Reanimacja w centrum Białegostoku. Pielęgniarka uratowała życie mężczyźnie

Izolda Hukałowicz
Izolda Hukałowicz
Przychodnia Eskulap w Białymstoku. To tu reanimowano 83-letniego mężczyznę. Wojciech Wojtkielewicz
Gdyby nie pomoc pielęgniarki pracujące w białostockiej przychodni Eskulap, 83-letni mężczyzna prawdopodobnie nie żyłby już. Kobieta reanimowała seniora do czasu przyjazdu pogotowia, wprost na ulicy, nieopodal przychodni.

Reanimacja pod Eskulapem

Miało to być kolejny, zwykły dzień pracy pani Elżbiety, pielęgniarki ze Szpitala Wojewódzkiego im. J. Śniadeckiego w Białymstoku. Poniedziałek 29 marca, popołudniowa zmiana w Eskulapie przy ul. Nowy Świat w Białymstoku. Tu pani Elżbieta dodatkowo pracuje. Jest krótko po 17.00. Wśród pacjentów znajduje się pan Krzysztof Więcko. To właśnie on powiadomił nas o całym zdarzeniu, którego był świadkiem.

Byłem zapisany na wizytę w Eskulapie. Wszedłem do budynku i stanąłem blisko recepcji. I nagle wbiegł człowiek, podbiegł do recepcji i zawołał: „Proszę mi pomóc! W moim samochodzie umiera człowiek, ma zapaść, sinieje…”. Osoba, do której się zwrócił, powiedziała, że trzeba dzwonić na pogotowie. Wtedy ten pan odrzekł, że już wezwał pogotowie, ale pomoc potrzebna jest natychmiast. Zapanowało skonsternowanie. W pewnym momencie obok przeszedł lekarz. Jedna z pań pracujących w Eskulapie zwróciła się do niego: „Może pan coś tu zadziała, pomoże?”. Nie słyszałem, co lekarz odpowiedział kobiecie, ale ewidentnie nie zainteresował się tym wszystkim.

Wtedy – według relacji pana Krzysztofa - do akcji wkroczyła pani Elżbieta.

Powiedziała: „Kurczę, przecież trzeba coś zrobić”. Chwyciła rękawiczki jednorazowe, kurtkę i wybiegła – tak jak stała - w klapkach, nie zmieniwszy obuwia. Zostałem w budynku, czekając na wizytę. Pielęgniarka wróciła po ok. pół godzinie. Słyszałem potem wymianę zdań, kiedy opowiadała wszystko koleżankom. Mówiła, że w samochodzie siedział starszy człowiek i był w ciężkim stanie. Wyciągnęła go z samochodu, z pomocą innych ludzi. Reanimowała go do przejazdu karetki.

Pogotowie: pielęgniarka pomagała w akcji

Relacja Krzysztofa Więcko pokrywa się z tym, co o zdarzeniu mówią pracownicy pogotowia ratunkowego:

Karetka została wezwana około godziny 17.00 do 83–letniego mężczyzny, u którego wystąpiło zatrzymanie krążenia. Przypadkowi przechodnie pomagali mu i była wśród nich pielęgniarka, która potem również wspierała zespół przy akcji. Pacjentowi udało się przywrócić krążenie i przewieziono do szpitala. W tej chwili jest w ciężkim stanie - informuje dr Mirosław Rybałtowski, zastępca dyrektora ds. medycznych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku.

Pan Krzysztof zdecydował się nie przechodzić do porządku dziennego nad tym, co się wydarzyło.

- Podszedłem do tej pani i powiedziałem, że zrobiła coś niezwykłego i może warto podzielić się tym z innymi. Zapytałem, jak się nazywa i powiedziałem, że chciałbym poinformować jej przełożonych o tym, co się wydarzyło. Poinformowałem również was – Kurier Poranny.

Dlaczego to zrobił?

- Z jednej strony ludzie awanturują się, narzekają, skarżą na kogoś, a drugiej strony dość rzadko pokazywane i doceniane są takie pozytywne zachowania. Ta pani zachowała się wzorowo. Uratowała życie człowiekowi. A przecież na jego miejscu mógł być każdy z nas lub ktoś z naszej rodziny.

Pielęgniarka nie chce rozgłosu

Pani Elżbieta nie zgodziła się na wywiad. Chce pozostać anonimowa. Jak mówi Rafał Tomaszczuk, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Białymstoku, pielęgniarka uważa, że nie zrobiła niczego nadzwyczajnego:

Powiedziała, że to jej praca i na jej miejscu każdy by to zrobił. Dyrekcja naszego szpitala docenia jednak czyn pani Elżbiety. Zachowała się naprawdę wzorowo.

Koleżanki pani Elżbiety z Eskulapa mówią, że jej reakcja była naturalna i wszystkie gotowe są na takie nagłe sytuacje:

- Żadna z nas nie ma wahań w takich momentach. To nie pierwsza tego typu sytuacja, że udzielamy pomocy pacjentowi z ulicy, np. gdy traci przytomność. Każda z nas pomaga i nie idzie do lekarza z prośbą o pomoc. Pielęgniarki są tak samo fachowe jak lekarze.

Medycy muszą udzielić pomocy

Jak mówi dr hab. n. med. Marzena Wojewódzka-Żelezniakowicz, podlaska konsultant do spraw medycyny ratunkowej, w sytuacjach takich jak ta pod Eskulapem obowiązują określone procedury:

Jeśli świadek zdarzenia wbiegnie do przychodni i poinformuje, że ktoś potrzebuje pomocy, to personel medyczny z tej przychodni ma obowiązek jej udzielić. Jeśli pomoc pielęgniarki była w tej sytuacji wystarczająca, to mogła to ona zrobić. Niemniej, każdy pracownik personelu medycznego, do którego ktoś zwraca się o pomoc medyczną w nagłej sytuacji, powinien zareagować.

Wypadki drogowe - pierwsza pomoc

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

"Nie żyłby już" - myślałem, że trzeba mieć min maturę by pisać w gazecie...

G
Gość

Brawo. Dziękuję Pani Pielęgniarce, to jest postawa godna pochwały. Myślę, że przełożeni docenią wspaniałą pracownicę. A pan lekarz? jak zwykle, nie miał czasu. I gdzie jest przysięga Hipokratesa ? Gnać takie coś do kamieniołomów. Wstyd.

G
Gość

Pielęgniarki są o wiele bardziej godna zaufania niż konowały, które nic nie potrafią. Nie znam żadnego lekarza, który by orientował się w tym co robi. Jak mam potrzebę to dzwonię do konowała by mi przypisał leki i mu podaje jakie potrzebuje, bo inaczej bym otrzymał jakieś losowe, które nic nie pomagają.

j
jolsky

Bohaterka może stracić prace w tej bezwzględnej i zmaterializowanej przychodni.Moja noga nigdy tam nie postanie

Dodaj ogłoszenie