Sokoły: Stacja kolejowa, jak wymarła. Oklahoma jeszcze się...

    Sokoły: Stacja kolejowa, jak wymarła. Oklahoma jeszcze się kiedyś tu zatrzyma. (zdjęcia)

    Julita Januszkiewicz

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Mieszkańcy wsi Kruszewo Brodowo o kolej walczą od lat.  Uważają, że to szansa na rozwój gminy

    Mieszkańcy wsi Kruszewo Brodowo o kolej walczą od lat. Uważają, że to szansa na rozwój gminy ©fot. Wojciech Wojtkielewicz

    Tak mieszkańcy nazywali pociąg, który przejeżdżał przez Sokoły. Ostatni raz zatrzymał się tam dziesięć lat temu. Teraz linia kolejowa z Łap do Ostrołęki ma szansę ożyć. Chcą ją przejąć samorządy. Najpierw muszą jednak napisać biznesplan.
    Mieszkańcy wsi Kruszewo Brodowo o kolej walczą od lat.  Uważają, że to szansa na rozwój gminy

    Mieszkańcy wsi Kruszewo Brodowo o kolej walczą od lat. Uważają, że to szansa na rozwój gminy ©fot. Wojciech Wojtkielewicz

    [galeria_glowna]
    Aż serce się kraje, jak się na to patrzy. Wszystko tutaj takie opuszczone - żali się Bożenna Żukowicz, sołtys wsi Kruszewo Brodowo.

    Wokół torowiska rośnie trawa sięgająca po pas, dzikie krzaki oraz pokrzywy. Zardzewiałe semafory, pokradzione kable, zabite deskami i dyktą okna w starym i zniszczonym budynku, rozebrany jeden z bocznych torów - tak wygląda obecnie stacja PKP w Sokołach.

    Pociągi były codziennie

    Jeszcze przed dziesięcioma laty przejeżdżał tędy osobowy. Przewoził mnóstwo ludzi między Łapami a Ostrołęką. I był oknem na świat.

    - Za dobrych czasów w ciągu doby jeździło tędy dziesięć pociągów osobowych i dwadzieścia towarowych. Na peronach był gwar jak na targu - wspomina Bożenna Żukowicz, która mieszka niedaleko stacji.

    - I zawsze osobowe pełne pasażerów - dodaje jej córka Monika.

    Ludzie codziennie dojeżdżali nimi do szkoły, pracy, lekarzy i po zakupy w pobliskich Łapach. A miejscowi nazywali pociąg osobowy Oklahomą.

    W latach siedemdziesiątych kursowały tutaj nawet pociągi dalekobieżne. Pani sołtys wspomina, że nawet jeździła do Olsztyna.

    - Pociąg odjeżdżał z Sokół przed północą. A o godzinie 6 byłam już na miejscu - dodaje.
    Dalekobieżne kursowały też do Wrocławia, Gdańska, Szczecina czy Poznania.

    Zresztą kolej umożliwiła rozwój wsi. Dawała miejscowym pracę. Przy utrzymaniu torów z Łap do Śniadowa zatrudnionych było 130 osób. W latach świetności na stacji w Sokołach pracowało szesnaście osób.

    Tak jak Wacław Konopka, który mieszka niedaleko stacji. Ten emerytowany kolejarz, zna tu każdy kąt i zakamarek. Przepracował w PKP ponad 30 lat. Ta stacja to jego drugi dom.

    - Była tutaj porządna poczekalnia. A w kolejce do kasy po bilety ustawiały się długie kolejki - wspomina były dyżurny ruchu.

    Waldemar Maciuszko zatrudnił się na kolei w 1985 roku. Pochodzi z kolejarskiej rodziny. Rodzice dojeżdżali do Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach.

    Waldemar kontynuował więc rodzinną tradycję. Zaczynał w służbie drogowej. Był toromistrzem. Do jego obowiązków należało utrzymywanie porządku na torowisku.

    - Stacja była zawsze zadbana. A tuż przed 1 maja ludzie odnawiali jej budynek. Wykaszali torowisko. Wszystko było robione w czynie społecznym. No i od serca - opowiada kolejarz.

    Tuż obok stacji znajdowało się też biuro odcinka drogowego. Pani Bożenna pracowała tam, od 1982 do 1991 roku, jako referent biurowy.

    - Pod koniec lat osiemdziesiątych nasze biuro zostało połączone z łapskim - opowiada sołtys wsi Kruszewo Brodowo.

    Roszki Leśne to jedna z wielu wsi, którą przecięła nitka kolei. Nie od razu była tutaj stacja.

    - Trzy kilometry trzeba było przejść do Kruszewa na pociąg do Łap. Mój mąż codziennie też dojeżdżał do pracy w ZNTK - opowiada sołtys Halina Olszewska.

    Dlatego mieszkańcy Roszków Leśnych chcieli, by u nich również zatrzymywał się pociąg. W latach siedemdziesiątych zawiązał się komitet społeczny. Walka o stację trwała dwa lata. Do Warszawy zawieziono trzynaście petycji. I się udało.

    - Postawiono budynek stacji, wiaty, nawet toalety. Wszystko w czynie społecznym - opowiada pani sołtys.

    Odcięci od świata

    Potem z roku na rok życie na stacji w Sokołach zaczęło wymierać. Ludzie przesiedli się do samochodów. I tak liczba dojeżdżających pociągiem malała. Kursów pociągów też było coraz mniej.

    Ostatecznie PKP zdecydowało, że stację trzeba zamknąć. Władze przewoźnika tłumaczyły, że nie opłacało im się dłużej utrzymywać nierentownej linii.

    Sądny dzień nastał 5 maja 2000 roku. Tę datę Wacław Konopka będzie pamiętał do końca życia. Był to jego ostatni dyżur na stacji w Sokołach. Jego koledzy, tak jak on, odeszli na emeryturę. Inni, ci młodsi, byli skazani na bezrobocie.

    Jednak dla wielu mieszkańców likwidacja pociągów stała się problemem.

    - Są przecież wioski, które nie mają żadnych autobusowych połączeń - zauważa Jan Kruszewski.
    To Roszki Leśne, Roszki Chrzczony i Roszki Sącze.

    - Do najbliższego przystanku jest kilka kilometrów - mówi Halina Olszewska. - Zresztą tych autobusów jest bardzo mało. Do Łap kursują tylko dwa, o godzinie 8.30 i 16.30. Nikomu to nie pasuje. A potem i tak nie ma jak do domu wrócić. Łapie się więc okazję albo prosi się sąsiada o podwiezienie do miasta.
    Natomiast w dni wolne autobus nie jeździ tu wcale. Ludzie czują się odcięci od świata.

    Wójt kolei nie przepuści

    Od kilku lat trwa więc bój o przywrócenie komunikacji kolejowej. W walkę zaangażował się Józef Zajkowski, wójt Sokół. Stara się o przejęcie torów i uruchomienie przewozów.

    - Bo kolej zawsze tu była. Osobiście zależy mi, by ją znów reaktywować - przekonuje Józef Zajkowski. - Przecież są nowe szyny, nowe podkłady. Nie można pozwolić, żeby to wszystko poszło na złom.

    W ministerstwach wydeptał wiele ścieżek. Pukał w niejedne drzwi. Na rozmowach z wysokiej rangi urzędnikami i władzami PKP spędził kilkadziesiąt godzin.

    Mimo że były one żmudne, to wójt nie zniechęcał się. Przekonuje, że było warto.

    - Transport kolejowy to przede wszystkim perspektywa rozwoju gospodarczego i turystycznego gminy - wyjaśnia.

    W końcu postawił na swoim. Trzy lata temu w marcu uroczyście uruchomiono tutaj linię kolejową na odcinku Łapy - Sokoły.

    Było to wielkie wydarzenie dla mieszkańców gminy. Pociąg reaktywowano z wielką pompą. Na perony w Sokołach wyległy całe rodziny. Zjechało wielu prominentnych gości. Lokomotywa ciągnąca wypełnione po brzegi towarem wagony, przerwała tradycyjną wstęgę. I gromkim gwizdem oznajmiła mieszkańcom Sokół, że tu wraca.

    - Dla naszej społeczności to wielkie święto, bo co miało umrzeć znów ożywia- apelował wtedy Józef Zajkowski.

    Niestety, radość trwała krótko. Bo już w październiku ubiegłego roku pociąg towarowy na stację kolejową w Sokołach wjechał po raz ostatni.

    PKP Cargo nie opłacało się utrzymywać przewozów na tej trasie. Pieniędzy nie posiadał również samorząd wojewódzki. Podlaski urząd marszałkowski oszacował, że roczne utrzymanie przejazdów będzie kosztowało kilka milionów złotych.

    Był to przede wszystkim cios w lokalny biznes. Z pociągów towarowych korzystali bowiem przedsiębiorcy, którzy ulokowali tutaj swoje firmy tylko dlatego, że mieli dostęp do kolejowej bocznicy. Bo inwestorzy uzależniają swój byt w gminie właśnie od kolei.

    Chociażby Włodzimierz Łętowski, który w Kruszewie Brodowo handluje nawozami, paszą i materiałami budowlanymi.

    - Kolej sprzyjała rozwojowi - mówi.- Towar dwa razy w tygodniu był przewożony pociągiem bezpośrednio do firmy. Najważniejsze, że było tanio i wygodnie. Zresztą, niektórzy moi kontrahenci preferują transport kolejowy.

    Teraz przedsiębiorcy muszą przewozić towary samochodami ze stacji w Łapach i Szepietowie. A to dodatkowe koszty.

    Linia kolejowa Sokoły - Ostrołęka ma szansę ożyć

    Wójt Zajkowski jednak nie składa broni. Chce przejąć od PKP tory.

    - Jeśli połączenia nie są opłacalne, to kolej powinna się ich pozbyć. Chętnie uwolnimy PKP od problemów. Zresztą mamy takie prawo - tłumaczy wójt Sokół.

    Niedawno ze starostą wysokomazowieckim Bogdanem Zielińskim był w Ministerstwie Infrastruktury.

    - Powiało umiarkowanym optymizmem. Jest więcej woli ze strony ministra - twierdzi Józef Zajkowski.
    Wiceminister infrastruktury Juliusz Eingelhardt wreszcie też określił swoje oczekiwania. Chce, by samorządy przygotowały biznesplan. To jednak długotrwałe i wieloletnie zadanie.

    - Zrobię to - zapewnia wójt Sokół.

    Jak? Tego nie chce zdradzić, by nie zapeszać.

    Zdaniem Józefa Zajkowskiego nie jest to przedsięwzięcie skomplikowane. Tym bardziej że znalazł już przewoźnika. To Stowarzyszenie Kolejowych Przewozów Lokalnych w Kaliszu.

    - Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Rząd jednak powinien pomóc samorządom - mówi.
    Mieszkańcy i lokalni przedsiębiorcy trzymają kciuki. Ich nadzieje ponownie odżyły. Na pociąg czekają bowiem jak na zbawienie.

    - Najbardziej ucieszę się, gdy zobaczę, że przez moją wieś znów przejeżdża pociąg osobowy. Młodzież może nie będzie tak uciekała do miasta - zamyśla się sołtys Roszków Leśnych.

    - W naszej wsi jest kilkunastu czynnych kolejarzy. Gdyby była kolej, to ludzie mieliby pracę. Wieś rozwijałaby się - dodaje Bożenna Żukowicz.

    - Pierwsze kroki już zostały zrobione. - Najważniejsze jednak, że tory nie zostaną rozebrane- cieszy się wójt Józef Zajkowski.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (7)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (7) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo