Oddział covidowy w szpitalu przy Żurawiej w Białymstoku. Jak wygląda leczenie COVID-19? (ZDJĘCIA)

Izolda Hukałowicz
Izolda Hukałowicz
Leczenie pacjentów ma oddziale covidowym - Klinika Chorób Zakaźnych i Hepatologii USK w Białymstoku przy ul. Żurawiej. Izolda Hukałowicz
W niedzielę (29 listopada) mieliśmy możliwość zobaczenia, jak wygląda praca lekarzy i pielęgniarek na oddziale chorób zakaźnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ul. Żurawiej w Białymstoku. Rozmawialiśmy też z niektórymi pacjentami.

Dzięki uprzejmości dyrekcji szpitala oraz lekarzy z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii USK – prof. Roberta Flisiaka oraz prof. Tadeusza Łapińskiego – mieliśmy szansę zobaczyć, jak naprawdę wygląda praca personelu medycznego na oddziale covidowym. Widzieliśmy również, jak COVID-19 przechodzą osoby, które wymagają hospitalizacji.

Pierwsze wrażenie

W niedzielę (29 listopada) mieliśmy okazję zobaczyć pracę medyków w pawilonie C, gdzie znajduje się najwięcej łóżek dla pacjentów covidowych – 52, które rozmieszczone są na dwóch piętrach.

- Praktycznie wszystkie łóżka są zajęte – mówi prof. Tadeusz Łapiński, który oprowadzał nas po oddziale. – Dziś zwolniło się kilka, ale mamy niedzielę i były wypisy. Natomiast normą jest, że mamy pełne obłożenie.

To, co rzuca się w oczy po wejściu na oddział, to ogromne ilości środków dezynfekujących i ochrony osobistej – płynów, masek, kombinezonów, rękawic itp. Pod sufitami zamontowane są lampy sterylizujące i bakteriobójcze. Lampy takie stoją również koło dyżurki pielęgniarskiej. Pod każdą z sal, w których przebywają chorzy na COVID-19, leżą maty nasączone środkami dezynfekującymi.

To, co rzuca się w oczy, to również stan budynku. Szpital przy ul. Żurawiej wybudowany został w latach 60. i wyraźnie widać, że nie jest on dostosowany do współczesnych wymogów leczenia. Warunki są – delikatnie mówiąc – trudne.

"Umundurowanie" jak na wojnę

Na oddziale panuje ścisły reżim sanitarny. W strefie czystej trzeba nosić maseczki, natomiast w strefie brudnej obowiązuje pełne „umundurowanie”. Aby wejść do sal, w których leżą pacjenci, trzeba najpierw zdjąć własne ubranie, nałożyć różową koszulkę i spodnie, ochraniacze na stopy, kombinezon, specjalistyczną maseczkę, dwie pary rękawiczek, które są przyklejane do kombinezonu oraz przyłbicę.

Noszenie zegarków oraz biżuterii też nie jest wskazane. Aparat fotograficzny musieliśmy okleić folią, którą wyrzuciliśmy od razu po opuszczeniu strefy brudnej.

Lekarze i pielęgniarki, którzy udają się do chorych muszą dokładnie przemyśleć, co ze sobą wziąć, aby nie wracać do strefy czystej. To oznaczałoby powtórne przebieranie, a to zajmuje sporo czasu.

Poruszanie się w kombinezonie nie jest łatwe. Szybko robi się gorąco. Widoczność jest ograniczona, a słyszalność fatalna. Przebywaliśmy na salach krótko, natomiast lekarze, pielęgniarki i salowe pracują tu często godzinami.

Jeszcze inaczej wygląda praca na oddziale intensywnej terapii przy ul. Skłodowskiej, gdzie leżą pacjenci w bardzo ciężkim stanie. Pracę pielęgniarek na OIT już wkrótce opiszemy w oddzielnym artykule.

Odwiedziliśmy sale znajdujące się na jednym piętrze. Są to głównie sale 2-3 osobowe oraz izolatki. Po wyjściu z każdej z sal, obowiązkowo musieliśmy dezynfekować płynem klamki i rękawiczki.

Pacjenci oddziału covidowego

Pacjenci, których dziś spotkaliśmy byli w różnym wieku. Przeważały osoby starsze, ale było też kilka młodych osób po 30-tce.
Także stan pacjentów był zróżnicowany. Część osób powoli wracała do zdrowia i dopytywała się o wypisy. Były też tzw. pobyty rodzinne. Na jednej z sal leżał starszy pan, a na innej – jego żona.

Niestety, większość osób była w naprawdę ciężkim stanie. Podłączone do tlenu i urządzeń wspomagających oddychanie, łapały każdy oddech. Z niektórymi osobami nie było kontaktu. To rozdzierający serce widok, którego nie da się zapomnieć.

Prof. Łapiński opowiadał, że płuca niektórych pacjentów są praktycznie niewydolne. Śmiertelność w grupie takich pacjentów jest, niestety, bardzo wysoka.

- Koledzy anestezjolodzy opowiadają, że jeszcze nigdy w życiu nie widzieli takiej choroby jak COVID-19, w której potrafi dochodzić do tak gwałtownego załamania stanu pacjenta. Dosłownie w przeciągu godzin, a nawet minut – przyznaje prof. Łapiński. - Rozmawiasz z pacjentem, a po godzinie musi już być podłączony do respiratora.

Przy łóżkach pacjentów znajdują się instalacje tlenowe. Praktycznie wszyscy korzystają z tlenoterapii na którymś etapie leczenia. Podczas obchodu lekarze zawsze sprawdzają saturację pacjentów. Jeśli jest za niska, to znak, że trzeba podać tlen. Osłuchują też pacjentów w razie potrzeby, choć – jak mówi prof. Łapiński – w przypadku COVID-19 choroby „nie słychać” w stetoskopie.

Na wagę złota są respiratory, których jest za mało w szpitalu. Obecnie trwa instalowanie 8 dodatkowych respiratorów na Żurawiej.

Pacjenci, z którymi mogliśmy porozmawiać, na ogół powoli wracali do zdrowia. Mieli za sobą krótsze lub dłuższe pobyty. Za najbardziej traumatyczne wspominają momenty pogorszenia, kiedy nie mogli złapać oddechu. Teraz, tuż przed wypisami, najbardziej doskwiera im brak bliskich i samotność.

Personel oddziału covidowego

Lekarze i pielęgniarki okazują pacjentom wsparcie, choć sami są już przemęczeni. Jest ich po prostu za mało. Biorą dodatkowe dyżury, bo nikt nie chce przyjść pracować na oddziale covidowym. Są zmęczeni fizycznie i psychicznie. Spora część personelu chorowała na COVID-19.

Prof. Łapiński mówi – pół żartem pół serio – że gdy skończy się pandemia, to wszyscy wylądują na oddziałach psychiatrycznych. Przeciążenie fizyczne, ciągła styczność z ogromnym cierpieniem i śmiercią, a do tego zawirowania wokół ustawy covidowej, która – w obecnym kształcie – pomija lekarzy pracujących od początku pandemii na oddziałach zakaźnych – to wszystko sprawia, że frustracja medyków rośnie.

Mogliśmy się przekonać, że praca na Żurawiej to prawdziwy plac boju. W szerokim znaczeniu tego słowa. Walczą tu wszyscy – zarówno personel, jak i pacjenci. Oby ta walka trwała jak najkrócej. A dla tych, którzy tu trafią – oby zawsze kończyła się zwycięstwem.

Przeczytaj także:
Antyszczepionkowcy storpedują walkę z pandemią? Minimum 60 proc. Polaków musi się zaszczepić, aby zdusić Sars-COV-2

Skuteczność każdej z trzech szczepionek może być inna

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
JaOn

A wystarczyłaby 1/3 tych zdjęć. Wiele jest prawie niczym nie różniących się i nic nie wnoszących. Jak zwykle ilość a nie jakość się liczy. Amatorszczyzna to mało powiedziane

A
Abadon

Za symulowanie (w 94%) choroby u wielu istnień ludzkich, za pomocą nieprzydatnych do tego celu - testów, za namawianie lekarzy do złamania przysięgi hipokratesa, za zmuszanie mediów do prawienie kłamstwa i siania paniki oraz zamętu, za pomocą fake newsów i strachu, za nagradzanie celebrytów, kreujących fałszywe i dramatyczne role, za śmierć niewinnych osób, które nie doczekały pomocy lekarza ... czeka was trybunał - za ludobójstwo, zdradę stanu ... oraz tworzenie z wolnego państwa obozu koncentracyjnego !

Pod wieloma względami jesteście gorsi od nazistów, (ponieważ nikt przy zdrowych zmysłach nie atakuje narodu, którego interesy powinny stać ponad ideologią fetyszy), uda się skazać i was lekarzy dziennikarzy polityków, jako członków - zorganizowanych grup przestępczych.

Miała być walka z pandemią, której nie ma, a w efekcie mamy walkę z ludźmi w obronie upadającej ideologii pandemii ... Presja policji presja karetek na sygnałach, szerzenie nienawiści i podziału społecznego, to wasza wina !!!

Dodaj ogłoszenie