Sokoły. Miasteczko po drodze z Łap do Wysokiego Mazowieckiego. Strzeliste wieże kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny widać już z daleka. Ceglana świątynia stanowi centrum miejscowości. Obok niej rozciąga się historyczny rynek. Dziś to częściowo zadrzewiony skwer przecięty na pół ulicą Mazowiecką. Wkoło kilka kamieniczek. Dalej „rozlewa” się niska zabudowa.
Żydowskie (bez)ślady w Sokołach
Żydzi osiedlili się w Sokołach już w XVI wieku. W 1906 roku mieszkało tu 3474 Żydów, co stanowiło około 90 proc. wszystkich mieszkańców. W latach międzywojennych było to 65 – 70 proc. ludności miasteczka.
Kres żydowskich Sokół przyniosła II wojna światowa. Lata PRL były zaś czasem zacierania śladów po społeczności, która przez stulecia budowała to miasteczko. Natomiast teraz Sokoły uchodzą za jeden z podlaskich bastionów prawicy.
Gdyby dziś próbować tam znaleźć miejsca związane z Żydami, byłoby trudno. Nie ma już drewnianej synagogi – w jej miejscu, tuż przy południowej pierzei rynku – stoi bar „Bistro”. Przecznicę dalej, przy Sikorskiego, w miejscu murowanej nowej synagogi, stoi budynek ze sklepem firmowym zakładów mięsnych oraz gabinetem weterynaryjnym. W miejscu starego cmentarza żydowskiego zaś, przy dzisiejszej Wspólnej – gdzie pochówki odbywały się od XVIII do końca XIX wieku – zbudowano ośrodek zdrowia. O dawnej nekropolii przypomina mural na pobliskim budynku oraz niewielka tabliczka ustawiona na posesji graniczącej ze starym cmentarzem.

Nowy cmentarz żydowski – przy Nowym Świecie i Ogrodowej – to dziś... boisko lokalnego klubu sportowego KS Sokoły. Młodzi piłkarze trenują więc na grobach dawnych mieszkańców Sokół. Na tablicy ogłoszeń, przy wejściu na boisko, znajdujemy informację na temat Żydów w Sokołach. Stworzyli ją ludzie z białostockiego „Miejsca” – Społecznego Muzeum Żydów Białegostoku i Białostocczyzny. Jest też mapka z oznaczeniem miejsc cmentarzy czy synagog. Jest tu też jeszcze jeden punkt – to „miejsce tragedii 17.02.1945”.
Kilka dni przed 17 lutym tego roku dostaję e-mail: „Sokoły były miasteczkiem, które w całej swojej historii, aż do czasów wojny, było w 70-90 proc. zamieszkiwane przez obywateli pochodzenia żydowskiego. Ta społeczność liczyła przed wojną prawie 2 tysiące osób (50 proc. mieszkańców) Po wyzwoleniu kilkudziesięciu ocalonych żydowskich mieszkańców wróciło do swoich Sokół, aby swoje życie tutaj podnosić z ruin na nowo. Na drodze stanęła im banda zbrojnego podziemia, która 80 lat temu dokonała napaści, siedmioro ocalonych zostało zamordowanych. Po tej napaści Żydzi opuścili Sokoły i już nigdy tutaj nie wrócili. Sokoły stały się strefą „niepamiętania”. W dzisiejszych Sokołach o Żydach mało kto słyszał. Od ponad roku, wspólnie z grupą społeczników, przywracamy pamięć o żydowskich mieszkańcach Sokół do publicznej przestrzeni naszego miasteczka. (…) 17 lutego br. spotykamy się w Sokołach na zgromadzeniu modlitewnym, aby uczcić pamięć zamordowanych 80 lat temu żydowskich mieszkańców naszego miasteczka” – napisał do mnie Waldemar Choiński.
80. rocznica zbrodni
17 lutego jedziemy do Sokół. Tam spotykamy się z Waldemarem Choińskim, a także z Henrykiem Pogorzelskim. To właśnie oni stoją za organizacją uroczystości związanych z rocznicą mordu, do jakiego doszło w Sokołach 17 lutego 1945 roku.
Choiński, kiedy był jeszcze małym chłopcem, przyjeżdżał do Sokół do dziadków. I już jako dziecko słyszał o żydowskiej społeczności tego miasteczka. O swoich żydowskich koleżankach opowiadały mu babcia i ciotki.

– Sokoły moich dziadków były w istocie żydowskim sztetlem (skupisko miejskie zachowujące tradycyjną obyczajowość żydowską – przyp. red.) , w którym odbywały się targi, były dwie synagogi, teatr, szkoły religijne, restauracje, niezliczone sklepiki i zakłady rzemieślnicze. Tętniło tu życie – opowiada Choiński. – Całe to życie już na początku wojny zostało zniszczone, wywiezione do Treblinki i spalone. Teraz na polu śmierci jest tam kamień z napisem SOKOŁY. Grupka Żydów ocalonych z pożogi wojennej wróciła do swoich Sokół, by tu swoje życie dźwigać z ruin. Te plany zniweczyła banda zbrojnego podziemia, mordując siedmiu ocalonych. Żydzi odeszli z Sokół i już nigdy tu nie wrócili. Spełniło się odwieczne marzenie Hitlera. Sokoły stały się strefą Judenfrei. Zniknęli Żydzi, ale także wszelka pamięć o tym, że to miasteczko było w istocie sztetlem. Strony internetowe Sokół i wydawane przez gminę foldery turystyczne, mówiąc o historii miejscowości, jej żydowskim mieszkańcom – stanowiącym 70-90 proc. ogółu – poświęcają symboliczne linijki. Nie ma edukacji w szkole, mało kto w Sokołach wie, że tu byli jacyś Żydzi.
Choiński z dzieciństwa pamięta napis, który widniał na starym murze, naprzeciwko kościoła. Ktoś na budynku napisał: „Nie kupuj u Żyda. Żyd to wróg kościoła”. To był jeden z pierwszych bodźców, który spowodował, że pan Waldemar po latach zaczął drążyć temat Żydów w Sokołach. Później przeczytał m.in. relację Michela Maika, która znalazła się w Księdze Pamięci Gminy Żydowskiej w Sokołach (w tej chwili została już przetłumaczona na język polski; w najbliższych miesiącach zostanie wydana przez Łomżyńskie Towarzystwo Naukowe Braci Wagów). Przed ćwierćwieczem poruszyła go historia Jedwabnego. W Sokołach osobiście odkrył ślad żydowski. W trakcie remontu domu przodków, w starej szafie znalazł skrytkę.
– Były w niej m.in.: bilet kolejowy, rachunek zapłaty za prąd i oryginalne świadectwo urodzenia 4 lipca 1941 roku żydowskiego dziecka Rubina Tykocińskiego. To był mój osobisty impuls, żeby walczyć o pamięć o Żydach w Sokołach. Kiedy znalazłem to świadectwo, próbowałem znaleźć potomków Rubina. Dostałem w końcu maila z Żydowskiego Instytutu Historycznego, że według wszelkich danych ta rodzina spłonęła w Treblince. Pomyślałem więc, że jeśli to świadectwo przetrwało, ci ludzie chcieliby, aby o nich pamiętać – Choińskiemu wyraźnie łamie się głos, gdy wspomina swoje odkrycie. Dziś ta stara szafa – tyle że odnowiona – wciąż stoi w jego domu w Sokołach.
Waldemar Choiński działa razem z Henrykiem Pogorzelskim. To dzięki nim rok temu przy domu stojącym przy szosie Mazowieckiej w Sokołach pojawiła się informacja, że to tu, w lutym 1945 roku, dokonano mordu na ocalałych Żydach.
Henryk Pogorzelski od lat drąży temat tego mordu w Sokołach. W 2023 r. zasponsorował plakat-tablicę poświęconą Sokołom, która została umieszczona w galerii sztetli w białostockim „Miejscu”. Ta sama tablica znajduje się też w Sokołach, przy nowym cmentarzu żydowskim (dziś boisko piłkarskie).

Natomiast w listopadzie 2023 r., w 81. rocznicę wywózki sokołowskich Żydów do Białegostoku, Henryk Pogorzelski umieścił na ścianie budynku stojącego na jego posesji w Sokołach – kopię alegorycznego muralu światowej sławy artysty Marka Podwala (za zgodą autora), symbolizującego zniknięcie sztetla, gdzie opadające liście dębu mają kształt liter hebrajskiego alfabetu. Obok stanęła tablica informacyjna, że jest to teren starego cmentarza żydowskiego. Pogorzelski zainicjował też tłumaczenie „Księgi Pamięci Gminy Żydowskiej w Sokołach”, która w wkrótce zostanie wydana.
– Chcielibyśmy, aby pamiętano o wielowiekowej, wspólnej historii żydowskich i nieżydowskich Polaków, mieszkańców Sokół– tłumaczą Pogorzelski i Choiński.
„Huzar” i „Zemsta”
Co wydarzyło się w Sokołach 17 lutego 1945 roku? W domu Mordechaja Suraskiego przy ul. Mazowieckiej 32 przebywało około 20 Żydów.
– Żydzi mieli kilka okazji do świętowania. Po pierwsze, parapetówka. Chcieli również uczcić powrót Dawida Kostrzewskiego z Auschwitz oraz zaręczyny Benjamina Rachlewa z Sokół i Basi Wajnsztajn z Święcian, która także ocalała z obozu koncentracyjnego na Majdanku –opowiada Henryk Pogorzelski. – Zebrani grali w karty, rozmawiali, kobiety w kuchni przygotowywały kolację. Pojawił się też Dawid Żółty, który odprowadził Szejncę Gryczak, która odwiedziła wcześniej jego matkę Fradlę. W międzyczasie z Białegostoku wynajętym samochodem z sowieckim kierowcą przyjechał Awrahamel Goldberg. Wszyscy mieli udać się do wsi Lendowo Budy, aby odebrać uratowaną przez Polkę jego siostrzenicę Fejgele. Dziewczynka nie chciała opuszczać swojej opiekunki, a ta nie chciała oddać dziewczynki. Towarzyszył mu sąsiad z Białegostoku, Wacław Kornblum, który w czasie wojny ukrywał się w Kowalewszczyźnie. Jako inteligent z Warszawy władał perfekcyjną polszczyzną, co miało im ułatwić kontakt z dziewczynką, która zapomniała żydowską mowę. Dołączyli do nich posiadający broń Beniamin Racław i Beniamin Gurkowicz. W tym samym czasie pod Sokołami spotkały się dwa patrole AKO (Obywatelskiej Armii Krajowej – przyp. red.) – Kamieńskiego „Huzara” i Gasztofta „Zemsty”. „Huzar” wracał z akcji likwidacyjnej z Kobylina, a „Zemsta” udawał się do Sokół celem likwidacji żydowskiego szpicla. Jak później zeznawał w swoim procesie „Huzar”, na prośbę „Zemsty” udał się razem z nim do Sokół. Żołnierze jego patrolu, obecni w Sokołach, to: Józef Wierzbicki „Szczygieł”, Stanisław Szymborski „Redos”, Antoni Jabłoński „Nur”, Stanisław Łupiński „Wąsal” („Wąsacz”) i Eugeniusz Kotowski „Groźny”. W sumie do Sokół udało się 10 żołnierzy tzw. podziemia. Według meldunku kierownika Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Wysokiem Mazowieckiem, por. Zasztofta, napastników było 12, trzech weszło do mieszkania, a pozostali byli na zewnątrz. Mogli przypuszczać, że szpicel o nazwisku Racław, na którego prawdopodobnie był wydany wyrok śmierci, przebywa w domu przy ul. Mazowieckiej 32. Tak jednak nie było. Wszystkie ofiary AK-owców były niewinne – kwituje Pogorzelski. I przytacza świadectwo Mosze Maika, który na gorąco spisał relacje wszystkich ocalałych z tej zbrodni: „Nagle tylne drzwi się otworzyły. Wszedł Polak z dużym wąsem, ubrany w mundur wojskowy, z karabinem automatycznym w ręku. Zeew Gryczak pierwszy zobaczył Polaka i krzyknął: „Rabusie nadeszli!”. Pobiegł do drugiego pokoju i zamknął drzwi. Polak otworzył serię ogniową. Pierwszymi strzałami zabił inż. Dawida Żółtego i pannę młodą ze Święcian. Basia Wajnsztajn, która smażyła placki, padła martwa z nożem w dłoni. Trzecią ofiarą była ładna, 4-letnia sierota Tolka [Żytawer]. Po tym morderca wszedł do pokoju pełnego gości i ponownie zaczął strzelać. Powstała panika. Na chwilę jego karabin się zaciął. Kilku imprezowiczom udało się wybić okno i uciec frontowymi drzwiami, dzięki czemu uratowali się od śmierci. Ale kilku uciekało w panice i schowało się pod łóżkami. Stojąca na stole lampa naftowa spadła na drewnianą podłogę. Nafta rozprzestrzeniła się i wybuchł pożar. Kolejni rabusie weszli do pokoju i zastrzelili Szamaja Litwaka i Dawida Kostrzewskiego. Ciało Szamaja Litwaka przykryło Abrahama Kalifowicza. Strzały zrobiły dziury w jego ubraniu, ale cudem uratował się. Jusur Wondołowicz, który stał za szafą, też ocalał. Szajna Olsza(k), lat 22, która niedawno wyszła za mąż, uciekła na zewnątrz i została zastrzelona na miejscu przez strażnika rabusiów. Rabusie ukradli swoim ofiarom kozaki i buty, a także rzeczy z łóżek i szaf. W trakcie napadu wszedł 13-letni chłopiec, Szajke Litwak. Rabusie zapytali go: „Do kogo idziesz?”, odpowiedział: „Do mojego brata”. Jeden ze złodziei strzelił chłopcu w twarz. Chłopiec instynktownie zakrył twarz dłońmi i krzyknął: „Oj!”. „Żyjesz jeszcze?”– zapytał morderca i strzelił do niego po raz drugi. Chłopak upadł, tarzając się we własnej krwi”.
Pogrzeb zamordowanych odbył się kilka dni po zbrodni – 22 lutego 1945 roku w Białymstoku na cmentarzu na ul. Wschodniej. Mowę pogrzebową wygłosił Szymon Datner. Została ona przypomniana po latach w Sokołach.
Ks. Lemański: Żydzi żyli z nami ramię w ramię
– I właśnie ofiary 17 lutego 1945 roku to Tolka Żytawer (4 lata), Szajna Olsza (22 lata), Szajke Litwak (13 lat), Szamaj Litwak (19 lat), Basia Wajnsztajn (20 lat), Dawid Kostrzewski (28 lat) i Dawid Żółty (38 lat) – wspominano w miniony poniedziałek, podczas rocznicowej uroczystości przy stojącym do dziś domu przy ul. Mazowieckiej 32, w którym 80 lat temu rozegrała się tragedia.
Na uroczystości pojawiło się kilkanaście osób. Wśród nich byli mieszkańcy Sokół, radni. Modlitwę prowadził ksiądz Wojciech Lemański, który od lat przywołuje pamięć o Żydach. Przytaczał on słowa Jana Pawła II o tragedii Żydów: - Ten naród żył z nami przez pokolenia, ramię w ramię, na tej samej ziemi, która stała się w jakiś sposób nową ojczyzną jego rozproszenia. Temu narodowi zadano straszliwą śmierć w milionach synów i córek. Najpierw napiętnowano ich szczególnym piętnem. Potem zepchnięto do getta w osobnych dzielnicach. Potem wywożono do komór gazowych, zadając śmierć tylko za to, że byli synami i córkami tego Narodu. Mordercy czynili to na naszej ziemi, może po to, by ją zhańbić. Ale nie można zhańbić ziemi śmiercią niewinnych ofiar. Przez taką śmierć ziemia staje się relikwią – mówił duchowny cytując papieża-Polaka. Odczytywał też krótkie opowieści o ofiarach z 17 lutego 1945 roku. Tym, którzy przyszli na uroczystość, dziękował: – Cieszę się, że nie jestem tu sam. Że są moi bracia i siostry, dla których wrażliwość nie jest czymś obcym. Że czują, że dobrze jest, jeśli człowiek podejmuje modlitewne zobowiązanie pamięci wobec tych, którzy na tej ziemi żyli, którzy tę naszą historię współtworzyli i którzy – niestety – z racji na walec holokaustu, który się przez naszą ziemie przetoczył, nie mają nikogo ze swoich krewnych, który by mógł ich wspomnieć. Dlatego czytaliśmy „Modlitwę nad grobem przyjaciół”, żeby sobie uświadomić, że co prawda rodziny po sobie nie pozostawili, ale pamięć może być kultywowana przez tych, którzy niepowiązani więzami krwi mają w sobie więzy normalnej, humanistycznej, ludzkiej wrażliwości. Serdecznie wam dziękuję – podsumowywał ksiądz Wojciech Lemański.

Na poniedziałkowej uroczystości pojawili się pojedynczy mieszkańcy Sokół.
– Ludzie o tym mówią. W rozmowach ten temat się pojawia. Jedni się boją, inni się nie boją - mówiła nam Jolanta Sztrajch z Sokół. – Ta uroczystość to duża rzecz w historii miasteczka. A czy coś zmieni? Czy przełamie coś w ludziach? W starszych ludziach może bardziej, w młodych to już nie – uważa.
Obecna na uroczystości Alina Stypułkowska dodaje: – Trzeba pamiętać o tych, którzy zostali zamordowani, odeszli, a żyli tutaj, tworzyli kulturę tej miejscowości. Nie było mnie tu, bo przez ponad 30 byłam zagranicą. Teraz wróciłam i odkrywam historię, która jest przerażająca. Każde morderstwo jest historią, która wiecznie żyje. Ten dom jest jak pomnik historii. Nawet firanki wiszą… Nigdy tu nie podchodziłam. Wygląda jakby był niczyj, choć są osoby, które mają prawa do tego domu. Są osoby, których przodkowie mieszkali tu już po wojnie – opowiada.
Na uroczystości pojawili się też przedstawiciele radnych.
– Tragedia holokaustu jest tragedią i naszego narodu polskiego, i narodu żydowskiego – komentował w rozmowie z nami radny Marcin Kruszewski. – Jak wszyscy wiemy, naród żydowski to nasi starsi bracia w wierze. Nie oceniamy, a czcimy ich pamięć. Pamięć mieszkańców naszej miejscowości, którzy stanowili dużą większość. Zwykła, ludzka pamięć im się po prostu należy. Powinniśmy tu być, bez żadnego wydawania wyroków, oceniania tych, co żyli kiedyś i tych, co żyją teraz. Każdy posiada własne sumienie i odpowiada za swoje czyny. Ja osobiście mam nadzieję, że nigdy więcej takiego czasu w naszej ojczyźnie nie będziemy przeżywać.
Z kolei Jarosław Jankowski zauważał: – Historia Polski jest trudna. Trzeba jednak pamiętać, że – jak śpiewał Wojciech Waglewski – bez historii nie ma nic. Historia naszego narodu, szczególnie tych ziem, jest bardzo trudna. Jesteśmy tu po to, żeby upamiętnić współmieszkańców. Nie jesteśmy od oceniania. Przyszliśmy uczcić tych ludzi.
Na stronie gminy w Sokołach na próżno szukać informacji o rocznicy zbrodni sprzed 80 lat. Za to wójt gminy Radosław Choiński i dyrektor szkoły podstawowej Waldemar Kikolski zapraszają na 28 lutego na „Gminne Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych”, natomiast klub radnych Aktywni Radni Gminy Sokoły organizuje 2 marca przemarsz pod hasłem „Ofiary Operacji Polskiej NKWD 1937-38. Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych”.
Na ogrodzeniu posesji znajdującej się po przeciwnej stronie szosy, przy której stoi dom – świadek historii, ktoś zaczepił baner Sławomira Mentzena. Jest tu też bilbord zachęcający, by dołączyć do Ruchu Narodowego.
Od 2016 roku „Huzar” patronuje ulicy na białostockich TBS-ach. Ma też swój pomnik w Wysokiem Mazowieckiem. W Łapach zaś ma mural.
Podkreślić trzeba, że osoby, które po wojnie zamieszkały w domu przy ul. Mazowieckiej 32 w Sokołach, nie mają nic wspólnego ze zbrodnią z lutego 1945 roku.





