IMPREZY
    BIAŁYSTOK

    Tak się bawi Białystok!

    Rozwiń
    IMPREZY
    Zwiń

    Tak się bawi Białystok!

    Białostoczanie wiedzą jak się bawić. Oto ostatnie gorące imprezy

    Śladem dawnych czasów. Zawady nad Czapliczanką

    Śladem dawnych czasów. Zawady nad Czapliczanką

    Marian Olechnowicz

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    W Zawadach najwięcej jest drewnianych zabudowań. Najstarszy dom we wsi został zbudowany z dyla. Na szczęście oszczędziły go wojny. Ma ponad 150 lat.

    W Zawadach najwięcej jest drewnianych zabudowań. Najstarszy dom we wsi został zbudowany z dyla. Na szczęście oszczędziły go wojny. Ma ponad 150 lat.

    Wieś leży na samym krańcu gminy Turośń. Jest typową podlaską ulicówką. Tuż za domami leniwie płynie rzeczka. Przez wieki mieszkali tutaj zgodnie katolicy i prawosławni.
    W Zawadach najwięcej jest drewnianych zabudowań. Najstarszy dom we wsi został zbudowany z dyla. Na szczęście oszczędziły go wojny. Ma ponad 150 lat.

    W Zawadach najwięcej jest drewnianych zabudowań. Najstarszy dom we wsi został zbudowany z dyla. Na szczęście oszczędziły go wojny. Ma ponad 150 lat.

    W spisie podymnego z 1647 roku jest wzmianka, że w Zawadach stało 28 domostw włościańskich. Historycy nazwę wywodzą od "zawady", czyli przeszkody na rzece. Ale mieszkańcy wsi mają swoją wersję.

    - Żył tutaj kiedyś bogaty szlachcic, który nazywał się Zawada - tłumaczy Wanda Popko, znawczyni miejscowej historii. - Jego dwór stał na kolonii, po lewej stronie drogi do Trypuć. Stąd nazwa wsi - wyjaśnia pani Wanda.

    Zawady były kiedyś wsią gminną, należącą do powiatu łapskiego. Po wojnie urząd wójta pełnił Antoni Popko.

    Zgodnie, choć pod różnymi krzyżami

    We wsi jest 29 domów i ponad stu mieszkańców. Ciągle powstają też nowe. Bo stąd do Białegostoku blisko. Siedliska Popków rozłożyły się po obu stronach ulicy.

    - Mój dziadek był szlachcicem - snuje rodzinną opowieść Wanda Popko. - Miał na imię Michał, zaś jego ojciec Józef. Szkoda, że dokumenty spłonęły w czasie wojny - pani Wanda dobrze zna rodzinną historię. - Babcia też pochodziła ze szlachty herbowej, osiadłej w Rogowie.

    Wieś przez wieki była dwuwyznaniowa, czyli prawosławno - katolicka. Jednak wiara nie różniła ludzi. Po wojnie władze dokonały przesiedleń.

    Grasowały tu też bandy terroryzujące ludność prawosławną. Dlatego do Związku Radzieckiego wyjechała większość wyznawców tej religii. Na ich miejsce przybyli przesiedleńcy zza linii Curzona i Mazowsza. Pojawiły się więc rodziny Mickiewiczów, Krzewskich, Stypułkowskich i Pogorzelskich.

    Wieś dwa razy niszczona

    W Zawadach najwięcej jest drewnianych domów. Najstarszy, zbudowany z dyla, ma ponad sto pięćdziesiąt lat. Jest też kilka murowanych, jeszcze przedwojennych, choć wojny wsi nie oszczędziły.

    W 1915 roku połowa domostw poszła z dymem. I cała okolica została zryta okopami. W 1944 roku znowu wieś dotknęła pożoga wojenna. Spłonęła wiejska świetlica z remizą. Okupanci aresztowali Antoniego i Władysława Popków, Jakuba Gryca i Sylwestra Sochora.

    Wieś nad rzeką

    Za wiejskimi zabudowaniami leniwie płynie Czaplinianka, która kiedyś wpadała do Narwi. Dziś zasila stawy w Topilcu. To było dobre miejsce do letnich kąpieli. I ryb było w niej pod dostatkiem. Teraz można jeszcze powędkować. Są raki, szczupaki, a najwięcej bobrów. Przy drodze do Trypuć rozciąga się las zwany Hory. Niedaleko stąd do Popowszczyzny, która zapewne niegdyś należała do prawosławnego duchownego.

    No i wreszcie Adamowszczyzna. Lasy okoliczne nazywane są Smolanką. W stronę wsi Baciuty rozciągają się łąki nadnarwiańskie zwane Mórgami. Tuż nad samą rzeką znajdują łąki nazywane Deskami.

    - Nazwa wzięła się stąd, że po skoszeniu trawy wynoszono ją właśnie na długich deskach. I dopiero wówczas rozkładano do suszenia. Bo tam są łąki bardzo podmokłe - tłumaczy pani Wanda.

    We wsi nie było wiatraka. Najbliższy stał w Zaczerlanach.

    - Wieś kupiła ten wiatrak - opowiada Popko. - I zbudowano świetlicę i remizę. Bo trzeba wiedzieć, że przed wojną była w Zawadach OSP. Strażacy mieli własną pompę, sikawki, toporki i bosaki.

    Żniwa w Zawadach

    - Już od rana słychać było w całej wsi metaliczne dźwięki klepanych kos. Zawsze żniwa w Zawadach zaczynaliśmy w piątek - opowiada Ryszard Popko, rocznik 1931. - Ale tylko symbolicznie. I koniecznie sierpem, albo kosą. Ale najpierw kośnik robił na polu znak krzyża. Wystarczyło kilka pokosów żyta zestawionych w snopki. Prawdziwa robota zaczynała się następnego dnia.

    Już przed wojną światową we wsi upowszechniły się kosy. W latach pięćdziesiątych w Barszczewie powstał POM. Były tam żniwiarki konne z czterema skrzydłami do odkładania zboża na snopki.

    Ale wkrótce Sienkiewicz z Zaczerlanów kupił kosiarkę konną. Takie same kupili też gospodarze z Zawad. Najpierw Popko i Sochor. Potem inni.

    - Taka maszyna tylko kosiła - tłumaczy pan Ryszard. - Jeden powoził, drugi drągiem snopki zwalał. Szli za kosiarką żniwiarze, wiążąc snopki pasami. I tak przy słonecznej pogodzie przez cały dzień. Żniwiarze brali do roboty w polu konewkę z zimną, studzienną wodą. Do tego szynkę dobrze podsuszoną. Takie nieraz wisiały w komórce, podwieszone na sznurku. Chleb też mieli własny, domowy.

    Wiejskie pyszności

    W niejednym domu w dawnych czasach robiono zupę zwaną kapłonem. Do wrzątku wrzucano chleb razowy. Do tego nieco cukru. I to wszystko. Znano też lemieszkę. Wystarczyła zagotowana woda, skraweczki ze słoniny i odrobina cebuli. I nieco soli do smaku. W soboty kobiety nie chodziły do żniw. Ich miejsce było w kuchni. Wypiekały bułeczki drożdżowe z jagodami albo serem. Szykowały też kwas chlebowy.

    Kiedyś żona pana Ryszarda uszykowała cały gąsiorek. Mąż solidnie tak zatkał szmatką, że aż ten gąsior rozsadziło. Najczęściej robiono jednak kwas w konewkach i wystawiano do chłodnej piwnicy.

    Dawniej we wsi hodowano też owce. - Najlepszy był kapuśniak z baraniną - wspomina pan Ryszard. - Baranie mięso dobre też było do gołąbków. Pyszny był pieczony w domowym piecu barani udziec. Tadeusz Popko nie cierpiał jednak baraniny. Poczęstował go więc kiedyś Ryszard pięknie uwędzoną szynką. Ten rozkoszował się smakiem, wychwalał masarza. I zrzedła mu mina, gdy dowiedział się, że tak wychwalał znienawidzoną baraninę.

    Ale czasy się zmieniły. Nie ma owiec we wsi. I pozostały tylko wspomnienia.

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (47)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (47) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Poranny.pl poleca

    Targi pracy. Profile firm i oferty pracy. Szukaj swojej!

    Targi pracy. Profile firm i oferty pracy. Szukaj swojej!

    Białystok w latach 60-tych i teraz. Zobacz, jak bardzo zmieniło się nasze miasto

    Białystok w latach 60-tych i teraz. Zobacz, jak bardzo zmieniło się nasze miasto

    Poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, dilerka

    Poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, dilerka

    Żubr zamieszkał pod Łapami