MKTG SR - pasek na kartach artykułów

To oni jeżdżą zabytkowymi samochodami. Poznaj pasjonatów aut z duszą

Andrzej Kłopotowski
Andrzej Kłopotowski
Jeden z miłośników starej motoryzacji. Zbigniew Nalewajko
Jeden z miłośników starej motoryzacji. Zbigniew Nalewajko fot. Wojciech Wojtkielewicz
Niektóre z tych niezwykłych pojazdów można oglądać w białostockim Muzeum Motoryzacji na ul. Węglowej. Część bierze też udział w rajdach i prezentuje się na ulicach przy specjalnych okazjach. Wszystkie to auta z duszą, a ich właściciele to pozytywnie zakręceni pasjonaci.

Sezon letni to czas, kiedy zabytkowe samochody częściej wyjeżdżają  na ulice. Widok auta na „żółtych blachach” (informujących o tym, że to zabytek) wywołuje uśmiech na twarzach wielu przechodniów. Część z nich pamięta, że niegdyś sami takimi jeździli, inni zaś znają je tylko z opowieści rodziców.

Stare samochody można zobaczyć w każdą niedzielę między godziną 11 a 15  w białostockim Muzeum Motoryzacji i Techniki, w jednym z garaży zespołu powojskowych magazynów na ul. Węglowej.

Tydzień temu zaś wiele podlaskich zabytkowych pojazdów można było podziwiać w plenerze podczas wystawy „Auta na bruku”, zorganizowanej przy siedzibie wojewódzkiego konserwatora zabytków. Porozmawialiśmy z ich właścicielami. 

Zbigniew Zawistowski

– Maluszka kupiłem 13 lat temu aż pod Poznaniem. Od razu zabrałem się za niego, zrobiłem porządek i w tej chwili wygląda tak jak wygląda. To jest rocznik `83. To była przejściowa seria, ma jeszcze galwanizowane zderzaki, potem robiono już plastikowe. Maluszek jest teraz wykonany z nowych elementów, bardzo profesjonalnie, w zakładzie! Niektóre części sprowadzałem z Włoch. Jak ktoś się zna na starych samochodach, to z pewnością chciałby mieć takie auto. Było w nim bardzo dużo do zrobienia. Sam remont kosztował mnie wtedy 28 tysięcy złotych, a już nie liczę wkładu pracy. Wbrew pozorom maluszek to wygodny samochód. Lubię go, bo jest inny. Jestem właścicielem 11 starych samochodów. Mam też nowe, ale wolę jeździć starymi.

Zbigniew Nalewajko

– To jest packard rocznik `52. Jest konstrukcją amerykańską. W czasie wojny, w 1942 roku, radzieccy „czynownicy” wykupili w tajemnicy licencję, przywieźli do Związku Radzieckiego maszyny i zaczęli produkować te packardy jako ZISy 110. Potem packard zaczął robić owalne auta i na ich podstawie zrobili ZIMa, a na bazie packarda „czterysetki” – czajkę. Rosjanie dokupowali kolejne licencje, ale potem w parlamencie amerykańskim powstała komisja śledcza, która chciała sprawdzić, jak licencja dostała się w ręce rosyjskie. M.in. dlatego packard upadł.

14-06-2024 BIALYSTOK STARE SAMOCHODY WOJEWODZKI KONSERWATOR ZABYTKOW FOT. WOJCIECH WOJTKIELEWICZ KURIER PORANNY/ GAZETA WSPOLCZESNA/ POLSKA PRESS
14-06-2024 BIALYSTOK STARE SAMOCHODY WOJEWODZKI KONSERWATOR ZABYTKOW FOT. WOJCIECH WOJTKIELEWICZ KURIER PORANNY/ GAZETA WSPOLCZESNA/ POLSKA PRESS fot. Wojciech Wojtkielewicz

Mam ten samochód od ośmiu lat. Z pojazdem tym wiąże się jeszcze jedna historia. Kiedy po raz pierwszy wyjechałem packardem, kupiłem na straganie w Sokółce czapkę. Była bardzo droga. Gość, który ją sprzedawał,  powiedział mi wtedy, że jak przez dziesięć lat nie urwę metki, to mi odda dziesięć razy tyle co mu zapłaciłem. Osiem lat już minęło. To jeszcze tylko dwa lata i będę bogaty (śmiech). Drugiego packarda za to nie kupię, ale może emblemat...

Andrzej Muszyński

– To jest fiat 1100 L, rok 1948. To koniec serii. Ten fiat był produkowany do połowy 1948 roku, a od połowy `48 roku była produkowana kolejna wersja, różniąca się detalami. To jest wersja AL, ten drugi to wersja BL. Tego drugiego fiata mam również. Między nimi jest 500 numerów różnicy. Kupiłem go kiedyś, dawno temu, jeszcze za stare pieniądze, przez denominacją – za 200 tys. zł jako dawcę do tego drugiego. Stał u mnie i stał. W końcu chciałem go sprzedać, ale nie było chętnych. Pięć lat „wisiało” ogłoszenie w komisie w Poznaniu. Przywiozłem go do Białegostoku i wtedy się odezwał potencjalny kupiec. Ale było już za późno. I chwała Bogu! Zacząłem go remontować. Trwało to osiem lat. Było bardzo dużo do zrobienia. Cała blacha, miejsca wrażliwe jak doły drzwi, progi itd., były dosyć mocno sfatygowane. Natomiast reszta to pancerna blacha, wytłoczka, która ma dwa milimetry albo i lepiej. To jest moc. W tym roku go zarejestrowałem. To drugi wyjazd poza garaż. Auto stoi na Węglowej, tylko że na dole, gdzie je remontowałem. Zamiast chodzić po knajpach robiłem samochód. W muzeum stoi też mój drugi fiat, biały.

Rafał Zalesko

– Motoryzacją zainteresowałem się jak jeszcze nie miałem nawet prawa jazdy. Podobały mi się kształty syreny, warszawy. Niezwykła była warszawa w wersji „garbatej”, w nadwoziu „fast back”. Następne były modele „sedan” i „kombi”. Produkcja warszawy w Polsce zaczęła się w 1951 roku. To był samochód robiony na bazie radzieckiej pobiedy. Cała linia produkcyjna i technologia zostały kupione. Niektórzy myślą, że to była licencja. Ale gdyby to była licencja, nie moglibyśmy modernizować i rozbudowywać tego pojazdu. Tymczasem modernizacje były wprowadzane na przestrzeni ponad 20 lat produkcji tego modelu. Dostaliśmy tylko tę wersję w postaci „fastbacka”, tej „garbuski”. Kolejne modele opracowali już inżynierowie z Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu. „Pickup” powstał, bo było akurat zapotrzebowanie na Wyścig Pokoju. Na podstawie warszawy zbudowano nysę i żuka.

14-06-2024 BIALYSTOK STARE SAMOCHODY WOJEWODZKI KONSERWATOR ZABYTKOW FOT. WOJCIECH WOJTKIELEWICZ KURIER PORANNY/ GAZETA WSPOLCZESNA/ POLSKA PRESS
14-06-2024 BIALYSTOK STARE SAMOCHODY WOJEWODZKI KONSERWATOR ZABYTKOW FOT. WOJCIECH WOJTKIELEWICZ KURIER PORANNY/ GAZETA WSPOLCZESNA/ POLSKA PRESS fot. Wojciech Wojtkielewicz

Kupiłem ten samochód w połowie lat 90. To była ruina do kompletnej odbudowy. Uparłem się na odbudowę od podstaw. W tamtym czasie można było jeszcze znaleźć warszawę w dobrym stanie, dobrze zachowaną. Ja zaś musiałem odbudować ją od początku. Dzisiaj, kiedy tylko pojawia się na ulicy, robi wrażenie.  Ludzie starsi często wspominają ten samochód. Pamiętają go też osoby w średnim wieku, opowiadają jak jeździli na tylnym siedzeniu albo na kanapie z przodu, a za kierownicą siedział dziadek. Pierwsze warszawy były rejestrowane na sześć osób. Kiedyś były inne przepisy. Ile pali? Na to się nie patrzy. Pali od 10 do 12 litrów. 

Michał Śliż

– Syrenkę kupiłem w 2011 roku od starszego pana. Jeszcze nią jeździł. Stała dwa lata, czekała na rekonstrukcję, na odbudowę. Zrobiłem to wspólnie z kolegami. Czy było sporo pracy? Auto co prawda jeździło, ale jak się zaczynało w każdy kącik zaglądać, trzeba było dużo pracy włożyć... Remontowaliśmy spokojnie około sześciu miesięcy. Na co dzień jej nie używam, jeżdżę okolicznościowo, na jakieś wesele czy rajdy. Tak więc mam już syrenkę, a teraz nabyłem golfa „dwójkę” z 1986 roku.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Kraków: testy miniautobusu elektrycznego PEV6 marki King Long

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny