Komentarz. Dobrze że to już się kończy, bo zęby bolały, oczy płakały, a serce krwawiło

Wojciech Konończuk
Wojciech Konończuk
Postawa Żółto-Czerwonych w meczu z Wartą chluby im nie przynosi Grzegorz Dembiński
Należę do ludzi lekko zakręconych na punkcie piłki nożnej. Nie spodziewałem się zatem po sobie stwierdzenia, że cieszę się z rychłego zakończenia ekstraklasowego sezonu. Niestety, tak jest, bo grą Jagiellonii jestem już po prostu zmęczony.

Żeby właściwie skomentować występ białostockich piłkarzy przeciwko Warcie Poznań należałoby użyć słów, których używać nie wypada. Ograniczę się zatem do stwierdzenia, że zęby bolały, oczy płakały, a serce krwawiło, gdy się na to patrzyło. Rywale byli głodni zwycięstwa, głodni sukcesu, a Żółto-Czerwonym gra sprawiała mniej więcej taką samą radość, jak kopanie rowów.

Najlepiej ujął to w telewizyjnym wywiadzie w przerwie meczu Taras Romanczuk, który stwierdził, że białostocka drużyna wygląda tak, jakby nie przyjechała na mecz, a tylko pograć w piłkę. Dodałbym, że pograć za karę. Nic dziwnego, że skończyło się porażką, bo inaczej skończyć się nie mogło.

Czytaj też: Warta - Jagiellonia. Noty dla białostockich piłkarzy. Jaka gra, takie oceny

Blamaż z Wartą był podsumowaniem tego, co się działo w ostatnich spotkaniach Żółto-Czerwonych, taką, jak mawiał klasyk, "truskawką na cieście". Mnie jednak bardziej złoszczą, dziwią i bolą spotkania z Wisłą Płock oraz Stalą Mielec. Nadal nie mogę zrozumieć, w jaki sposób Jaga hojnie podarowała rywalom remisy praktycznie w ostatnich akcjach meczów.

Jak drużyna, mieniąca się ekstraklasową może, mając zwycięstwo w kieszeni, nadziać się na kontrę tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego? Owszem zdarzają się strzały rozpaczy, wycieczki bramkarzy w pole karne przy wrzutkach na aferę i szczęśliwe doprowadzanie do remisu. Ale z kontry? I to w dwóch kolejnych meczach? Gdzie taktyka, gdzie asekuracja, gdzie odpowiedzialność?

Czytaj też: Warta Poznań - Jagiellonia 2:0. Białostoczanie sami się o to prosili (zdjęcia)

Mogę zrozumieć, że to podłamuje. Ale gra się do końca i piłkarze Jagiellonii powinni sobie zdać sprawę z kilku rzeczy. Chociażby z tego, że pracują dla klubu. W czasach pandemii liczy się każda złotówka i to, czy na koniec sezonu zespół będzie na szóstym, czy na 14. miejscu, rodzi poważne skutki finansowe.

Piłkarze pracują też na własne nazwiska. Powinni wiedzieć, że ich poczynania zapewne obserwuje przyszły trener białostockiego zespołu, który w końcu zostanie wybrany. Odwalanie pańszczyzny może zaważyć na ich przyszłości w Jagiellonii. Ale przede wszystkim powinni wiedzieć, że grają dla nas, kibiców. A to, co ostatnio wyczyniają, wzrostu popularności wśród fanów z pewnością im nie przynosi.

Zostało trzy mecze i oby zmieniło się podejście naszych piłkarzy do tego, co robią. Inaczej czeka nas jeszcze trzy razy obrzydzanie nam futbolu i czekanie, żeby się to wreszcie skończyło.

Wojciech Konończuk

"Studio Kadra" po meczu Polska - Słowacja (1:2)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie