MKTG SR - pasek na kartach artykułów

OiFP. To będzie jedyny taki sabat w historii miasta

Anna Kopeć
Miłość, zazdrość, fascynacja, gniew i namiętność - na takich emocjach oparty jest musical „Upiór w operze”. Widowiskowość tej realizacji, czarowanie widza efektami, bogactwo scenografii urzekają wielu widzów.
Miłość, zazdrość, fascynacja, gniew i namiętność - na takich emocjach oparty jest musical „Upiór w operze”. Widowiskowość tej realizacji, czarowanie widza efektami, bogactwo scenografii urzekają wielu widzów. Wojciech Wojtkielewicz
Porusza, oczarowuje, wzrusza i uzależnia - taki jest „Upiór w operze”. Widowisko można oglądać nawet po kilkanaście razy, a mimo to się nie nudzi. Dziś zlot fanów musicalu.

Trzygodzinne widowisko pełne efektów specjalnych, dopracowanych choreografii, pięknych kostiumów i dekoracji. Tak w największym skrócie prezentuje się musical „Upiór w operze”. W Polsce wystawiony został najpierw w Teatrze Muzycznym Roma, białostocka premiera odbyła się 24 maja 2013 roku. Po 592 dniach przerwy w sylwestrową noc musical powrócił na scenę Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku, gdzie do tej pory obejrzało go ponad 65 tysięcy widzów.

W przyszłą niedzielę, 24 stycznia będziemy obchodzić zacny jubileusz - widowisko zostanie zagrane w Białymstoku po raz setny. Z tej okazji Opera i Filharmonia Podlaska przygotowała coś szczególnego - pierwszy w historii tego musicalu w Polsce zlot fanów tej niezwykłej produkcji. Przygotowano wiele atrakcji. Tylko tego dnia publiczność będzie miała okazję zajrzeć za kulisy przedstawienia i zobaczyć jak „Upiór...” wygląda „od kuchni”.

Klasyczna opowieść o miłości niemożliwej

Musical Andrew Lloyd Webbera to idealny wzór wszelkich romansów. Taka historia w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego i Sebastiana Gonciarza z melodyjną, przebojową muzyką i oszałamiającą scenografią Pawła Dobrzyckiego trafia nawet do najbardziej wybrednych widzów.

Widowisko wystawiane na scenie OiFP to wierna kopia realizacji z Teatru Muzycznego Roma. W głównych rolach występują gwiazdy z warszawskiej sceny, grają także białostoccy artyści, chór i orkiestra naszej opery. Białostocka wersja różni się od warszawskiej większym składem muzyków, a także prawdziwymi organami, które zastąpiły elektroniczny instrument. Nastrojowe ballady, operowe arie, przeplatane rockowymi motywami pod batutą Macieja Pawłowskiego, brzmią interesująco.

Podobnie prezentuje się fantastyczna scenografia, która w ciągu trzygodzinnego spektaklu przeobraża się ponad 20 razy. Za kurtyną scena w tempie filmowych kadrów zamienia się w inny świat. Bezszelestnie wjeżdżają olbrzymie konstrukcje tworząc potężne schody, gabinet dyrektora, teatralną scenę, cmentarz (jedna z najlepszych scen musicalu) czy podziemia opery. Mnóstwo tu scenicznych sztuczek, ciekawych wizualizacji, gry świateł i efektów iluzjonistycznych. Magiczne lustro z przejściem do podziemi, upiór śpiewający raz z dachu grobowca, a po sekundzie pojawiający się po drugiej stronie sceny, fotel ,w którym na oczach widzów upiór znika w ostatnim akcie - to tylko niektóre ze scenicznych sztuczek, które urzekają każdego z widza.

- „Upiora w operze” nie dedykuję jedynie publiczności lokalnej, choć jestem świadomy tego, że to ona stanowić będzie największą i najważniejszą część widowni - mówił reżyser Wojciech Kępczyński przed białostocką premierą. - Mam nadzieję, że na przyjazd do Białegostoku pokuszą się na przykład widzowie z Białorusi, Łotwy, Litwy, i przyjadą do Opery i Filharmonii Podlaskiej specjalnie po to, aby zobaczyć nasz spektakl - magiczny tytuł, magiczną muzykę.

Puste miejsce pod żyrandolem

- Uważam, że nasz „Upiór w operze” jest jednym z najwspanialszych na świecie - nie ma wątpliwości Damian Tanajewski, dyrektor OiFP. - Ma powiększone dekoracje, na co pozwolił rozmiar sceny. Zmieniają się one błyskawicznie 22 razy, a jedne z najcudowniejszych zmian to: zniknięcie monumentalnych schodów w II akcie i wspaniały „ efekt żyrandola”, który wisi nad widownią i gwałtownie spada na brzeg orkiestronu zawsze dokładnie w ten sam punkt.

Szef opery jest nie tylko producentem, ale także wielkim fanem tego widowiska. Szczególną sympatią darzy magiczną pozytywkę-małpkę, która przeżyła 650 spektakli w Romie i niemal 100 białostockich. Kiedy „Upiór” schodzi z afisza małpka zajmuje honorowe miejsce w gabinecie dyrektorskim. Okazuje się, że także dyrektor opery sam skrupulatnie dopracowuje najważniejsze szczegóły widowiska, w trakcie jego wystawienia.

- Mogę uchylić rąbka tajemnicy, że każde uruchomienie mechanizmu żyrandola jest przeze mnie osobiście testowane - zdradza Damian Tanajewski. - Siedzę wówczas na jednym z pięciu najbardziej newralgicznych miejsc. Ponieważ nigdy nie mam gwarancji, czy któryś z widzów nie zareaguje żywiołowo wstając podczas podniesienia lub opuszczenia żyrandola, te miejsca są zawsze puste. W tej chwili nawet dyrygent schodzi z podestu w orkiestronie, właśnie ze względu bezpieczeństwa. Za każdym razem kiedy jestem na spektaklu podczas podnoszenia i opuszczania żyrandola mogą mnie Państwo zobaczyć w pierwszych drzwiach po lewej stronie sceny.

Na tropie legendy

„Upiór w operze” to także jeden z najbardziej teatralnych spektakli muzycznych. Pokazuje nie tylko teatr w teatrze, ale także magiczne i niedostępne zazwyczaj kulisy. Pawłowi Dobrzyckiemu, scenografowi musicalu, zależało właśnie na uwiecznieniu także tętniących życiem kulis teatru. W musicalu mnóstwo jest momentów, w których pracę w teatrze widać z tej drugiej strony - płynny taniec mechanizmów za kurtyną, szum rozmów w kuluarach.

Zainspirowany legendą o podziemnym jeziorze znajdującym się w paryskiej Operze Populaire, jak instytucja nazywa się w musicalu - Paweł Dobrzycki, postanowił odwiedzić gmach paryskiej opery.

- Byliśmy pierwszą ekipą, która pojechała do Opery Garnier. Dostaliśmy specjalnie pozwolenie i jako pierwsi zwiedziliśmy gmach od piwnic po dach. Jest to obiekt fascynujący pod każdym względem - opowiadał przy okazji premiery Paweł Dobrzycki. - Tam dopiero dowiedzieliśmy się od miejscowego kierownika technicznego, że gdy budowano Operę Garnier i podciągano mury do trzeciego pietra, to podziemne wody gruntowe przebiły fundamenty od spodu i zaczęły zalewać dolne kondygnacje świeżo budowanej opery. Od tamtego czasu w podziemiach jest stacja pomp, która 24 godziny na dobę wypompowuje wodę spod ziemi do bardzo dużego zbiornika. Nie jest to jezioro, tylko zbiornik. Z niego pompuje się to dalej, ale legenda ma swoje korzenie w rzeczywistości.

Duch opery w filmie

Musical oparty jest na powieści Gastona Leroux (1868-1927). Kim był właściwie jej bohater? Szalonym wynalazcą czy romantycznym kochankiem? Artystą czy potworem?

Z książki wiemy, że urodził się tak oszpecony, że wzbudzał odrazę najbliższych. Uciekł z domu. Pokazywany na jarmarkach opanował do mistrzostwa sztukę iluzji. Jego sława sztukmistrza zaintrygowała perskiego szacha, który sprowadził go jako architekta. Upiór tak zaprojektował dwór, że stał się on labiryntem tajemnych przejść. Przeczuwając wyrok z rąk szacha zazdrosnego o tajemnicę, upozorował własną śmierć i zbiegł do Konstantynopola, gdzie wstąpił na służbę do sułtana. Dokonał tam cudów inżynierii, konstruując mechanizmy przypominające do złudzenia postać władcy. I ponownie - wiedział zbyt dużo... Zmęczony tułaczką po świecie trafił do Francji, gdzie został podwykonawcą fundamentów Opery Paryskiej. Tam też przygotował sobie kryjówkę, która miała na zawsze odciąć go od świata.

Duch opery z powieści Gastona Leroux zawładnął zbiorową świadomością niemal 100 lat temu. Pierwszej ekranizacji powieści - nie zachowanej, niestety, - dokonali Skandynawowie w 1916 roku. Światowa publiczność na długo utożsamiała postać upiora z ekranizacją hollywoodzką z 1925 roku. Lon Chaney efekt upiornej twarzy uzyskał ponoć podwiązując gałki oczne drutem. Wzbudzał tym takie przerażenie, że podczas seansów w kinach używano soli trzeźwiących. W kolejnych adaptacjach upiór stawał się coraz przystojniejszy. W wersji filmowej z 1943 roku maska zakrywała już tylko pół twarzy i tym tropem poszedł też Andrew Lloyd Webber.

Program zlotu

24 stycznia:

godz. 11 - Śniadanie w Gabinecie Dyrektorów

Spotkamy się z artystami „Upiora” - Damianem Aleksandrem i Pauliną Janczak - i spróbujemy śniadania według ich przepisów! Śniadanie zakończymy wspólnym zdjęciem.

godz. 12.30 - „Dla świata maskę masz”

Najbardziej widowiskowe metamorfozy postaci ze spektaklu „Upiór w operze” zaprezentują od kulis charakteryzatorka Monika Żukowska i garderobiana Barbara Rożko z OiFP.

godz. 13 - Sunday MEMday

O czym Upiór pomyślał, a czego nigdy nie wyjawił? Co chodziło po głowie Christine, ale wstydziła się powiedzieć? - czyli tworzymy memy i dopisujemy to, co niedopowiedziane. Zabawę poprowadzą Katarzyna Stempniak i Marta Rogalewska z Geek Girls Carrots oraz nasz fotograf Michał Heller.

godz. 13.30 - Wielka Gra czyli „Proszę mnie o nic nie pytać, wiem tyle samo co wszyscy” oraz występy formacji tanecznej Les Chattes

Sprawdź, ile wiesz o „Upiorze” i wygraj udział w spektaklu na backstage’u, a tylko Ty zobaczysz, jak realizowany jest „Upiór w operze”! Towarzyszący grze pokaz taneczny da grupa Les Chattes.

godz. 15 - Backstage - zobacz niewidzialne!

Wycieczka za kulisy spektaklu. Tajemnice sceny i techniki scenicznej pokaże i objaśni szef sceny Tomasz Parejko.

godz. 18:00 - spektakl „Upiór w operze”

Setny spektakl „Upiora w operze” i wręczenie potrójnej Platynowej Płyty za płytę CD „Upiór w operze”.

godz. 21 - słodki finał Zlotu, spotkanie przy „upiornym” torcie!

Każdy uczestnik zlotu otrzyma pakiet startowy z upominkami i identyfikatorem.

Bilet jest kartą wstępu na wszystkie wydarzenia zlotu poza samym spektaklem. Bilety na spektakl kupić można w kasie OiFP.

Czego nie wiecie o najpopularniejszym musicalu

W prezentowanym na scenie Opery i Filharmonii Podlaskiej „Upiorze” uczestniczą znakomici artyści znani już ze swojego udziału w realizacji musicalu na deskach TM Roma: Edyta Krzemień, Damian Aleksander, Tomasz Steciuk, Paulina Janczak, a także wspaniali artyści OiFP: Rafał Supiński, Bartłomiej Łochnicki, Anna Wolfinger, Krzysztof Stankiewicz, Przemysław Borys, Magdalena Masiewicz oraz cały zespól naszej opery.

Spektakl prezentowany tutaj nieznacznie różni się od widowiska w Warszawie: gra większy skład orkiestry, chór pojawia się w scenach tanecznych i aktorskich, usłyszeć można oryginalne organy.

W pełni wykorzystywane są także możliwości ogromnej i nowoczesnej sceny: ważący aż 250 kilogramów żyrandol spada jeszcze szybciej - z zawrotną prędkością 2 m/s, która wydobywa okrzyki i westchnienia nawet z tych widzów, którzy doskonale wiedzą, czego się spodziewać.

Także „marmurowe” schody, które organizują przestrzeń sceny podczas „Maskarady”, są repliką zaczerpniętą wprost z paryskiej opery - w skali 1:1.

Upiorna statystyka:

- w produkcji oryginalnego musicalu każdorazowo udział bierze około 130 osób, na które składa się obsada, muzycy i obsługa techniczna;

- spektakl wymaga 22 zmian sceny;

- do stworzenia dekoracji wykorzystano 150 kilogramów pasmanterii i użyto łącznie 8 kilometrów frędzli,

- 300 kostiumów i 100 par butów uszyto z 1300 metrów kwadratowych materiału;

- przy produkcji spektaklu pracowało 500 osób, z czego 100 przy samych dekoracjach;

- dekoracje przywieźć musiało 13 tirów - poza 300-kilogramowym słoniem, który podróżował drogą powietrzną

Wśród wiernych fanów musicalu są tacy, którzy oglądają spektakl kilka czy nawet kilkanaście razy

Pierwszy Upiór: Michael Crawford

Pierwsza Christine: Sarah Brightman

Średnia sprzedaż biletów: ponad 99 procent

Dotychczasowe wpływy: ponad 5.5 miliarda dolarów

Dotychczasowa widownia: ponad 130 milionów widzów

Sprzedaż wszystkich płyt z musicalem: ponad 40 milionów egzemplarzy

Beyonce też śpiewała w legendarnym musicalu

Musical Anrew Lloyd Webbera wystawiono w 27 krajach świata, w 150 miastach i przetłumaczono na trzynaście języków. 6 stycznia 2006 roku 7486. wystawienie „Upiora w operze” na Broadwayu pobiło rekord należący wcześniej do musicalu „Koty” - innego ponadczasowego dzieła z muzyką Andrew Lloyda Webbera. Tylko na Broadwayu „Upiór w operze” przyniósł wpływy rzędu 845 milionów dolarów (i zajmuje pod tym względem drugie miejsce w historii, ustępując jedynie musicalowi Disneya „Król Lew”).

23 października 2010 roku „Upiora w operze” wystawiono na West Endzie po raz dziesięciotysięczny. Na Broadwayu dziesięciotysięczny spektakl odbył się 11 lutego 2012 roku. Całkowite wpływy z musicalu przekroczyły zyski najbardziej kasowych produkcji filmowych, w tym „Titanica”.

„Upiór w operze” jest najdłużej granym musicalem w historii Broadwayu, drugim najdłużej granym na West Endzie (po „Les Misérables”) i trzecim najdłużej granym przedstawieniem teatralnym na świecie (po „Pułapce na myszy” Agathy Christie, wystawianej w Londynie nieprzerwanie od 1952 roku).

Musical zdobył ponad 70 znaczących wyróżnień teatralnych, m.in. trzy nagrody Oliviera i siedem nagród Tony, w tym dla najlepszego musicalu, a także 7 Drama Desk Awards oraz 3 Outer Critics Circle Awards). W 2002 roku otrzymał prestiżowe wyróżnienie przyznawane przez publiczność - Olivier Audience Award.

Album z premierową londyńską obsadą musicalu był pierwszą płytą musicalową w dziejach brytyjskiej fonografii, która znalazła się na liście przebojów od razu na pierwszym miejscu, a całkowita światowa sprzedaż ponad 40 milionów egzemplarzy uczyniła z „Upiora w operze” najlepiej sprzedającą się płytę z oryginalną obsadą w dziejach musicalu (sześciokrotna platyna w Stanach Zjednoczonych, dwukrotna platyna w Wielkiej Brytanii, jedenastokrotna platyna w Korei, dwukrotna platyna w Polsce). Podczas setnego spektaklu „Upiora w operze” w Białymstoku wręczona zostanie potrójna płyta platynowa „Upiora w operze” w Polsce.

24 czerwca 2006 roku w Las Vegas miała miejsce premiera zmodyfikowanej wersji musicalu, zatytułowana „Phantom: The Las Vegas Spectacular”. Skrócone do 95 minut i grane bez przerwy przedstawienie wyróżnia się wieloma efektami, ale jego największą atrakcją jest replika Opery Paryskiej o średnicy 24 m wybudowana za sumę 40 milionów dolarów (całkowity koszt produkcji wyniósł 75 milionów). Powstało najbardziej kosztowne widowisko muzyczne w historii - na terenie hotelu Venetian Resort zbudowano tylko z myślą o tej produkcji specjalny teatr.

Znany reżyser Joel Schumacher zekranizował musical w 2004 roku - kinowa wersja wyświetlana była w Polsce, a kompozytor unowocześnił dla filmu aranżacje orkiestry (Andrew Lloyd Webber był także producentem ekranizacji własnego musicalu). Nowa piosenka napisana specjalnie do filmu, „Learn To Be Lonely” była nominowana do Oscara 2005 (na oscarowej gali wykonała ją Beyonce).

Andrew Lloyd Webber może się poszczycić wieloma ekranizacjami swoich musicali. Poza „Upiorem w operze” były to także: „Jesus Christ Superstar” (1973 - reż. Norman Jewison), „Evita” (1996 - reż. Alan Parker, w rolach głównych Madonna i Antonio Banderas), natomiast sprzedaż edycji wideo musicalu „Koty” wydanej w 1998 roku przekroczyła 4 miliony egzemplarzy na całym świecie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny