Rebecca Kobrin: Bialystokera można spotkać nie tylko w USA

Aneta Boruch [email protected]
Prof. Rebecca Kobrin, z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku
Prof. Rebecca Kobrin, z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku
Udostępnij:
Białystok był eksperymentalnym miastem kultury żydowskiej - mówi prof. Rebecca Kobrin, z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku. - Ci, którzy stąd wyjechali, ciągle w nim tkwią.

Przyjechała Pani do Białegostoku w związku z premiera polskiego wydania książki "Żydowski Białystok i jego diaspora". Kim jest bialystoker?

To każdy, kto mieszkał w Białymstoku i opuścił to miasto emigrując. To słowo słychać jak echo w wielu miejscach na świecie, np. w Nowym Jorku.

I jakie skojarzenia budzi to echo?

Bardzo ciepłe i pozytywne. Tysiące ludzi w Nowym Jorki np. je bułeczki nazywane bialys. W Nowym Jorku jest również synagoga białostocka, działa przy niej bardzo silna gmina, która pielęgnuje białostockie tradycje. Ludzie spotykają się w niej codziennie, rozmawiają na różne tematy. To jest takie białostockie centrum w Nowym Jorku, które dba o to, by ta tradycja nie popadła w zapomnienie. W tej synagodze są na przykład malowidła na suficie - tak zdobiono świątynie tylko tutaj, w Białymstoku.

W swoim czasie były plany, by budynek, w którym mieści się to centrum, został rozebrany. Ale władze miasta sprzeciwiły się temu podkreślając, że to bardzo ważne miejsce dla osób, wywodzących się z Białegostoku.

Generalnie bialystokerzy wnoszą bardzo wiele do światowej społeczności żydowskiej, wnoszą swoją tradycję i bialysy. Ustawiają się po nie kolejki w supermarketach i na ulicach. Można je nawet zamówić przez internet. I przez te bialysy wiele ludzi z Nowego Yorku wie o Białymstoku.

A jaki obraz Białegostoku został w pamięci tych, którzy stąd wyjechali?

Duża część tej pamięci związana jest z życiem religijnym, synagogami i instytucjami żydowskimi, które tu działały.

Mężczyźni często wspominają piękne białostockie Żydówki, bardzo eleganckie, chodzące po ulicach (śmiech). Rzekę Białą, park w centrum, ożywione życie polityczne, które się tu toczyło. A także gimnazjum hebrajskie, bo to była bardzo dobra szkoła.

To było też miasto kultury jidysz, bo to tym językiem tu się posługiwano. To było jakby eksperymentalne miasto kultury żydowskiej.Na świecie jest wiele Warszaw, ale tylko Białystok jest traktowany w sposób szczególny.

To był ich dom, żydowskie miasto. Oczywiście u każdego ten krajobraz wspomnień jest inny, każdy patrzy na niego przez swój własny, indywidualny pryzmat.

W Białymstoku kwitło życie kulturalne i artystyczne, wręcz nazywany był Paryżem północy. Jakie były artystyczne inspiracje artystów - emigrantów i ich poczucie tożsamości?

Myślę, że artystę może inspirować wszystko to, co zostawił w kraju dzieciństwa i co poznawał w nowym miejscu. Z pewnością to, gdzie się wzrasta, dla każdego jest bardzo ważne.

Na liczbę artystów w Białymstoku z pewnością wpłynęła liczba fabryk włókienniczych, które tu działały i to, że powstawało w nich coś nowego. To stało się też bazą przyszłych karier: tkactwo, krawiectwo i tego typu umiejętności były poszukiwane w USA.
Dlaczego w ogóle zajęła się Pani tematem emigracji białostockiej?

Bo to bardzo interesujący motyw w emigracji żydowskiej. Na ten temat jest bardzo wiele informacji, opowieści przekazów. Zajęłam się więc bliżej tym tematem, zaczęłam szukać informacji w archiwach w Izraelu. Rozmawiałam z wieloma potomkami emigrantów, rozmawiałam z tymi, którzy wyjechali, czytałam prasę żydowską.

Zainteresowało mnie też skąd przybywali Żydzi do Białegostoku i gdzie następnie emigrowali.

Jaki jest zatem obraz tych migracji?

Przybywali do Białegostoku z małych sztetli rozrzuconych wokół miasta, ale też z Wilna i tzw. kresów. Bo tu były fabryki, zakłady, w których mogli pracować. Warto podkreślić, że miasto było otwarte na tych ludzi.

A emigrowali na różne kontynenty, do różnych krajów: do Nowego Jorku, Buenos Aires, Australii, Argentyny. Bialystokera można spotkać w każdym zakątku świata. Mimo, że wyjechali, to jednak nie wyjechali - ciągle duchowo tkwią w Białymstoku.

Profesor Timothy Snyder napisał o Pani książce, że jest znakomitym przykładem historii globalnej,a centrum globu jest tu właśnie Białystok. To chyba lekka przesada?

Nie jest może centrum, ale jest doskonałym przykładem niewielkiego miasta, które bardzo wiele znaczy na świecie.

Czytaj e-wydanie »Lokalny portal przedsiębiorców

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie