Białystok-Grodno. Przemyślenia na Nowy Rok

Adam Czesław Dobroński redakcja@poranny.pl
W Grodnie, jak i w Białymstoku, są to podwójne święta, obchodzone według „starego” i „nowego” kalendarza, tyle że w odwróconych proporcjach.
W Grodnie, jak i w Białymstoku, są to podwójne święta, obchodzone według „starego” i „nowego” kalendarza, tyle że w odwróconych proporcjach.
Była w Grodnie restauracja Białystok i lokal stoi pusty. Była w Białymstoku restauracja Grodno. Może oba miasta wykonają na początek jakiś gest dobrej woli

Jak Grodno prezentowało się przed katolickim Bożym Narodzeniem? Na placu przed pomnikiem Lenina i Sowieckim stanęły potężne choinki z pulsującymi gwiazdami na szczytach. Gwiazdy mrugały z wielu innych gmachów, towarzyszą im życzenia pomyślnego nowego, 2009 roku. Notabene, na starówce grodzieńskiej wiele obiektów zyskało trwałe kolorowe oświetlenia. Pewnie nie wszystkie są równie gustowne, ale nie ulega wątpliwości, że miasto jest dumne ze swej dawności, właściwie jeszcze trwają obchody 880. rocznicy istnienia grodu. Aktualnie dobiegają pracę renowacyjne domku Elizy Orzeszko (Orzeszkowej) przy ulicy imienia autorki "Nad Niemnem", stoją też rusztowania przy Sowieckiej (Dominikańskiej). W tygodniku "Wieczornij Grodno" znalazłem list czytelnika z zapytaniem, dlaczego na Nowym Zamku wciąż widnieje godło ZSRR.
W tym samym numerze ukazał się wywiad z proboszczem kościoła farnego ks. Janem Kuczyńskim o betlejemskim ogniu, który dotarł do Grodna. Redakcja zamieściła duże zdjęcie księdza trzymającego w rękach tę wyjątkową lampkę. Będzie ona płonąć do 6 stycznia jako "symbol pokoju i miłości". Gustowna, też oświetlona choinka stoi wysoko nad wejściem do katedry grodzieńskiej, dawnej fary pojezuickiej. Zaszedłem tam wieczorem, po zamknięciu archiwum. W świątyni sporo wiernych, odmawiano litanię, panował półmrok, z niego wyłaniały się fragmenty postaci świętych. Taka atmosfera pomaga w skupieniu się, w modlitwie. Przepraszam, może to niezbyt taktowne, ale chcę podać skojarzenie bzdurne, a prawdziwe. Pamiętam zachowaną sprzed wojny tabliczkę z napisem w języku polskim, przestrzegającą przed pluciem w kościele na posadzkę. Obecnie wewnątrz świątyni są napisy w języku rosyjskim ze wskazaniem, w którą stronę należy otwierać drzwi. To także przyczynek do zmian pokoleniowych w tym mieście.
Nastroje

Wiadomo, okres świąteczny rządzi się własnymi prawami. W Grodnie, jak i w Białymstoku, są to podwójne święta, obchodzone według "starego" i "nowego" kalendarza, tyle że w odwróconych proporcjach. Większość wierzących najpierw będzie miała oficjalny Nowy Rok a dopiero potem Boże Narodzenie. "Moje" archiwum miało być zamknięte w katolicką Wigilię, tym bardziej w dwa następne dni świąt. To i tu zrozumiałe, naturalne.

W sklepach wzmożony ruch, przed uniwermagiem (domem towarowym) "Niemen" ustawiała się kolejka po "owoce augustowskie". Brakowało mi stoisk z karpami, pewnie jeszcze nie dopłynęły. Sporo reklam, nie tylko zresztą kulinarnych i tu będzie druga bzdurna anegdota. Nad wspomnianą ulicą Sowiecką widnieje transparent z zachętą do prenumeraty "Grodzieńskiej Prawdy". Jest tam i zręczny zwrot odnoszący się do zawartości czasopisma: "Niczego oprócz prawdy!". Przypomina się ta moskiewska "Prawda" i dowcip z wypowiedzią piekielną Napoleona: "Gdybym miał taki organ, to do dziś by się świat nie dowiedział o Waterloo".

Oczywiście, że słychać było - jak na całym świecie - narzekania na podwyżki, bo przed świętami wszyscy sprzedający chcą zarobić, a wszyscy kupujący dybią na okazje. Chyba jednak z zapasami rubli nie było tak źle, widziałem i kupujących dużo. Cieszy coraz większa uprzejmość "dziewuszek" przy ladach i kasach. Kiedy zapytałem w polsko-rosyjskiej gwarze, jaką kupić butelkę, by nie bolała głowa, otrzymałem odpowiedź w polsko-wschodniej mowie: "A jak zaboliii, to niech do nas przyjeeedzie, to iii wykurujemy". Nie boli!

Dyktat geopolityki

Wieczorem w hotelu obejrzałem dziennik. Tego dnia miało miejsce spotkanie dwóch prezydentów: Białorusi i Rosji. Obaj powtarzali zapewnienia o serdecznych stosunkach ale miny mieli poważne - wiadomo, kryzys! Na koniec padło stwierdzenie o satysfakcjonujących ustaleniach względem cen gazu i ropy. To dla Białorusi arcyważne. Redakcja przypomniała o wymianie handlowej naszego wschodniego sąsiada, który większość eksportu kieruje właśnie do Federacji Rosyjskiej. Polska znajduje się na odległym miejscu, z około 5 procentami udziału. W tym miejsce zamiast bzdurnej anegdotki mam poważne pytanie: kto ma pozycję wicelidera w wymianie handlowej z Białorusią? Odpowiedź poprawna brzmi: Holandia! Dlaczego właśnie Holandia? Tego nie wiem.

W Grodnie mówi się o zwolnieniach, inflacji, nadciągających kłopotach. Zupełnie tak samo, jak i w Polsce. Oni jednak mają dużo mniejszy rynek wewnętrzny i skromniejsze kontakty zewnętrzne. Jeśli dwaj sąsiedzi mają (mogą mieć) kłopoty, to co powinny zrobić? Niestety, jest akurat odwrotnie, trwa uszczelnianie granicy. Pół roku temu z Kuźnicy do Grodna odchodziło chyba 6 pociągów, teraz tylko trzy. W obie strony jechałem wraz z nie więcej jak trzydziestoma pasażerami. Na placu przed dworcem w Kuźnicy ciszej, na poczekalni w Grodnie też spokój. Może to i kogo cieszy, a mnie smuci.

Byłem pewny, że nowa wojewódzka administracja i nowy sejmik będą poszukiwać kontaktów przygranicznych, czynić wszystko co możliwe, by - rzecz całą okrutnie upraszczając - Europa nie kończyła się na Kuźnicy i Bobrownikach. Wcale nie namawiam do obstrukcji względem Warszawy i Brukseli, ale skoro wolno Holandii, to może wolno i województwu podlaskiemu? Trzeba umieć patrzeć dalej i wyżej, jak czynił to czczony w Białymstoku książę Jerzy Giedroyc. Zmieniać się będą po obu stronach granicy parametry polityczne, a trwać narody i państwa.

Patron Biblioteki Uniwersytetu w Białymstoku przestrzegał, że nie można zrywać więzi polsko-białoruskich. Przecież przy aktualnych tendencjach mogą wyrosnąć po obu stronach granicy pokolenia, które uwierzą, że gwarancją szczęścia dla Białorusi jest tylko Moskwa, a dla Polski - tylko kasa brukselska. Pewnie przesadzam, więc postawię tezę ostrożniejszą - robimy wiele w imię "wyższych celów", by Białorusini uwierzyli w rosyjskie koło ratunkowe. I rzecz nie w panujących tam sentymentach oraz wizjach politycznych, ale w realiach życia wobec zagrożeń ekonomicznych.
Mniejszości

Jeżdżąc do Grodna, świadomie rezygnuję z kontaktów z przedstawicielami obu frakcji Związku Polaków na Białorusi. I wcale nie chodzi o obawy natury konsularnej. Po prostu nie chcę dokładać się do istniejącego zamętu. Zbyt wielu już mąciło w tym kotle, w tym i osób bardzo prominentnych. Byli tacy, którzy chcieli zyskać aureolę prześladowanych, może wierzyli w swoją moc, a znali sytuację tylko z opowiastek i materiałów dziennikarzy, którzy wpadli tam na dzień lub dwa. Dziś trzeba byłoby zjeść worek soli, by dojść, kto prowokował, a kto okazał się naiwny. I nie wystarczy strzelać na oślep, trafiając w tarcze z fotkami pana Józefa Łucznika lub pani Andżeliki Borys.

Nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie może przyjechać do Polski chór, którego dyrektor opowiedział się za Łucznikiem? I dlaczego nie może dostać wizy dyrektor szkoły polskiej, bo nie poparł Borys? Dlaczego w ten sposób urzędnik polski ma decydować, które dziecko narodowości polskiej może odwiedzić Polskę, a które nie? Dostać pomoc szkolną? Czym innym jest subsydiowanie (też często dokonywane na oślep) i honorowanie ad personam, czym innym elementarny obowiązek wspierania diaspory polskiej na Wschodzie. Na szczęście tak się na ogół dzieje przy akcjach pomocowych organizowanych przez organizacje społeczne, ale trudno mi jest dostrzec przełom w działaniach na górze. Chyba że to są plany i czynności tak dalece utajnione i subtelne, że swymi słabnącymi zmysłami ich nie wyłapuję. W takim przypadku przepraszam za pomówienie.

Usłyszałem w telewizji grodzieńskiej, że szykują się wspólne rejsy Kanałem Augustowskim. Brawo! A może przy okazji popytać w Augustowie, jak oni to zrobili ze wspomnianymi owocami, a teraz kombinują z pływaniem? Była w Grodnie restauracja Białystok i lokal stoi pusty. Była w Białymstoku restauracja Grodno. Może oba miasta wykonają na początek jakiś gest dobrej woli. To tak blisko i tak daleko zarazem. Gotów jestem, jeśli znajdzie się patron i sponsor, zainicjować sympozjum naukowe na temat historycznych związków białostocko-grodzieńskich. A byłoby o czym mówić i pisać.

Świadom jestem, że te moje refleksje są chaotyczne i momentami napisane "na skróty". Po prostu zrobiło mi się smutno, że zamierają wzajemne kontakty, a wszystko ponoć w imię wielkich wartości! A sąsiedztwo to nie wartość?!!!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
fernando

Współpraca z Grodnem to jedna z olbrzymich szans Białegostoku, i na promocję i na inwestycje i rozwój kultury i na zaistnienie w Polsce i Europie. Dwa miasta - zbliżone kulturowo, jak żadne po tej stronie granicy UE, trzeba pamiętać że tam co czwarty to Polak! Oddalone ok. 70-80km, wybudować trasę szybkiego ruchu, op środku zbudować lotinsko, i tereny inwestycyjne. Wziąć na to kasę z UE. Razem z Grodnem to nas będie razem jakieś 600tys. ludzi. To jest potencjał! A rynek białoruski potzrebujący i od ruskich blisko, będą budować fabryki, wschodnia częśc polski ożyje! Tylko czy nasze władze stać na taki wysiłek. Trzeba jechać do Tuska, do Brukseli, uzgadniać z KE, moze nawet uzyskac jakieś szzególne pozwolenia unijne. Ale graw wasrta świeczki!

B
Berq

W dobie politycznego bełkotu i walki o elektorat może warto poświęcić chwilę refleksji nad stosunkami z naszym wschodnim sąsiadem. Polskę i Białoruś łączy bardzo wiele. Mamy w wielu wypadkach podobne obyczaje, łączy też nas coś więcej - podobna tradycja. W obu narodach drzemie "słowiańska dusza" i bliżej nam kulturowo do Białorusi niż do odległej "Ameryki". Musimy raz na zawsze sobie uświadomić, że bez względu na to jak dalej potoczą się polityczne losy Polski i Białorusi to jesteśmy sąsiadami i zawsze na siebie będziemy skazani. A sąsiad z sąsiadem powinien żyć w zgodzie.

Autor artykułu Adam Czesław Dobroński wspomniał o Kanale Augustowskim i o perspektywie żeglugi pomiędzy dwoma krajami. Białoruś podobno jest do tego przygotowana. Po wschodniej stronie granicy zmodernizowano cztery śluzy i doprowadzono do stanu używalności ponad dwudziestokilometrowy odcinek kanału. Po polskiej stronie niestety nie dzieje się za wiele i jesteśmy jeszcze daleko w lesie jeśli chodzi o uruchomienie polskiego odcinka. Mam jednak nadzieję, że uporamy się szybko i ruszy w końcu żegluga przez granicę, bo jak do tej pory z tego naszego wspólnego dobrodziejstwa jedynie nieliczne spływy kajakowe korzystają.

Dodaj ogłoszenie