Leżakowanie przy Lipowej

Adam Czesław Dobroński adobron@tlen.pl
Analizę tego zdjęcia trzeba byłoby rozpocząć wiechowskim pytaniem: Co jest grane? Scena to bowiem zaiste niezwykła. Na szczęście na odwrocie fotografii widnieje nieco danych.

Najważniejsza wiadomość brzmi: "Dom Dziecka nr 1 w Białymstoku, ul. Piłsudskiego 54 (obecnie ul. Lipowa)". Na podwórzu wśród drzewek, za wysokim, drewnianym płotem, rozłożono w trzech rzędach 45 leżanek.
Na każdej spoczywa w pozycji niemal zasadniczej mały białostoczanin, a czuwają panie: kierowniczka Maria Rejwacka (w ciemnym ubraniu, pochylona), wychowawczyni Jadwiga Zdrodowicz (w środku) i anonimowa niewiasta (z prawej strony).

Jest i dwójka "prywatnych" dzieciaczków. Co ciekawe, chodzące maleństwa są ciepło ubrane, nawet w czapeczkach, a dziecinne "wojsko" leżakuje na pół gołe po - miejmy nadzieję - obfitym obiedzie. Oj, musiał być dryl w tym przedszkolu a może realizowano jakiś eksperyment pedagogiczny?

Zadziwia i sielskość podwórza, znajdującego się chyba na zapleczu obecnej dużej kamienicy, przylegającej do siedziby firm telekomunikacyjnych i pocztowych tuż za uliczką Przejazd. Tyle naturalnej zieleni o kilkanaście kroków od głównej arterii miasta, taka dbałość o ogródek przedszkolny!

Mam i drugie zdjęcie, wykonane w tym samym zakładzie (Arte-Film, Białystok, Piłsudskiego 6) i opisane przez tę samą osobę. To scena ze "święconego" w Domu Dziecka Rodziny Wojskowej w Białymstoku w 1939 roku.

Widnieją na tej fotografii dzieci przedszkolne i szkolne od 3 do 16 lat; "w ciemnym ubraniu kierownik Maria Rejwacka, siedzi po środku p. Żnokawski (?), opiekun społeczny".

Tego Państwo nie widzicie, więc podam tylko dwa istotne szczegóły. Wszystkie dzieci są w jednolitych strojach (na przedzie stoją dziewczyneczki w sukieneczkach w groszki), na ścianie zaś wiszą: duży krzyż, gałązki jodły i koń na obrazku. A gdzie się podział marszałek Edward Śmigły-Rydz?

Jak bieda, to do… dyrektora Andrzeja Lechowskiego. Ten zagęścił mi fakty do granic niemożebności (to znów zapożyczenie z Wiecha).

"Przedszkole wojskowe" mieściło się na zapleczu ul. Lipowej, ale po drugiej jej stronie, gdzie dziś kształcą się fizycy z uniwersytetu. Natomiast po stronie numerów parzystych było jeszcze przedszkole prywatne S. Pomeranc.

No, to przypomnę, że w pobliżu, bo przy ulicy Dąbrowskiego, zlokalizowano duży dom dziecka, o którym pisałem przed laty, za czasów "Kuriera Podlaskiego".
Z tego wszystkiego można wyciągnąć wniosek, że przed II wojną światową w centrum Białegostoku, przy pryncypialnej ulicy Piłsudskiego (Lipowej), powstało małe miasteczko dziecięce. Wcale nie przesadzam, bo w tej okolicy było jeszcze kilka szkół elementarnych oraz rzemieślnicza dla młodzieży żydowskiej. Jak to możliwe panowie możni, że przedszkola nie zostały wyparte przez biznes i knajpy?!

A na koniec prośba o cud. Może ktoś z Państwa, z rodziców lub dziadków, bywał w przedwojennych białostockich przedszkolach? Może ktoś dopisze ciąg dalszy opowieści o najmłodszych obywatelach grodu nad Białką? Czekam wraz z trójką wnucząt!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie