Urszula Dudziak o szybkim numerku, alkoholizmie i hazardzie

Z Urszulą Dudziak, wokalistką jazzową rozmawia Jerzy Doroszkiewicz
Urszula Dudziak mając 68 lat w dalszym ciągu jestem kochliwa.
Urszula Dudziak mając 68 lat w dalszym ciągu jestem kochliwa. Jerzy Doroszkiewicz
Mając 68 lat w dalszym ciągu jestem kochliwa. I nie wiem - może znowu zakocham się do szaleństwa. Tak się fantastycznie czuję i mam taką energię, że wszystko jest możliwe.

Kurier Poranny: - Rozdziały Pani książki "Wyśpiewałam wszystko" to tytuły różnych piosenek, trzeba przyznać, że buduje Pani napięcie - ledwie 22 strona i już "Will You Still Love Me Tomorrow" i opowieść o szybkim numerku z Holendrem, który był podobny do zdobywcy Oskara - Zbigniewa Rybczyńskiego

Urszula Dudziak: Wszystko się zgadza.

Wszystko Pani wyśpiewała?

- Jeżeli weźmiemy ten tytuł poważnie - ja śpiewam bez tekstu i liczę, że moi słuchacze uruchomią wyobraźnię, więc czego nie wyśpiewam, to proszę sobie wyobrazić.

Ale była ta jednorazowa przygoda?

- Dotychczas się dziwię, jak to się stało, ale absolutnie tego nie żałuję. I do dziś pozostaję przy tym jednym numerku - jak to pan elegancko powiedział.

Jedni uważają, że jak się młodzi wyszumią, to potem nie szaleją, a Pani miłość życia przydarzyła się po 40?

- Przytrafiła mi się bardzo piękna, spalająca, powiedziałabym - obłędna miłość. Ale ja mając 68 lat w dalszym ciągu jestem kochliwa i nie wiem - może znowu zakocham się do szaleństwa. Tak się fantastycznie czuję i mam taką energię, że wszystko jest możliwe.

Jak to jest z tym alkoholem? Pani wyznaje, że wychodząc za Urbaniaka czuła, że kłopoty mogą być.

- Michał miał kłopoty, ale muszę przyznać, że miał niesamowitą siłę i zachował się bardzo pięknie, bo kiedy wyjechaliśmy do Stanów nie tknął nawet cukierków, w których mógł być ślad alkoholu. I tak przez 18 lat. To problem, który dotykał go falami.

Kiedyś mawiano: bez gazu ni ma dżazu.

- Tak było w latach 60. i 70. Teraz widzę, że podejście do używek jest inne. Muzycy są czyści, kochają muzykę i nie potrzebują dopalaczy.

Czy zakochana kobieta może znieść męża, który ma męski chuch?

- Zakochana kobieta może znieść chyba wszystko. Zakochanie ma różne etapy. Ale wielka miłość przesłania oczy i wszystko można sobie wytłumaczyć i wszystko można przetrwać. Miłość to choroba, wiadomo.

Ale nikt nie jest wolny od nałogów. Zamiast dorabiać się na Zachodzie - telewizor, meble, mały fiat - ciągnęło Panią do kasyna?

- I ciągnie mnie w dalszym ciągu, ale jestem już na tyle mądra, że sobą kieruję. Nie daję się kierować żadnym francowatym demonom, które mogą mnie zniszczyć. I wiem, że hazard, jest jedyną rzeczą, która mogłaby mnie wciągnąć bez reszty.

A w co Pani grała? Ruletka, jednoręcy bandyci?

- Gdzie tylko zobaczyłam jednorękiego bandytę, to od razu leciałam i podawałam mu rękę i zaprzyjaźniałam się do bólu. W ruletce wchodziły większe pieniądze. Ale nie przegrywałam majątku. 500, 1000 dolarów, ale dla nas w latach 60. to była ruina.

A miała Pani ulubione kolory czy liczby?

- Siedem, jedenaście, trzynastkę, dwadzieścia dwa. Zawsze się dziwiłam, jak ktoś stawiał na kolory, czy parzyste, nieparzyste. Stawiałam z 20 żetonów, cały rząd, albo obstawiałam numer wieżą z żetonów i trzęsłam się, jak kuleczka wirowała, żeby zatrzymała się na moim numerze. Ale z reguły się nie zatrzymywała.

"Walk on By" to przepiękna piosenka i początek miłości, którą przerwała dopiero śmierć?

- Śpiewałam tę piosenkę tysiące razy i bardzo mi pasowała do sytuacji, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Jerzego Kosińskiego na 57. Ulicy na Manhattanie. Znałam go przedtem z telewizji. Przyglądałam mu się z zaciekawieniem, wręcz ekscytacją i tak sobie pomyślałam: Ale jest przystojny, jakie ma oczy, jaką ma niezwykłą twarz. Był coraz bliżej, a ja w panice mówiłam do siebie: muszę go zaczepić, tylko co mu powiem. Już sobie układałam, co mu powiem, ale on w ostatniej chwili spuścił głowę i nie miałam śmiałości go zaczepić. Przeszłam obok (walk on by) bardzo, bardzo rozczarowana. To był pierwszy moment, kiedy byliśmy bardzo blisko, ale poznaliśmy się dopiero dziesięć lat później.

Żeby utrzymać przy sobie niezwykłą kobietę, ba - niepowtarzalną wokalistkę trzeba jej powtarzać, że jest piękna?

(śmiech) - Komplementy - wiadomo, jeszcze od mężczyzny, którego się kocha - chyba nie ma nic piękniejszego. Chłonęłam je, miałam oczy, buzię otwartą, proszę o jeszcze, jeszcze. A z drugiej strony - byłam podejrzliwa. Miałam o sobie zupełnie inne zdanie i nie wiedziałam, czego ode mnie chce. Przecież wiadomo było, że się kochamy, że będziemy razem nie wiadomo jak długo. A tak było na przestrzeni naszego całego czteroletniego związku z Jerzym. Czasami mnie krytykował, zauważył coś mu się nie podobało. Był bardzo czujny - miał taki peryskop jak łódź podwodna i wszystko widział.

Faceci bywają chorobliwie zazdrośni - to miłość czy traktowanie kobiety jak przedmiotu? I Pani, i Urbaniak w "Ja, Urbanator" wyznajecie, że były czasy, kiedy latał za Panią po Europie i wręcz żądał, żeby wszystko robić wspólnie.

(śmiech) - Michał był klasycznym zazdrośnikiem. Wynikało to z jego niepewności siebie. Nie dawałam mu żadnych powodów, ale on - człowiek bardzo zaborczy i ten, który wie wszystko najlepiej miał swoją wizję małżeństwa. Wszystko razem, we wszystkim razem o każdej porze dnia i nocy razem. Z perspektywy czasu wiem, że idealny związek polega na dwóch osobnych światach. One mają jeden wspólny, ale też się przyciągają i oddalają. I ten ruch powoduje, że tęsknimy za sobą. I to podstawa zdrowego i długotrwałego związku. A u nas tego nie było. To nie było zdrowe.

Czy szpilki to symbol prawdziwej kobiety?

- Cha, cha. Ja jeszcze teraz latam w szpilkach, mam dopiero 68 lat. Oczywiście - nie na co dzień. Kiedyś wkładałam je codziennie, bo Jurek ubóstwiał szpilki i miałach ich kilkadziesiąt i umiałam się w nich poruszać naprawdę z gracją. Ale na szczęście są szpilki z platformami i można sobie jeszcze pohasać.

"There Will Never Be Another You", Chet Baker i … wszystko jasne - smutna pieśń o miłości życia?

- Jerzy był moją miłością życia i czuję, że cały czas jest ze mną. Z Michałem Urbaniakiem jesteśmy jak brat i siostra, troszczymy się o siebie. A Kosiński jest ze mną w takim metafizycznym wymiarze. Bardzo często z nim rozmawiam, proszę go o pomoc, szczególnie kiedy muszę coś napisać. Bardzo mi pomógł przy pisaniu tej książki. Bywały sytuacje, kiedy nie wiedziałam, co dalej, czy dobrze piszę, czy kolejność opowiadań jest właściwa. A pisałam to z głowy i redaktor książki - Remek Grzelak nie miał niemal żadnych zastrzeżeń. Bardzo możliwe, że to Jurek decydował o układzie książki.

Cytuje Pani bardzo osobistą wypowiedź Jerzego Kosińskiego o sobie: Jesteś biblią potencjalnych zboczeń.

(Śmiech) - Wiedziałam, że ktoś mnie o to zapyta i przyszykowałam sobie odpowiedź. Tak naprawdę, to nie wiem, co miał na myśli, szkoda, że nie możemy go zapytać. Miałam niesamowitą wyobraźnię, a przy Jerzym bardzo się wykształciłam w uruchamianiu wyobraźni. Nasz związek cechował teatr. Bawiliśmy się razem. W 80 procentach nasz związek to była radość, wygłup, reagowanie na wszystko, co się dzieje dookoła. Cały czas to był teatr życia i bardzo możliwe, że Jurek miał na myśli moją wyobraźnię. I to nie znaczy, że zaraz za nią idzie czyn. On raczej zdefiniował moją wyobraźnię, niż coś, co się działo.

Pani występ z Bobby McFerrinem w Kongresowej przeszedł do historii i to właśnie jego przebój "Don't Wory, Be Happy" wybrała Pani za motto swojej opowieści o złośliwym raku piersi, z którym Pani wygrała.

- Na ten temat nie mówię publicznie - odsyłam do książki. Nie chcę stwarzać niezdrowego bytu wokół mnie - tak mi doradzono. Ale musiałam o tym napisać. To było wielkim szokiem. To był dzwonek alarmowy, który spowodował, że zrozumiałam że jeszcze muszę długo żyć i w tym celu muszę zmienić swoje życie.

I taka jest rada dla Czytelniczek Kuriera Porannego?

- Oczywiście - dobra myśl to jestem ja i to każdy człowiek, który chce mieć szczęście w życiu. Bo dobra myśl generuje dobre słowo, słowo generuje charakter, a charakter generuje los. Jeżeli potrafimy zdyscyplinować myśli - będziemy szczęśliwe.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3