Kamizelka defibrylująca ratuje życie. Kardiolodzy z USK założyli ją pierwszemu pacjentowi w regionie

Izolda Hukałowicz
Izolda Hukałowicz
Kamizelka defibrylująca (Klinika Kardiologii Inwazyjnej USK w Białymstoku, 7.05.2021 r.) Izolda Hukałowicz
Przypomina zwykłą kamizelkę, ale w rzeczywistości naszpikowana jest elektroniką i spełnia niebagatelną rolę. Kamizelka defibrylująca ma zapobiegać śmierci sercowej. Uniwersytecki Szpital Kliniczny jak jedyny w województwie wyposaża swoich pacjentów w kamizelki, które noszone 24 godziny na dobę skutecznie zastępują tradycyjną defibrylację.

Pacjent "0" przywdział pierwszą kamizelkę

Pierwszym pacjentem, który od dziś (7 maja) korzysta z kamizelki defibrylującej jest 54-letni Robert Żaczek z Białegostoku. Trafił on na Oddział Kardiologii Inwazyjnej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku 25 kwietnia z tzw. przechodzonym zawałem.

- Wydawało mi się, że mam refluks i nawet leczono mnie z tego powodu przez dwa dni. Jednak tabletki osłonowe nie pomagały i żona wezwała karetkę, bo ból był nie do zniesienia. Zrobiono mi EKG i stwierdzono, że to zawał. Trafiłem do szpitala, od razu na stół operacyjny, gdzie udrożniono mi tętnicę.

Po negatywnym wyniku testu na koronawirusa pan Robert trafił na oddział intensywnej opieki kardiologicznej, gdzie powoli dochodził do siebie i odliczał dni do wypisu. Jak się jednak okazało, wróci do domu wyposażony w nietypowy "ubiór".

- Pan prof. Dobrzycki na jednym z obchodów zasugerował mi, abym skorzystał z kamizelki defibrylującej. Ma to być takie zabezpieczenie na wypadek zatrzymania akcji serca. Gdyby coś takiego wydarzyło się, to dostanę "strzał elektryczny" i wówczas serce ruszy i będzie dalej pracować. Także lekarz prowadzący, dr Łukasz Kuźma, cały czas będzie u siebie widział, co się u mnie dzieje.

Kamizelka pozwala sercu zregenerować się

Prof. Sławomir Dobrzycki, kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej, mówi, że kamizelka defibrylująca jest przejściową formą ochrony pacjenta przed nagłym zgonem sercowym. Komu konkretnie służy i jak działa?

- To urządzenie pozwala rozpoznać arytmię oraz nagłe zatrzymanie krążenia i włączyć terapię, która je leczy, czyli defibrylację. Oczywiście, istnieją inne formy urządzeń, typu ICD, czyli wszczepialny rozrusznik, który ma możliwość defibrylacji. Jednak jest on wszczepiany na stałe, natomiast kamizelka służy jako pomost, by dać sercu szansę regeneracji i przywrócenia funkcji skurczowej i wtedy rozrusznik nie jest potrzebny. Jeśli zaś okaże się, ze serce nie zregenerowało się, to wtedy dopiero wszczepiamy defibrylator.

Prof. Dobrzycki mówi, że kamizelka - dając możliwość regeneracji - może uchronić pacjenta przed okaleczającym zabiegiem wszczepienia rozrusznika w sytuacji, gdy nie jest on potrzebny.

- Kamizelkę stosujemy nie tylko w przypadku zawałów, ale też w przypadku zapalenia mięśnia sercowego oraz u kobiet z kardiopatią połogową, u których po porodzie dochodzi do przejściowego uszkodzenia serca. Zanim to serce się u nich zregeneruje, są chronieni przed nagłym zgonem.

Kamizelki, których nie można kupić

Kamizelki defibrylujące dotychczas były dostępne w bardzo ograniczonym stopniu. Pan Robert Żaczek jest pierwszym pacjentem z północno-wschodniej części Polski, który korzysta z urządzenia.

Kamizelki nie są własnością szpitala, są wypożyczane od firmy zewnętrznej. Nie można ich kupić. Obecnie istnieje jeden jedyny model tego typu sprzętu na świecie - w różnych rozmiarach.

Kamizelka defibrylująca składa się z 4 elektrod rejestrujących sygnał EKG, jednostki centralnej z procesorem i baterią oraz 3 elektrod defibrylujących. Wszystkie te elementy są integralną częścią płóciennej uprzęży – kamizelki noszonej przez pacjenta bezpośrednio na gołą klatkę piersiową. Gdy kamizelka zarejestruje arytmię komorową o odpowiednio wysokiej częstości, wysyła impuls defibrylujący o energii 150 J, aby przerwać arytmię. Bezpośrednio przed defibrylacją elektrody uwalniają specjalny żel redukujący opór elektryczny i tym samym zwiększający skuteczność impulsu.

- Urządzenie jest zdalnie połączone z serwerami firmy, która je produkuje i jednocześnie lekarz prowadzący dr Kuźma jest powiadamiany, co się dzieje z pacjentem. Co 24 godziny kamizelka wysyła do szpitala i firmy raport o stanie pacjenta - mówi prof. Dobrzycki.

Kamizelka towarzyszy pacjentowi 24 godziny na dobę

Pacjent musi nosić kamizelkę cały czas. Może ją zdjąć jedynie wtedy, gdy będzie chciał wykonać toaletę oraz wtedy, gdy trzeba zmienić baterie. Pan Robert otrzymał kilka materiałowych elementów, tzw. obudowy, które trzeba wymieniać co 24 godziny. Wyjmuje się z nich elektrody i wówczas można kamizelkę uprać i odświeżyć. Pacjent ubrany w taką kamizelkę nie powinien jeździć samochodem ani rowerem, gdyż w razie zasłabnięcia, może sobie zrobić krzywdę.

Kamizelka jest prosta w obsłudze. Pan Robert na razie miał ją na sobie od dwóch godzin i mówi, że jest wygodna. Nie potrzebuje pomocy, by się w nią ubrać.

- Prawie jej nie czuję, jest dosyć lekka. Zobaczymy, jak będzie podczas spania, ale podobno po dwóch nocach można się przyzwyczaić - mówi mężczyzna. - Najważniejsze, że czuję się bezpiecznie.

Pan Żaczek będzie nosił ją na razie około miesiąca. Po trzech tygodniach uda się na kontrolę i lekarze zadecydują, czy kamizelka będzie nadal potrzebna. Jak mówi prof. Dobrzycki, kamizelka może być stosowana maksymalnie przez 3 miesiące.

- Dłużej nie możemy czekać. Jeśli to do tego czasu serce nie zregeneruje się i nie powróci funkcja skurczowa lewej komory, to trzeba wszczepić defibrylator.

Nie lekceważ migreny. To może być niebezpieczne!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie