W piśmie pojawiają się zastrzeżenia pod kątem zachowania kierownik schroniska Anny Jaroszewicz. Autorzy podnoszą, że listem wyrażają „bezradności ogromny niepokój związany z sytuacją, jaka panuje” w Dolinie Dolistówki.
- Jako osoby na co dzień opiekujące się zwierzętami, nie możemy dłużej milczeć wobec tego, co się dzieje – piszą.
Pracownicy schroniska piszą o mobbingu
- W schronisku panuje atmosfera strachu i stresu. Pani Jaroszewicz dopuszcza się mobbingu wobec pracowników – krzyki, wyzwiska i ciągłe poniżanie stały się codziennością – czytamy w piśmie podpisanym „zaniepokojeni pracownicy Schroniska dla Zwierząt w Białymstoku”, jakie trafiło do naszej redakcji, ale też do białostockiego magistratu. A dalej: - Nakazano nam (…) podpisać się pod pismem, że mobbingu w schronisku nie ma. Wiadomo, że w obecności pracodawcy nie można odmówić wykonania takiego podpisu. Wiele osób nie wytrzymuje takiego traktowania i odchodzi z pracy i wolontariatu.
Autorzy pisma podnoszą także, że „praca w schronisku jest trudna i wymagająca, ale kiedy dochodzi do tego strach przed przełożonym, sytuacja staje się nie do wytrzymania. Pani Jaroszewicz nie okazuje szacunku ani zrozumienia dla problemów, z jakimi mierzą się pracownicy. Ciągłe napięcie odbija się na jakości pracy i – co najgorsze – na dobrostanie zwierząt.” Piszą też, że „mimo licznych skarg zgłaszanych przez pracowników i wolontariuszy, miasto do tej pory nie podjęło żadnych działań w celu rozwiązania problemu. Pracownicy wielokrotnie informowali o sytuacji, jednak sprawa jest ignorowana lub bagatelizowana. Taka postawa jedynie pogłębia kryzys i powoduje, że sytuacja w schronisku z każdym dniem się pogarsza.”
Kilka dni później dostaliśmy kolejny list, z którego wynika, że na teren schroniska weszły osoby postronne i… wyprowadziły z niego psa.
Kierownik schroniska mówi, że to pomówienia
Kierownik schroniska Anna Jaroszewicz odpowiada, że tego typu pisma pojawiają się od roku 2023 gdy złożyła doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez jedną z fundacji, z którą schronisko współpracowało. Fundacja zajmowała się opieką nad kotami oraz kastracją kotów.
- To są po prostu niepoparte niczym pomówienia mające na celu zdyskredytowanie mnie, jako kierownika schroniska i samego schroniska jako instytucji – komentuje Anna Jaroszewicz. - Od tamtego czasu notorycznie powtarzają się tego typu zgłoszenia uwag, zarzutów, donosy dotyczące pracy schroniska, które nie mają potwierdzenia w faktach – dodaje nasza rozmówczyni.
Odnosząc się do wyprowadzenia ze schroniska psa kierownik dodaje, że rzeczywiście ktoś wszedł na teren i „popełnił rzecz, której popełnić nie powinien”. Pies wrócił na swoje miejsce. Osoba sama się zgłosiła i psa oddała.
- Ale nie jest to ani wina schroniska, ani pracowników, ani moja. Trudno to zdarzenie rozpatrywać w kategoriach, które rzucają podejrzenia negatywne co do jakości pracy schroniska – podkreśla kierownik.
Miasto będzie badać sprawę
Schronisko „Dolina Dolistówki” podlega pod białostocki magistrat.
- W związku z zarzutami, które dotyczą mobbingu, kontaktów międzyludzkich powołany zostanie specjalny zespół do spraw mobbingu. W jego skład wejdą pracownicy urzędu miejskiego. Będą starać się zweryfikować te zarzuty, które pojawiają się pod kątem kierownik schroniska. I to zweryfikować je w taki sposób, żeby pracownicy, którzy będą o tym mówili, czuli się jak najbezpieczniej. Żeby mogli powiedzieć o tym, jak sytuacja wygląda faktycznie by można było te zarzuty odeprzeć bądź je potwierdzić – mówi nam Urszula Boublej, rzecznik prezydenta miasta.
Jednocześnie podnosi, że w efekcie zgłaszanych wcześniej zastrzeżeń magistrat przeprowadzał kontrolę dokumentów, a ta żadnych nieprawidłowości formalnych w schronisku nie wykazała.

