Homoseksualiści z grupy IRIS: Jesteśmy liczną mniejszością

Z Anną Kozicką, Ernestem Greckim i Marcinem Przepierowskim z Grupy IRIS rozmawia Janka Werpachowska
Anna Kozicka, Ernest Grecki i Marcin Przepierowski z Grupy IRIS
Anna Kozicka, Ernest Grecki i Marcin Przepierowski z Grupy IRIS Anatol Chomicz
Udostępnij:
W Białymstoku żyje około 28 tysięcy osób, które mają za sobą doświadczenia nieheteronormatywne. Tych ludzi nie widać, są niezauważani, nie chce się ich dostrzegać.

Obserwator: Grupa IRIS - Stowarzyszenie na rzecz Osób o Różnorodnych Orientacjach Psychoseksualnych i Tożsamościach Płciowych. Tak brzmi pełna nazwa waszej organizacji. Czy fakt, że takie stowarzyszenie powstało, świadczy o tym, że czujecie się w jakiś sposób dyskryminowani lub marginalizowani?

Anna Kozicka: Z moich osobistych doświadczeń nic takiego nie wynika. Ani w rodzinie, ani na uczelni, w pracy, wśród przyjaciół i znajomych nigdy nie spotkałam się z przejawami dezaprobaty z tego powodu, że jestem członkinią tego stowarzyszenia. Ale kiedy na przykład starałam się o pomoc finansową na zrealizowanie jakiegoś przedsięwzięcia - owszem, spotykałam się z odpowiedziami, że nie ma pieniędzy na działania skierowane do osób LGBTK/Q - wcale niemałej grupy mieszkańców i mieszkanek Białegostoku. Trzeba mieć świadomość, że to jest mniejszość równie ważna jak inne mniejszości, które tworzą koloryt i różnorodność tego miasta; od niektórych mniejszości liczniejsza. Myślę, że gdybyśmy się trzymali statystyk, to w Białymstoku żyje około 28 tysięcy osób, które mają za sobą doświadczenia nieheteronormatywne. Tych ludzi nie widać, są niezauważani, nie chce się ich dostrzegać.

A może sami chcą być niewidzialni?

AK: Tak, sami też nie chcą się ujawniać. Bo oni też mają pewne homofobiczne nawyki, które zostały im wdrożone w procesie wychowania, edukacji. Słyszą komunikat, że nie powinni się obnosić ze swoją "innością".

Wyjaśnijmy znaczenie tych liter: LGBTK/Q. Myślę, że dla większości czytelników wyglądają one tajemniczo i może do tej pory nie wiedzą, o kim rozmawiamy.

AK: Poszczególne litery tego skrótu oznaczają: lesbijki, gejów, osoby biseksualne, transpłciowe i kłirowe/queerowe (od ang. queer - osoby nieheteroseksualne i/lub nie określające jednoznacznie swojej orientacji psychoseksualnej czy tożsamości płciowej). Grupa IRIS wśród swoich celów statutowych ma zapisane między innymi podnoszenie świadomości społecznej oraz władz lokalnych i państwowych w zakresie orientacji psychoseksualnej, tożsamości płciowej i płci społeczno-kulturowej, budowanie pozytywnych postaw, tożsamości i wizerunku lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych.

Czym na co dzień się zajmujecie?

AK: Jestem terapeutką, pracuję z osobami starszymi.
Marcin Przepierowski: Ja jestem nauczycielem akademickim na Uniwersytecie w Białymstoku.

Ernest Grecki: A ja jestem studentem. Ale Marcin nie ma u mnie zajęć.

AK: A ja zapewniam, że wśród moich podopiecznych nie ma babci Ernesta. Tego typu układy nas nie łączą.

Mówiliśmy o tym, że osoby, do których Grupa IRIS adresuje swoje działania, często wolą pozostać niewidzialne. Wy macie za sobą ten etap.

AK: Ja chciałabym tu wypowiadać się jako członkini zarządu Grupy IRIS, a nie jako osoba prywatna. Jako przedstawicielka zarządu Grupy Iris mogę powiedzieć, że w swobodny sposób komunikuję w pracy, w domu, kolegom, koleżankom, nowo poznanym osobom w jakiej organizacji pracuję. Z bardzo prozaicznego powodu - w celu jej promowania. Dotychczas ani w Białymstoku, ani w województwie podlaskim nie było takiej organizacji.

Czy taka otwartość z twojej strony, fakt, że mówisz o Grupie IRIS sprawia, że ludzie się interesują stowarzyszeniem, pytają o nie, zapisują się do niego?

AK: Tak, zdarza się.

Marcin i Ernest, opowiecie mi, jak to wyglądało w waszym przypadku?

MP: Przez wiele lat miałem trudność, aby przyznać się sam przed sobą, że jestem gejem. To wynikało właśnie z tego, że wyczuwałem w swojej rodzinie, w najbliższym otoczeniu atmosferę, która nie sprzyjała temu, żeby w sposób jawny być osobą homoseksualną. Było więc tak, że ta część mojego życia, osobowości została gdzieś zagrzebana, głęboko schowana. Kiedy po studiach przyjechałem do Białegostoku, to właśnie tutaj poznałem osobę, dla której byłem gotów wreszcie przyznać się przed samym sobą, że jestem gejem. Od tego momentu nie mam z tym absolutnie żadnego problemu i lepiej się czuję. Było to osobiście wyzwalające. Oczywiście, nie przychodzę na zajęcia i nie przedstawiam się studentom: Drodzy państwo, jestem gejem. Studenci i tak plotkują i wiedzą swoje. Ale na przykład świetnie się rozumiemy z koleżankami z pracy. One otwarcie opowiadają o swoich mężach, rodzinie, ja też mogę z nimi rozmawiać o swoim życiu miłosnym. Chodzimy razem na imprezy. Jest bardzo pozytywnie.

EG: Najpierw był okres takich rozmów ze sobą, wsłuchiwania się w siebie, uświadamiania swojej orientacji psychoseksualnej. A jeżeli chodzi o komunikaty wysyłane przez rodzinę - to często są one takie a nie inne, bo rodzina nie wie, że ma w swoim gronie geja, osobę biseksualną czy transpłciową. Więc ludzie gadają po prostu, co przychodzi im akurat do głowy. W moim przypadku to ujawnienie się wyszło jakoś tak samoczynnie. Nie urządziłem rodzinnej kolacji, podczas której oznajmiłem, że jestem gejem. Nie przyprowadziłem chłopaka do domu i nie przedstawiłem go, jako swojego wybranka. Odkąd moja orientacja stała się w jakimś stopniu znana, nie odbieram żadnych sygnałów, że ktoś w moim najbliższym otoczeniu ma problem z jej zaakceptowaniem.

Czy ujęcie zagadnień, którymi Grupa IRIS się zajmuje, w ramy prawne jest rzeczywiście potrzebne? Na przykład związki partnerskie - o których ich przeciwnicy mówią, że to pierwszy krok do zalegalizowania małżeństw jednopłciowych. Czy ich istnienie coś zmieniłoby w waszym życiu?

AK: Znów odwołam się do statutu. Wśród naszych celów i działań znalazły się między innymi: dążenie do zmian w przepisach prawnych dotyczących sytuacji lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych a także udział w projektach legislacyjnych oraz tworzenie takich na rzecz pełnej równości pod względem orientacji psychoseksualnej, tożsamości płciowej oraz płci społeczno-kulturowej.

To jest konieczne, żeby zaistniała sprawiedliwość społeczna, którą się uznaje w innych państwach Europy. Mówię o Europie, nie o krajach arabskich albo innych, w których duży wpływ na kształtowanie legislacji państwowej ma religia, będąca hermetycznym zbiorem zasad, często bardzo odbiegających od istoty wiary. Uważam, że w Polsce, która uzurpuje sobie prawo do nazywania się państwem europejskim i świeckim - zgodnie z Konstytucją RP - żadne argumenty związane z religią nie powinny mieć wpływu na funkcjonowanie obywateli i obywatelek, których żyje w naszym kraju około 3,5 miliona. Kilkadziesiąt osób jest w stanie odmawiać tej mniejszości korzystania z podstawowych praw przynależnych każdemu człowiekowi. To się w głowie nie mieści. Bodajże w Brazylii zmieniono zapis konstytucyjny, aby zrównać w prawach związki jednopłciowe i małżeństwa heteroseksualne.

EG: W naszej Konstytucji wyraźnie określa się małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, ale już nie ma tak precyzyjnego zapisu, co do rodziny. Myślę, że to można dowolnie interpretować, bo nie jest jednoznacznie powiedziane, że dwie kobiety lub dwóch mężczyzn nie mogą założyć rodziny.

AK: Czyli przy dobrej woli rządzących można pójść na rękę społeczeństwu. Tylko brakuje tej dobrej woli.

MP: Jeśli chodzi o związki partnerskie, to myślę, że ta kwestia nie przez wszystkich jest dobrze rozumiana. Do głosu dochodzi zbyt wiele emocji. Z ust przeciwników zalegalizowania związków partnerskich pada dużo słów o tradycji, wartościach, moralności - a to w kwestii związków partnerskich nie jest najbardziej istotne. Batalia o zalegalizowanie związków partnerskich w Polsce to sprawa bardzo pragmatyczna. Chodzi o to, aby związki jednopłciowe i związki różnopłciowe, które z różnych względów nie chcą zawrzeć małżeństwa, były uznawane przez państwo. Aby nie było tak, że po 20 latach wspólnego życia, w myśl obowiązującego prawa osoby te są dla siebie obce. Nie można pochować zmarłego partnera, nie można w szpitalu dowiedzieć się o stan jego zdrowia. W przypadku małżeństw ta uznawalność związku jest automatyczna. Związki nieformalne mogą dochodzić swoich praw przed sądem, ale jest to procedura zniechęcająca, mało precyzyjna i przewlekła.

AK: Wszystkich, którzy nie są małżeństwami w myśl Konstytucji, państwo polskie olewa. Nie chroni związków partnerskich w żaden sposób. Ale podatki bierze chętnie od wszystkich. Ponosimy wszelkie obowiązki jak każdy obywatel, ale nie mamy wielu praw, które nam przysługują.

EG: Homoseksualizm i biseksualizm od wielu lat nie są chorobą według Światowej Organizacji Zdrowia. Dlaczego więc dwoje zdrowych ludzi nie może założyć rodziny uznawanej przez prawo?

MP: A jak rozumieć argument, że związki partnerskie zagrażają małżeństwom? Ja od pewnego czasu usiłuję się dowiedzieć, w jaki sposób fakt, że ja zawrę związek ze swoim partnerem wpłynie na małżeństwo moich sąsiadów. Przecież w żaden. No, chyba że to sąsiad byłby moim partnerem..

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie