WOŚP 2019 Białystok. Jerzy Owsiak: Pomaganie mamy zakodowane. I nie siedzimy na wyspach Bergamutach (zdjęcia)

  • Kurier Poranny

Agata Sawczenko

Rozmowa z Jurkiem Owsiakiem, dyrygentem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

W ubiegły piątek przed białostocki szpital zajechałeś karetką. Faktycznie siedziałeś za kierownicą przez całą drogę z Warszawy?

Nie... Przyjechać aż z Warszawy nie mógłbym. Nie mam praktyki z takimi samochodami. Taka karetka jest dla specjalistów. Na mnie karetka czekała już w Białymstoku. Taki mały greps zrobiliśmy - i robimy je już od jakiegoś czasu. Miło jest usiąść za kierownicą karetki i przejechać kilka kilometrów po mieście, żeby zobaczyć, że prowadzi się ją świetnie. Dostarczyliśmy Białemustokowi samochód z naprawdę najwyższej półki, ze wszystkimi tymi najważniejszymi dla kierowcy elementami.

Bo ma być on wygodny, ma być sprawny, ma być bezpieczny, więc nawet ma zamontowane kamery z tyłu, żeby było widać, czy jest samochód gotowy do jazdy, czy nic się nie wydarzyło, czy nic nie ma niebezpiecznego z tyłu. Generalnie - samochód jest wyposażony bardzo dobrze. I ten podjazd pod szpital to taka wisienka na torcie, kiedy możemy wyjść i przekazać kluczyki fachowcom, którzy będą używać tego pojazdu na co dzień.

Dużo takich karetek przekazaliście ostatnio?

Ostatnio kilka. Zaczęło się to jeszcze w zeszłym roku od meczu TVN kontra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Za pieniądze, które zebraliśmy wtedy, kupiliśmy karetki m.in. dla Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Z podobną karetką za moment będziemy w Poznaniu. Na te karetki złożyły się osoby, które wtedy kupiły bilety, które kliknęły w internecie, które wysłały sms-em wsparcie.

Ale także, dzięki całorocznemu wspieraniu Orkiestry, mogliśmy przekazać kolejne karetki, na przykład dla Krakowa czy Ostrowca Świętokrzyskiego. Dzięki wsparciu darczyńców mogliśmy także nabyć przepiękne samochody transportowe dla hospicjów. Hospicjów, które wspieramy już od wielu lat. To jest bardzo ważna część naszej działalności - zwłaszcza z wykorzystaniem środków z 1 procenta podatku. Nie ma w Polsce hospicjum, które by pracowało dla dzieci i nie miało naszego sprzętu. Dostają od nas samochody, ale również łóżka, pompy strzykawkowe, inhalatory... Było więc troszeczkę jeżdżenia w tym minionym roku, z czego się bardzo cieszymy.

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy rozkręcałeś prawie 30 lat temu. Jak myślisz, gdybyś zaczynał teraz, ludzie też daliby się tak bardzo porwać twojej idei? Udałoby się orkiestrę rozkręcić aż do tak wielkich rozmiarów?

Ludzie z pewnością by się dali porwać, bo to się cały czas dzieje. Przecież, jak widzimy, ludzie non stop sobie pomagają. A spójrzmy też na inne fundacje, weźmy Szlachetną Paczkę. Ludzie w swojej masie to ogromna siła, ogromna ilość wpłat, ogromna energia i zaangażowanie. Nie wiem tylko, czy teraz udałoby się nam przebić do świadomości ludzi tak szybko.

Kiedy zaczynaliśmy 27 lat temu, kanały telewizyjne były dosłownie dwa. Dla ludzi, którzy mają dwadzieścia kilka lat, jest to niepojęte, że nie było internetu. A wtedy ludzie, którzy oglądali telewizję nie mieli wielkiego wyboru. W związku z tym dotarcie do masowej świadomości ludzi było o wiele prostsze. Mało tego - działaliśmy na rynku, który był dziewiczy. Wolna Polska dopiero ruszała. A ludzie mieli totalny dystans do działalności organizacji o charakterze charytatywnym. I mieli prawo mieć ten dystans, ponieważ nic takiego jak Wielka Orkiestra wtedy nie istniało. Istniał PCK, ZHP w ówczesnej formule - to były organizacje związane z systemem, stworzonym przez PRL. Także patrzyliśmy na to bardzo ostrożnie.

I nagle wybuchło coś związanego z muzyką rockandrollową. Mieliśmy paręset tysięcy fanów tej muzyki, którzy w mediach publicznych (a tylko takie istniały) tej muzyki nie mieli. My tę obecność otworzyliśmy naszym programem „Róbta, co chceta”. Zebraliśmy wokół siebie ludzi, którzy chcieli z nami Orkiestrę robić, widzieli w nas wiarygodnych partnerów, którzy słuchają tej samej muzy.

Ale znowu - dzisiaj internet i możliwości kontaktu są tak nieprawdopodobne, tak ogromne - że to też bardzo, bardzo pomaga. Trafiliśmy właśnie pod strzechę w Nowej Zelandii - i to w pięć minut - właśnie dzięki internetowi. Więc trudno cokolwiek przesądzić. Powodzenie Szlachetnej Paczki, która ma kilka lat, jednak mówi o tym, że Polacy są zdolni i chętni pomagać, że dają się porywać do idei, w którą wierzą, jeżeli sprawa jest jasna, czytelna, i wiemy, o co chodzi i jakie są tego efekty.

Tobie Wielką Orkiestrę pomogła rozkręcić muzyka. Ale w tobie jest też coś, co sprawia, że ludzie za tobą idą.

Polacy mają pomaganie zakodowane w sobie. To jest dla nas coś normalnego, choć uważam, że kuriozalnie duży wpływ na to miał PRL. W PRL-u byliśmy sąsiedzcy, byliśmy pomagający, chodziliśmy do sąsiadów pożyczyć szklankę mleka czy cukru. Zmagaliśmy się z peerelowską rzeczywistością wszyscy razem. Tak byliśmy wychowywani.

I jakby przyjrzeć się naszym polskim filmom, czy przywołać wspomnienia, to sąsiad pomagał pchnąć samochód, bo akumulator nie chwytał. W tej bryndzy wokół nas byliśmy dla siebie pomocni. Czasy się zmieniły, ale w ludziach to po prostu siedzi. Chcemy sobie nawzajem pomagać. I tyle.

A Jurek Owsiak jest bardzo skromnym człowiekiem... Pytałam przecież nie o ludzi, a o twoją charyzmę, o to, jak udało ci się przekonać do swojej idei miliony...

Aha! Nie zrozumiałem.

To, co w tobie jest takiego, że ludzie za tobą idą?

Tu zadziałała spora dawka czegoś autentycznego, mówienie ludzkim, normalnym językiem. Nigdy się nie gimnastykowałem, żeby się jakoś wyrafinowanie odzywać. Oczywiście - byli tacy, którzy krytykowali mój sposób mówienia, niegramatyczny, moją wadę wymowy... O właśnie, o to pytałaś - dzisiaj, przy stawianych ludziom mediów wymaganiach, to pewnie bym się nawet nie dostał do telewizji, odpadłbym w przedbiegach.

Z moimi wszystkimi wadami byłbym skreślony w minutę osiem. Chyba najpierw musiałbym wystąpić w „Mam talent” i zabawić ludzi jakąś opowieścią - bo nie byłoby innej szansy. W związku z tym 28 lat temu - bo wtedy o tym pierwszy raz zapowiedzieliśmy Orkiestrę, jeszcze w radiu, chyba zaskoczyliśmy wszystkich. Tym, co robimy, jak robimy, w jaki sposób działamy. Ja wiem, że tutaj zadziałała taka ludzka ciekawość. A na końcu poczucie, że ludzie świetnie się ze mną bawią. To wszystko dało taki efekt, jaki dziś obserwujemy.

Przyjaźń, radość - tak pokazywany jest sztab WOŚP w telewizji. Faktycznie zawsze jest u was taka dobra atmosfera?

Oj, finał i telewizja jest taką jednodniową prywatką, gdzie my też się doskonale bawimy. Ludzie wiele lat temu nawet mieli poczucie, że w ten jeden dzień się zbieramy, a później siedzimy gdzieś na wyspach Bergamutach i czekamy na kolejny finał. Nie! Później jest cały kolejny rok pracy. Roboty, która ma miejsce w każdej instytucji, a zwłaszcza takiej jak nasza Fundacja. Trzeba się rozliczyć, zrobić zakupy, nad wszystkim się pochylić, być stale obecnym przy systemie ochrony zdrowia w Polsce. Myślę jednak, że ta atmosfera rock’n’rollowej zabawy jest z nami związana przez cały rok. Daje nam energię. Wystarczy przyjechać na nasz Pol’and’Rock Festiwal.

Przecież to ten sam sztab ludzi ten festiwal organizuje. Nie wynajmujemy żadnej firmy, agencji, która za nas robi festiwal, a my zasiadamy w pierwszych rzędach i każemy na siebie patrzeć i bić sobie brawo. Praca ma być przyjemnością dla tych, którzy z nami są. Telewizja - kiedy już jest ten moment - też jest dla nas, dla naszych rodzin, przyjaciół, którzy przecież z nami są w studio - jest takim czasem radosnym.

My też musimy się z tego cieszyć. My też musimy widzieć w tej ogromnej pracy dużą frajdę. I cieszymy się, że ludzie tak nas postrzegają. I często przychodząc do nas, nawet dzisiaj (w środę - przyp. red.) - każdy wchodząc, mówi: łał! jaka jest super atmosfera. Jest przecież mnóstwo ludzi, którzy pracują dla nas wolontariacko. Coś pakują, coś robią, przyjeżdżają na tydzień, na dwa tygodnie, miesiąc, chcą nam pomagać. To się udziela wszystkim.

To też jest duża, ogromna część sukcesu, który odnosimy - to, że ludzie pojmują tę pracę jako coś ważnego dla nich, budującego, przynoszącego ogromną satysfakcję. Oni się też u nas aktywują. Jeżeli ktoś jest wesoły - to u nas będzie jeszcze bardziej wesoły. Jeżeli ktoś zna czeskie kawały, to będzie je opowiadał, bo będzie wiedział, że to jest miejsce, gdzie może to robić. Także tak, sztab WOŚP to jest miejsce, gdzie jest dobra energia. Trudno coś fajnego robić w instytucji smutnej, ponurej, gdzie trzeba na siłę zrobić swoja pracę, przyjść do niej i zrobić coś na odczepnego. Na szczęście u nas tak nie ma.

Kiedy się lepiej grało? Za Tuska? Czy za PiS?

Nie ma takiego momentu, w którym byśmy powiedzieli, że gra się lepiej czy gorzej. Pierwsze dwa finały były zaskoczeniem dla wszystkich - i dla przyjaciół, i dla wrogów. Wrogowie kompletnie nie wiedzieli, co na ten temat powiedzieć. Może nawet nie wrogowie, a bardziej ludzie z fochem. Byli tak zaskoczeni, że nie wiedzieli, co zrobić. Już w trzecim roku działalności Fundacji pojawiły się pierwsze insynuacje na nasz temat.

Tytuł naszego telewizyjnego programu brzmiał: „Róbta, co chceta”. Aha! - pomyśleli - czyli anarchia, czyli wywrócenie wszystkiego do góry nogami. Potem były kombinacje, że na pewno jest to platforma, odskocznia dla mnie, bo na pewno będę chciał się zająć polityką. Potem na tapecie były oczywiście pieniądze - te niebagatelne, te niesamowite, te gdzieś ukrywane w słoikach. A później zaczęła się też ludzka głupota, która na przykład od trzech lat zabrania ludziom w mundurach grać razem z Orkiestrą. Oczywiście, jest to związane z polityką.

Ale to wcale nie mówi nam, że w tej czy innej opcji było lepiej lub gorzej. Ja myślę, że każdy rok dawał nam jakiegoś takiego niesamowitego kopa, który ujawnia nasze polskie fobie i wariacje. Nie było roku, żeby ktoś nagle nie wypowiedział się w sposób idiotyczny na nasz temat. Czy to było za PO, czy za obecnych rządów - zawsze się pojawia jakiś meteoryt, który chce opaść takim srebrnym deszczem złości. Nagle też okazuje się - już się tego nauczyliśmy - że najlepszymi adwokatami Orkiestry są sami ludzie. To oni na końcu decydują, czy wspomóc WOŚP. Mimo że na przykład poseł Pięta zabrania grać mundurowym - w końcu mu się to udało i mundurowi istotnie nie grają po dzień dzisiejszy - to ludzie nagle pyk! - dają jeszcze więcej.

Następny poseł, minister sprawiedliwości, mówi o nieprawidłowościach w organizacji WOŚP. A ludzie? Pyk! Dają więcej. I okazuje się, że wcale nie jesteśmy związani z tymi historiami. Nie mamy pytań od dziennikarzy - „widzimy wątpliwości, musicie je wyjaśnić czy pokazać”. Robimy swoje, a naszym rozliczeniem jest to, co potem stoi w szpitalu, co widzą ludzie. A to się dzieje od 27 lat. Przeżyliśmy wszystkie opcje polityczne wybrane przez Naród: od lewicy po prawicę. I powiem, że kuriozalnie, im jest trudniej w pewnych sprawach, tym lepiej jest dla Orkiestry.

Orkiestra dostaje jeszcze większych skrzydeł, jeszcze bardziej ludzie chcą powiedzieć: proszę mi nie mówić, jak mam myśleć, co mam robić, kogo mam lubić, a kogo nie lubić. I to jest chyba taka podstawa bytu nas, Polaków, od dziada pradziada. Że my troszeczkę na przekór, a w ostateczności mówimy bardzo głośno o sobie, o swoim zdaniu i stanowczo stajemy w obronie swojej wolności. To też ma swoje znaczenie przy okazji tego, co my robimy. Ma nawet często znaczenie piorunujące! Czyli: 120 tysięcy wolontariuszy wyrwało ankiety w ciągu dwóch tygodni. 190 tysięcy puszek rozjechało się migusiem.

Pierwszy Finał - 250 tysięcy serduszek. A ten Finał drukujemy ich 35 milionów. I serduszek brakuje. Nawet dzisiaj dostałem mejla z Nowego Jorku, czy dałoby radę wpisać kogoś na listę wolontariuszy, bo ktoś jeszcze, z jakiegoś miasta, się odezwał. Jeśli możemy internetowo kogoś wpisać - wpisujemy. Jeśli możemy jeszcze komuś pomóc zdobyć gadżet, bo będzie prowadził licytację, jeśli możemy wysłać go pociągiem, przez konduktora, to wyślemy. Polega to na tym, że nasze drzwi się nie zamykają. Ciągle ktoś puka, ciągle ktoś dzwoni. Czyli - jak powiedziałem - kuriozalnie: im trudniej, tym lepiej.

Obiecujesz, że będziemy grać do końca świata i jeden dzień dłużej?

Momentami sobie myślę, że ten koniec świata to może być niedługo. To, co się dzieje, co nad nami krąży... Ludzie mają taką zdolność do zawalczenia, w sposób negatywny, o swoją wizję świata. Nasz świat się dławi torbami foliowymi. Jeśli pszczoły, od których zależy cały nasz ekosystem, przestaną żyć, to i nas po chwili nie będzie. A my robimy wszystko, aby zanieczyścić, aby zabrudzić świat.

I naprawdę nie mam tu na myśli wszelkiego rodzaju wojen - bo ludzie się biorą za łby non-stop, z uporem maniaka. Mówię o tym, co tak naprawdę jest zależne od każdego z nas. To właśnie ta torebka foliowa, to to, ze wrzucamy do pieca byle co - i później dziwimy się, że w atmosferze źle się dzieje. Wydaje się, że książki science fiction mówią prawdę - a to glob zamarza, a to wręcz przeciwnie - robi się bardzo gorący. Obym powiedział to w złą godzinę. Oby ten świat trwał jak najdłużej. Dla nas z kolei ta nadzieja następnego dnia jest czymś budującym. A my jesteśmy taką organizacją, która buduje. Nie stawiamy kropki nad i, tylko ciągle chcemy mierzyć dalej, dalej i dalej. I dlatego będziemy grać do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Jurek Owsiak podarował nowoczesną karetkę dla DSK w Białymstoku

27. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Białymstoku

Finał rozpocznie się w niedzielę (13 stycznia) o godz. 15.15. Wszystkie koncerty będą odbywały się oczywiście na placu przed Ratuszem. Granie rozpocznie zespół Kenlee, potem wystąpią: Samoha, Mikayla, 13 W Samo Południe oraz Traffic Junky.

O godz. 20 zagrają największe gwiazdy. W tym roku usłyszymy Mesajaha, Sidneya Polaka oraz Nowatora.

Ale to nie wszystko. Na Rynku Kościuszki będzie można podziwiać na przykład pokazy ogniowe czy wziąć udział w biciu rekordu Serca Orkiestry. W kwadracie 10 na 10 metrów zostanie narysowane serce. Któremu miastu uda się zmieścić do niego najwięcej osób - dostanie dodatkowe pieniądze na sprzęt. Orkiestrową atrakcją będzie też przejazd pociągiem z Białegostoku do Łap. Biletu nie trzeba kupować, wystarczy wrzucić datek do puszki. Odjazd zaplanowano o godz. 10.55, zaś powrót o 14.55

Więcej informacji na temat finału znajdziesz na stronie: wosp.bialystok.pl

Jurek Owsiak przywiózł karetkę dla dzieciaków UDSK. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy pomaga w Białymstoku

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3