Pijany auta nie straci

Jarosław Sołomacha [email protected] tel. 085 748 95 54
Gdyby sąd zabrał Karolowi S. auto, trzy osoby żyłyby dalej - mówi anonimowo funkcjonariusz z Sokółki.
Gdyby sąd zabrał Karolowi S. auto, trzy osoby żyłyby dalej - mówi anonimowo funkcjonariusz z Sokółki. fot. KWP Szczecin
Udostępnij:
Pijany straci prawo jazdy, ale nie auto. Zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego nie jest to narzędzie przestępstwa takie samo, jak bomba czy pistolet.

Podlascy kierowcy na "gazie"

Podlascy kierowcy na "gazie"

W 2005 roku policjanci zatrzymali 7959 nietrzeźwych kierowców (czyli tych, którzy mieli powyżej pół promila). Rok później, kiedy pijany prowadzący mógł już stracić auto, było ich 6939. W 2007 liczba ta zmniejszyła się do 6122. A przez pierwszych dziewięć miesięcy 2008 roku nasi funkcjonariusze zatrzymali 4595 pijanych za kółkiem.

33-letni bielszczanin przyjechał wczoraj samochodem na białostocki komisariat, bo nie był pewny swego stanu trzeźwości. Wydmuchał w alkomat półtora promila alkoholu. Stracił prawo jazdy, ale nie auto. Bo zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego nie jest to narzędzie przestępstwa takie samo, jak bomba czy pistolet.

Łup nie jest przedmiotem służącym do kradzieży, a dokument nie jest narzędziem do popełnienia fałszerstwa. Tak samo samochód. Chociaż każdy z nich został użyty w czasie przestępstwa - uznał pod koniec ubiegłego tygodnia Sąd Najwyższy.

Sędziowie stwierdzili, że w kodeksie karnym nie ma podstaw prawnych do zasądzenia przepadku pojazdów. A właśnie na jeden z przepisów powoływali się prokuratorzy, którzy wnioskowali o zabranie samochodów pijanym. Sądy wyrokowały różnie.

O rozstrzygnięcie tej kwestii poprosił sam prokurator generalny. Przedstawił dane: od lipca 2006 do lutego 2008 roku prokuratorzy wydali 1551 wniosków o orzeczenie przepadku pojazdu mechanicznego. Jednak tylko w ponad 500 sprawach sądy je uwzględniły. W niektórych przypadkach było to dopiero w drugiej instancji.

Dobry przykład z Białegostoku

Przypomnijmy. Pomysł na konfiskowanie aut pijanym kierowcom wyszedł z Białegostoku. Na Podlasiu prowadzący na dwóch gazach mogli stracić samochód już w kwietniu 2006 roku.

To właśnie wtedy ówczesny prokurator apelacyjny Sławomir Luks wysłał swoim podwładnym zalecenia, aby ci częściej zabierali samochody na poczet przyszłych kar grzywny. Prokuratorzy mieli też żądać w sądach publikacji nazwisk pijanych kierowców i podania wyroku do publicznej wiadomości.

- Jeśli kierowca miał ponad promil alkoholu we krwi albo usiadł pijany za kierownicą po raz kolejny, to prokurator ma już obowiązek zabrać auto i zatrzymać tak długo, jak długo podejrzany nie wpłaci odpowiednich pieniędzy na zabezpieczenie ewentualnej grzywny - mówił wtedy prokurator Janusz Kordulski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku.

Przyniosło to pewne efekty. Już w pierwszym półroczu 2006 roku na Białostocczyźnie zmniejszyła się liczba pijanych kierowców. Później każdego roku było ich coraz mniej.

Pomysł tak się spodobał ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze, że ten wkrótce rozesłał podobne wytyczne do wszystkich prokuratur w kraju. Nie omieszkał się powołać na dobry przykład właśnie z Białegostoku.

Ziobro dodatkowo polecił prokuratorom, aby wnioskowali do sądu o przepadek samochodu nietrzeźwego kierowcy (jako "narzędzie" przestępstwa) w sytuacjach, gdy: spowodował on wypadek, miał ponad jeden promil alkoholu we krwi lub został po raz kolejny zatrzymany za jazdę po pijanemu.

Prokuratura: Bez komentarza

Uchwały sądu nie chciał komentować Sławomir Luks, obecnie szeregowy prokurator w białostockiej apelacji. - Nie mogę - odparł krótko.

I odesłał nas do rzecznika prasowego prokuratury apelacyjnej. Ale ten również odmówił komentarza w tej sprawie. Za to bardziej rozmowni byli policjanci, choć anonimowo. - Gdyby sąd zabrał Karolowi S. auto, trzy osoby żyłyby dalej - mówi funkcjonariusz z Sokółki.

Chodzi o ubiegłotygodniową tragedię pod Sokółką. Kierujący audi Karol S. zderzył się z półciężarówką. Trzech jego pasażerów zginęło na miejscu. Sam w stanie ciężkim jest w szpitalu. Nigdy nie miał prawa jazdy. Ale czasami wsiadał za kółko. Nawet po kieliszku. Został za to skazany. Jednak jeździł nadal.

Samochodu nie straci też 33-letni mężczyzna, który zgłosił się wczoraj do białostockiej komendy policji. Był po imprezie, chciał wrócić do domu. Poprosił o badanie na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Alkomat wskazał 1,5 promila alkoholu. Policjanci zainteresowali się jednak, w jaki sposób kierowca dotarł do komendy. Okazało się, iż jeden z nich widział, jak mężczyzna podjechał przed budynek swoim samochodem. Zatrzymano mu prawo jazdy. Auto zostało na policyjnym parkingu. Mężczyzna odbierze je, kiedy wytrzeźwieje.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Oto świadomość niektórych na tym forum. On w ogóle nie powinien wsiadać z akierownicę będąc pijany, a on wsiadł i przyjechał na posterunek. Na szczęście nikigo nie zabił, a gdyby było inaczej, to tez byscie byli tacy pobłażliwi?
G
GroovMan
I co z tego ze bedzie mogl zabrac auta jak i tak za parking bedzie musial zaplacic. Chcial dobrze bo niewiedzial czy jest trzezwy a i tak mu prawko na rok zabiora. To ja juz wole jechac odrazu na chate niz sie sprawdzac na komendzie. W takich przypadkach kierowcy powinni byc bardziej ulgowo traktowani np. zatrzymac prawo jazdy ale naczas 3 dni dopoki niewroci trzezwy.
7C908P
Prokuratorzy i ten policjant to yitelygentne besyje i powinni dalej w tym kierunku: zamknąć stacje benzynowe w miejscowosciach zamieszkania pijaków recydywistów- bez benzyny nie pojadą ( i zieloni będą zadowoleni)
T
Twoje sumienie
Policjanci z Sokółki wypowiadają totalne bzdury-nie po raz pierwszy zresztą.Gdyby został odebrany wcześniej sprawcy wypadku samochód to znaczy ,że nie kupi auta w przyszłości? Bzdura - chciał jechać i pojechał . Nie swoim to znajomego.
Należałoby w takim razie zakazywać sprzedaży taki osobom pojazdów . Droga do nikąd -przecież miał zakaz poruszania sie pojazdami mechanicznymi. I co ? Respektował zakaz. Nie!
A swoją drogą, po orzeczeniu SN, tym którym odebrano auta należałoby zwrócić. Kolejna wpadka białostockiej prokuratury. No , ale działanie wbrew prawu tej grupie elity białostockiej przychodzi z łatwością.Ustalają własne prawo-jak chamy w swojej zagrodzie.
K
Krates
Brawo logika sprawiedliwych, niezawisłych, źle opłacanych " sendzióf".
Czyżby bali się sami o utratę swoich samochodów ??????????????????
D
DSF5555
CENIĘ ZAWSZE WYROKI SĄDU NAJWYŻSZEGO, BO SĄ WŁAŚCIWE ALE TYM RAZEM SĘDZIOWIE SIĘ NIE POPISALI!!, BO DALI JASNY SYGNAŁ PIJAKOM=ZABÓJCOM ,ŻE NAWET JAK ZOSTANĄ ZŁAPANI, TO POTEM JAK WYTRZEŹWIENIU, DOSTANĄ FURĘ Z POWROTEM!!TO BARDZO DEMORALIZUJĄCY WYROK!!!HAŃBA!!
Dodaj ogłoszenie