielkiego serca do walki. Poza ringiem imponuje z kolei swoją szczerością i otwartością oraz optymizmem - świetnym podejściem do mediów oraz swoich kibiców. W tej chwili z pewnością uda się na chwilowy odpoczynek, zwłaszcza że skarżył się na ból prawej ręki. Krążąca od pewnego czasu za Sulęckim, łatka najlepszego polskiego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe, wydaje się być mu przypinana jak najbardziej zasłużenie, nawet pomimo tego, że w tym zestawieniu otaczają go znakomici koledzy – Krzysztof Głowacki i Adam Kownacki. Co ciekawe śladami Sulęckiego podążają jego dwaj 16-letni bracia bliźniacy, Paweł i Kuba, którzy również od młodych lat trenują boks. Po powrocie z USA, „Striczu” udzieli Gazecie Współczesnej wywiadu, w którym opowie o swojej ostatniej walce i najbliższej przyszłości.

Wideo

Materiał oryginalny: Piękna walka Macieja Sulęckiego w mieście Rocky’ego! - Gazeta Współczesna

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3