Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław 1:1. Trzeba cieszyć się z remisu (zdjęcia)

Tomasz Dworzańczyk [email protected]
Pomocnik Jagi Przemysław Frankowski (nr 21) w drugim kolejnym meczu zdobył bramkę, jednak tym razem nie dała ona kompletu punktów
Pomocnik Jagi Przemysław Frankowski (nr 21) w drugim kolejnym meczu zdobył bramkę, jednak tym razem nie dała ona kompletu punktów Andrzej Zgiet
Od remisu 1:1 na własnym boisku ze Śląskiem Wrocław rozpoczęli zmagania w grupie mistrzowskiej podopieczni Michała Probierza.

Jagiellonia Białystok (0) 1
Śląsk Wrocław (0) 1
Bramki: 1:0 - Frankowski (46), 1:1 - Pich (55).
Jagiellonia: Drągowski - Modelski, Madera, Pazdan, Straus, Frankowski (60. Dzalamidze), Tarasovs I, Gajos, Tymiński (72. Romanczuk), Mackiewicz, Pawłowski (60. Tuszyński).
Śląsk: Pawełek - Zieliński I, Celeban, Hołota, Pawelec I (71. Dudu), Ostrowski (55. M. Paixao), Hateley, Danielewicz, Pich, Machaj I (56. Grajciar), F. Paixao.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).. Widzów: 11416.

Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław 1:1 (zdjęcia)

Szanujemy ten punkt, bo nadal mamy przewagę nad Śląskiem, a reszta drużyn, też będzie grała między sobą. W następnych meczach musimy zdjąć presję z zawodników i zrobić niespodziankę - komentuje szkoleniowiec białostockiego zespołu.
Obie drużyny w kolejnych spotkaniach zmierzą się z Lechem Poznań i Legią Warszawa i dlatego bardzo chciały rozpocząć w piątek od zwycięstwa.

Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław 1:1. Pierwszy mecz o mistrza [ZDJĘCIA]

- Często rozmaite mistrzostwa inauguruje jednak remis i tak się w tym wypadku stało - zauważa Tadeusz Pawłowski, trener Śląska.
W pierwszej połowie to jego zespół sprawiał znacznie lepsze wrażenie. Wrocławianie nie pozwalali jagiellończykom praktycznie na nic. Gospodarze przed przerwą nie potrafili wypracować sobie choćby zalążka groźnej sytuacji.

- Słabo zaczęliśmy spotkanie i o pierwszej połowie w naszym wykonaniu najlepiej szybko zapomnieć - przyznaje Przemysław Frankowski, pomocnik Jagiellonii.

Jedynym piłkarzem Jagi, który zasłużył na wyróżnienie po pierwszych 45 minutach był Michał Pazdan. Grający kolejny mecz na stoperze zawodnik był nie do przejścia dla rywali, naprawiając przy okazji wiele pomyłek swoich kolegów. Niestety, jakość w defensywie była kosztem gry drugiej linii. Pomoc pozbawiona jego, jak i kontuzjowanego Rafała Grzyba (ma wrócić na następny mecz z Lechem), wyglądała kiepsko. Na pozycji defensywnego pomocnika wystąpił Igors Tarasovs i - szczególnie w pierwszej połowie - nie był to spektakularny mecz Łotysza. Podobnie zresztą jak pozostałych jagiellończyków.

- Przygotowywaliśmy się pod kątem tego spotkania przez cały tydzień, ale nic z tego nam nie wychodziło. Widać było, że zawodnicy nałożyli na siebie zbyt dużą presję i tego ciężaru nie udźwignęli - przyznaje Probierz.

Mimo miażdżącej momentami przewagi przyjezdnych, białostoczanom udało się nie stracić bramki i zejść na przerwę przy wyniku bezbramkowym. To co działo się w szatni, to tajemnica, ale coś się stać musiało, bo na drugą połowę gospodarze wyszli odmienieni.
- Powiedzieliśmy sobie kilka mocnych słów, trener też i po przerwie zaczęliśmy grać - przyznaje Frankowski.

Na efekty trzeba było czekać wyjątkowo krótko, bo tylko 14 sekund. Grę od środka wznawiali wrocławianie, którzy jednak szybko stracili futbolówkę. Piłka jak po sznurku wędrowała między kilkoma zawodnikami Jagi, w końcu trafiła do Jana Pawłowskiego, który zagrał ją do Frankowskiego, a ten z bliska pokonał Mariusza Pawełka.

- Nie byliśmy dobrze ustawieni i gospodarze to wykorzystali - przyznaje Tomasz Hołota, obrońca Śląska.

To mógł być kluczowy moment spotkania, bo żółto-czerwoni ruszyli do szturmu. Niesieni żywiołowym dopingiem w ciągu kilku minut stworzyli sobie kilka świetnych okazji, by podwyższyć prowadzenie. Groźnie uderzali Karol Mackiewicz i Maciej Gajos, ale dwukrotnie swój zespół ratował Pawełek. Kiedy wydawało się, że kolejny gol dla Jagi to kwestia czasu, stało się coś zupełnie odwrotnego. Strata piłki w środku pola skutkowała kontrą, po której wrocławianie wyrównali. Krzysztof Ostrowski, przy biernej postawie Jonatana Strausa, dośrodkował, a Robert Pich przeskoczył o głowę wyższych Sebastiana Maderę i Tarasovsa.

- Biorę na siebie winę za straconą bramkę. Byłem spóźniony i dałem się wyprzedzić - przyznaje Madera.

Po tym golu mecz się wyrównał. Obie ekipy miały jeszcze swoje okazje, ale wynik już się nie zmienił.

- Nie ma co narzekać i gramy dalej. Chcielibyśmy zdobyć mistrzostwo, ale dzieci też chcą gwiazdkę z nieba, a nie zawsze ją dostają - kwituje Probierz.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie