Pomagają ofiarom trzęsienia ziemi w Nepalu

Julita Januszkiewicz [email protected]
Kiedy Anna Maria Pawelec i jej narzeczony Tomasz Kamiński byli w kwietniu w Nepalu, nie spodziewali się, że ten kraj spotka wkrótce taka tragedia
Kiedy Anna Maria Pawelec i jej narzeczony Tomasz Kamiński byli w kwietniu w Nepalu, nie spodziewali się, że ten kraj spotka wkrótce taka tragedia Archiwum prywatne
Białostoczanie Anna Maria Pawelec i Tomasz Kamiński byli w Nepalu tuż przed trzęsieniem ziemi. Doświadczyli wiele serdeczności od mieszkańców. Teraz organizują im pomoc. Zbierają pieniądze, ciepłe ubrania, koce.

Tak można pomóc

Tak można pomóc

Każdy z nas może wesprzeć Nepalczyków. Liczy się każda złotówka. Potrzebne są też ubrania dla dorosłych i dzieci, koce, środki opatrunkowe i odkażające.
W Białymstoku zbiórkę darów na rzecz Nepalu prowadzi Małgorzata Martynko.
Miejsce zbiórki:
ul. Brukowa 28 B lok. U2
15-889 Białystok
tel.: +48 504 212 104
Pieniądze można wpłacać na konto: 64 1140 2004 0000 3102 2911 5296 (z dopiskiem: "Pomoc dla Nepalu").

We wtorek ziemia w Nepalu znowu zadrżała. Zginęło 66 osób, a rannych jest prawie 2 tysiące osób. Zawaliło się wiele domów i budynków.

- Jestem tym bardzo wstrząśnięta - nie kryje szoku Anna Maria Pawelec. Jej nepalski przyjaciel Mani Khatiwada z Fundacji Lights to Himalaya, z którym organizuje pomoc humanitarną, cudem uszedł z życiem. Tuż obok niego zawalił się budynek.

- Sytuacja w Nepalu staje się coraz cięższa. Mani z wolontariuszami robią co mogą i tyle na ile starcza im pieniędzy, a nawet więcej. Każdego dnia niosą pomoc ofiarom trzęsienia. Wieczorem ze zmęczenia Mani nie daje nawet rady z nami rozmawiać przez telefon. Nie ma możliwości zabrać go chociaż na kilka godzin z tej sytuacji, pogadać przy kawie. Jedyne co możemy, to wesprzeć go stąd - pisze na Facebooku Ania. Dodaje, że Nepalczycy są bardzo przygnębieni, zaczęli wątpić, czy kiedykolwiek skończy ich dramat, kiedy będą mogli znów w miarę normalnie żyć.

W Nepalu biedę widać wszędzie

Maniego Khatiwada z fundacji Light to Himalaya, Anna i jej narzeczony Tomasz Kamiński poznali podczas pobytu w Nepalu. Zawodowo oprowadza wycieczki polskie po górach, organizuje kompleksowo trekingi. Od turystów nauczył się języka polskiego, co mile zaskoczyło Annę i Tomka. To człowiek pełen energii, uosobienie dobroci. Potrzebującym, przede wszystkich chorym i dzieciom pomagał jeszcze przed kataklizmem. Wybudował między innymi szkołę i ambulatoria, angażował do pomocy lekarzy z Europy.

Ania i Tomek pojechali na wycieczkę, ale w Nepalu byli wystarczająco długo, by poznać codzienne życie Nepalczyków i ich problemy. Wędrowali, unikając turystycznych szlaków, zaprzyjaźniali się z miejscową ludnością. Chcieli poznać ich kulturę i zwyczaje.

Nepal to biedny kraj, w którym mieszka ponad 30 mln osób. Biedę tu widać na każdym kroku.

- Ludzie żyją w ciasnych, prowizorycznych domach, bez kanalizacji. Prąd jest dostarczany z przerwami. W jednym pokoju mieszkają dziadkowie, ich dorosłe dzieci oraz wnuki. Mimo to dbają, by w ich mieszkaniach było czysto. Są też samowystarczalni - opowiada Ania Pawelec.

Widziała ludzi dźwigających ciężkie pakunki w olbrzymich koszach czy wielkie dzbany wody niesione z oddalonego o kilka kilometrów górskiego źródła. To jedyny sposób, aby mieć wodę pitną. Nepalczycy bardzo ją oszczędzają. Jedzą to, co mogą wyhodować na swoich malutkich polach.

- Nie mają innej pracy, bo co można robić w górach, z dala od szlaków turystycznych- dodaje Ania.

Problemem jest też bardzo słaba edukacja. Nepal plasuje się w ścisłej czołówce pod względem analfabetyzmu. Zaledwie co drugi mieszkaniec umie czytać.

- W górach brakuje szkół. Dzieci muszą pokonać nawet kilkanaście kilometrów, by dotrzeć na lekcje. Zdarza się, że do domów wracają tylko na weekendy - opowiada Ania. - Jednak te dzieci to i tak szczęściarze, bo większość nie uczy się wcale. Nie mają ubrań, chodzą pozawijane w szmaty

Nadzieją są dzieci

Państwo nie zapewnia opieki medycznej i socjalnej swoim obywatelom. Emerytury dostają wyłącznie policjanci i urzędnicy państwowi. Starsi są więc na utrzymaniu rodziny. Dzieci pracują na rodziców, często też dziadków. Nepalczycy jedyną nadzieję pokładają w dzieciach.

Rodziny są bardzo liczne. Ale, jak zauważa Ania Pawelec, mimo ubóstwa Nepalczycy to ludzie bardzo szczęśliwi. Są niezwykle szczerzy, otwarci i uśmiechnięci. Dzielą się wszystkim co mają, nawet ostatnim, zawiniętym w szmatkę, kawałkiem placka. Białostoczanie nieraz zaznali tej serdeczności i życzliwości podczas pobytu w tym azjatyckim kraju. W trakcie jednej z górskich wypraw zachorowali. I wówczas miejscowa ludność zajęła się nimi bardzo troskliwie i pomogła dojść do zdrowia.

Gdy Ania i Tomek wrócili do Polski, postanowili pomagać biednym nepalskim rodzinom mieszkającym na wsiach. Jeszcze w trakcie wyprawy zostali reprezentantami Fundacji Lights to Himalaya.

Tymczasem 25 kwietnia w Nepalu nastąpił silny wstrząs. W kraju doszło do ogromnych zniszczeń, potrzebna była szybka pomoc humanitarna. Anna od razu zadzwoniła do Maniego Khatiwada. Chciała wiedzieć, czy żyje i czego najbardziej potrzebuje, aby pomagać.
Światełko dla Himalajów

- Chcieliśmy wracać do Nepalu, ale zrozumieliśmy, że więcej możemy zdziałać tu, w Polsce - mówi Ania. - Możemy zebrać pieniądze i dary, które trafią do zwykłych ludzi, mieszkających gdzieś w górach, zapomniani przez resztę świata.
Nepalczycy nie mogą bowiem liczyć na opiekę rządu, są zdani tylko na siebie. - Światowe organizacje charytatywne pomagają, ale pomoc dociera głównie do dużych miast - zauważa Anna. - A Nepal to nie tylko Kathmandu.

Fundacja Lights to Himalaya, której białostoczanie są reprezentantami w Polsce, skupia się na pomaganiu ludziom w miejscowościach położonych wysoko w górach. Zniszczenia są tam potworne. Praktycznie żaden dom nie nadaje się do zamieszkania. W każdej chwili grozi ich zawalenie. Sytuację może pogorszyć też to, że za miesiąc w Nepalu rozpocznie się pora deszczowa. Akcje ratunkowe utrudnią dodatkowo ulewne deszcze.

- Aż strach pomyśleć, co wtedy stanie się z tymi ludźmi - martwi się Ania. - Już teraz wiele górskich dróg jest zniszczonych lub zablokowanych przez osunięcia ziemi.

Ekipom ratowniczym często trudno dotrzeć do wsi. Brakuje tam wszystkiego: jedzenia, wody, ubrań i leków, a także koców i śpiworów. W górach w nocy jest bardzo zimno, a rodziny, które straciły dach nad głową, muszą koczować pod gołym niebem. Budują więc prowizoryczne wiaty.

Białystok pomaga ofiarom

Ania i Tomek na bieżąco śledzą sytuację w Nepalu. Założyli Komitet Społeczny, mają pozwolenie na publiczną zbiórkę pieniędzy i darów. Założyli też konto, na które można wpłacać pieniądze. Są już pozytywne efekty ich działań.
Dramat Nepalczyków poruszył wiele ludzkich serc. Do akcji białostoczan dołączyli także mieszkańcy Poznania, Wrocławia, Rzeszowa i Warszawy.

- Daliśmy tylko sygnał, a ludzie sami się do nas zgłaszają, interesują się naszą akcją. Pytają jak mogą wesprzeć Nepalczyków - mówi Tomek Kamiński.

Dotychczas w Polsce wspólnymi siłami udało się zebrać nieco ponad 30 tysięcy złotych.

- To niesamowite jak można się zjednoczyć. Bardzo cieszy, że jest w nas taka chęć pomocy i troska o innych ludzi - dodaje Ania.

Pieniądze białostoczanie przekazali na konto Fundacji Lights to Himalaya. To gwarantuje, że każda złotówka dotrze do potrzebujących. Fundacja kupiła niezbędną żywność, koce, plandeki oraz leki. Mani Khatiwada poinformował polskich przyjaciół, że udało się także kupić i dostarczyć namioty do trzech wsi. Korzysta z nich 143 rodziny. Ponadto Fundacja wysłała w rejon Sindupalchok, gdzie są największe zniszczenia, dwóch lekarzy i pielęgniarki. Mani z wolontariuszami rozwożą także jedzenie (groch, ryż), pitną wodę. Podczas jednej takiej akcji dostarczyli 6 tysięcy litrów butelkowanej wody pitnej.

- W tych wsiach nawet jeden dom nie został cały. Te, co jeszcze stoją, nie nadają się do zamieszkania. Ludzie starają się odkopywać spod gruzu ocalałe rzeczy, których i tak mieli mało - relacjonuje Ania. - Mani co dzień opowiada nam, jak Nepalczycy są bardzo zaskoczeni pomocą, która płynie z Polski. Przyjmują ją ze łzami w oczach.

Sytuacja w Nepalu jest bardzo poważna. Wciąż istnieje zagrożenie epidemią. Pod gruzami leży mnóstwo ciał ofiar trzęsienia ziemi. Dzień i noc płoną stosy kremacyjne. Ziemia też wciąż jest niespokojna. W tym tygodniu również zadrżała.

Koncerty i zbiórka pieniędzy

Ania martwi się o swoich nepalskich przyjaciół. Mani Khatiwada i wolontariusze fundacji, którzy pomagają potrzebującym, są już bardzo przemęczeni.

- Ktoś będzie musiał niedługo wesprzeć Maniego. Dojrzewają w nas plany wyjazdu do Nepalu - dodaje.

Najpierw jednak z Tomkiem mają misję tu, w Polsce. Wciąż trwa zbiórka pieniędzy oraz darów. Białostoczanie wkrótce chcą przewieźć rzeczy do Nepalu. Nie jest to takie proste, gdyż koszty transportu są drogie. Dlatego są w trakcie szykowania przerzutu. Tomek przygotowuje się do zorganizowania z przyjaciółmi koncertów charytatywnych. Odbędą się one w czerwcu. Dochód w całości zostanie przeznaczony na pomoc ofiarom trzęsienia w Nepalu.

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie