Podlasianki grają w ekstremalną piłkę błotną. Dziewczyny nie boją się ubrudzić (ZDJĘCIA)

Olga Goździewska-Marszałek
Olga Goździewska-Marszałek
Jan Kowalski/Focę więc Jestem
Połamane paznokcie. Ubrudzone błotem włosy, które trudno domyć. Siniaki na nogach i rękach. Zadrapania. Czasami bolesne kontuzje. To tylko niektóre efekty grania w piłkę błotną. Za co można kochać ten ekstremalny sport? Dziewczyny z Podlasia mają argumenty!

Do Korycina powraca błotna liga. W najbliższy weekend (7-8 sierpnia) w błotne szranki staną dziewczyny z Babskiego Teamu. Nie mogą się już doczekać meczów.

- To emocje. Niczym nieposkromiona radość, dreszczyk rywalizacji, ale przede wszystkim doskonała zabawa. Tu nie o medale chodzi, a wspólnie przeżywaną radość - mówi Marta Pietraszkiewicz z Białegostoku, kapitan drużyny "Babski Team". To grupa dziewczyn z Podlasia, która gra w błotną piłkę. - Czasami ludzie otwierają szeroko oczy, gdy mówmy jaki sport uprawiamy. Pytają: "Ale jak to? W błocie?". Wiele osób pyta również czy nam się chce w nim "taplać". Powtarzam zawsze, że nikt tego nie rozumie, dopóki nie spróbuje. Część dziewczyn w mojej drużynie gra już od pięciu lat, niektóre od trzech. Zawsze z niecierpliwością czekamy na mecze. Pokochałyśmy to całym sercem! - podkreśla pani kapitan.

To zjawiskowa dziewczyna, która podobnie jak koleżanki z drużyny, może pochwalić się niebanalną urodą. Marta została nawet Miss Podlasia Nastolatek w 2014 roku. Na co dzień zajmuje się upiększaniem pań - jest makijażystką. Na boisku nie dba jednak o wygląd. Na meczach uczestniczki mają tylko jeden make-up i to bardzo trwały - zaschnięte na twarzy błoto.

"Babski Team" tworzą dziewczyny wykonujące różne zawody. Ewelina jest relationship menagerem, Sylwia ma własne studio interaktywne i zajmuje się marketingiem, druga Marta jest sprzedawcą, Sylwia rehabilitantką, Emilia fryzjerką, Eliza to lekkoatletka, a Joanna pracuje na siłowni. Część dziewczyn już dawno wyfrunęła z Białegostoku i mieszka np. w stolicy. To nie przeszkadza im w realizowaniu wspólnej pasji i rozwijaniu przyjaźni.

Od pięciu lat regularnie reprezentują Podlasie w rozgrywkach. Tworzą jedyną damską drużynę piłki błotnej w regionie. I jedną z nielicznych w kraju.

- Jestem dumna z moich dziewczyn. I doceniam, że potrafią poświęcić czas na nasze wspólne działania. Każda ma swoje życie, pasje, pracę. A jednak rzucamy to wszystko, gdy trzeba zagrać. Zawsze też możemy na siebie liczyć. Zarówno w życiu prywatnym, jak też na boisku – przyznaje pani kapitan.

Podkreśla, że piłka błotna to wymagająca dyscyplina. Wysiłek fizyczny podejmowany w czasie meczu jest ogromny. Zdarzało się, że uczestniczki trafiały do szpitala po groźnie wyglądających kontuzjach.

- Czasami brakuje sił, powietrza, coś zaczyna bardzo boleć. Zdarzyło się, że jedna z nas musiała zejść z boiska i pojechać do szpitala. W takich sytuacjach jesteśmy dla siebie wsparciem. Jeśli trzeba, jedziemy do lekarza i na tym rozgrywki się dla nas kończą. Przed, po i podczas meczu zawsze sobie pomagamy i nie ważne czy chodzi o przemycie wodą oczu czy o pożyczenie buta – tłumaczy Pietraszkiewicz.

Błotna piłka nożna różni się nieco od pierwowzoru. Na boisku występować może sześciu zawodników łącznie z bramkarzem. Zmian w składach dokonuje się bez limitów. Strój jest dowolny, pod warunkiem, że wszyscy zawodnicy z jednej drużyny mają koszulkę w tym samym kolorze. Mecz podzielony jest na dwie połowy (każda po 12 minut z 10- minutową przerwą). Co ciekawe, nie stosuje się znanego z piłki nożnej spalonego. Rzuty wolne, karne i auty wykonywane są poprzez podrzucenie piłki ręką i kopnięcie nogą.

- Najważniejsze to nie zgubić w błocie buta. Jeżeli komuś się to zdarzy, musi opuścić pole. Przed meczami starannie oklejamy buty taśmą, by nie spadły w czasie gry - śmieje się Marta. - Zazwyczaj zakładamy typowe obuwie sportowe. Takie, którego nie szkoda nam zniszczyć. Po jednym meczu zazwyczaj buty są do wyrzucenia – dodaje.

Piłka błotna wymaga nie tylko cierpliwości przy wyczesywaniu błota z włosów. To sport, w którym potrzeba siły i dobrej kondycji.

- Bardzo trudno byłoby wyjść i rozegrać mecz bez przygotowania. Każda z nas o tym wie i chociaż nie mamy wspólnych treningów, to przygotowujemy się we własnym zakresie do rozgrywek. Warto też sprawdzić się, zanim jeszcze wejdziemy na boisko pełne błota. Zdarza się, że dodatkowym utrudnieniem jest pogoda. Grałyśmy już w niesamowicie upalny dzień, jak i wtedy gdy mocno padał deszcz. Osoby aktywne przez cały rok są w stanie poradzić sobie z takimi warunkami – Ewelina Gorbacz, zawodniczka związana z „Babskim Team” od początku istnienia drużyny.

Przez cały rok uprawia sport, by utrzymać dobrą kondycję. Ćwiczy codziennie. Aerobik. Bieganie. Pilates. Jazda na rowerze.

- Już samo bieganie w błocie jest trudne. To tak, jakby ktoś nam do nóg przytwierdził kilka kilogramów obciążenia, z którym w miarę możliwości trzeba grać i trafiać w piłkę. Doskonale pamiętam swój pierwszy mecz, tuż po powstaniu naszej drużyny. Pojechałyśmy na rozgrywki ze świetnym nastawieniem. Chociaż nie wiedziałyśmy do końca co nas tam może czekać. Na miejscu zderzyłyśmy się z rzeczywistością – wspomina ze śmiechem Gorbacz. - Granie niesie ze sobą ryzyko i my się na to zgadzamy. Oczywiście jest kultura gry, zawodniczki starają się nie zrobić sobie nawzajem krzywdy, ale to nadal gra kontaktowa. Zdarza się, że siniak po meczu zajmuje pół łydki. Tydzień po rozgrywkach lepiej nie wybierać się w krótkiej sukience na wesele - dodaje Ewelina.

Dziewczyny nie mają możliwości trenowania gry w piłkę błotną na co dzień. To sport sezonowy. Nie ma na Podlasiu odpowiedniego boiska pełnego marasu.

- Dla nas boiska są specjalnie przygotowywane na czas rozgrywek. Co ciekawe, nasze koleżanki z Rosji mają naturalne warunki do gry. Mecze rozgrywają się na prawdziwych bagnach. Zawodnicy większość meczów spędzają na czworakach, do tego stopnia jest ekstremalnie – mówi Ewelina. Przyznaje, że już nie może się doczekać najbliższych meczów.

Podobnie jak jej koleżanka z drużyny - Joanna. W błotną piłkę gra od pięciu lat. Do tegorocznych rozgrywek zaprawiała się na górskim trekkingu.

- Już nie mogę się doczekać meczu i spotkania z dziewczynami. Miałyśmy rok przerwy od grania przez pandemię, więc teraz emocje są podwójne. Czeka nas doskonała zabawa jak zawsze – przyznaje Joanna Borys. – Oczywiście zdarza się też złość i rozczarowanie. Kiedy nie trafi się w piłkę i człowiek ląduje z nosem w błocie. Ale później jest radość. Zapraszamy wszystkich do Korycina, to trzeba zobaczyć – zachęca.

Dziewczynom można będzie kibicować już w najbliższy weekend (7-8 sierpnia) podczas Błotnej Ligi Mistrzów (Swampions Soccer League) w Korycinie. "Babski Team" stanie w szranki z drużynami z Polski, Białorusi, Ukrainy i Gruzji.

Zobacz też:Najpopularniejsze imiona dla chłopców i dziewczynek w 2021 roku w Białymstoku. Jak białostoczanie nazywają swoje pociechy?

Polka wśród najbardziej wpływowych ludzi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie