Mieszkańcy Kawaleryjskiej się boją. W opuszczonym budynku zamieszkali bezdomni. Ostatnio wzniecili pożar

Agata Sawczenko
Agata Sawczenko

Wideo

Zobacz galerię (27 zdjęć)
Rozpadający się komin, z którego cegły spadają na chodnik, brud, bałagan, rozsypujący się budynek. W takim sąsiedztwie żyją i pracują mieszkańcy ul. Kawaleryjskiej. Żyją w strachu, bo willę okupują bezdomni. W sobotę omal nie puścili go z dymem. - Gdyby pożar wybuchł w nocy, nie zauważylibyśmy go tak szybko - mówi Marcin Kamiński, sąsiad feralnej posesji.

Marcin Kamiński to właściciel Villi Nova – pensjonatu położonego tuż obok zaniedbanego budynku przy ul. Kawaleryjskiej 48. – Goście wciąż się skarżą na hałas, smród, awantury, które słychać aż u nas – mówi.

– I jeszcze ten sobotni pożar. Musieliśmy prać wszystkie firanki z tej strony pensjonatu – pokazuje jego żona Dorota Kamińska. – Szczęście w nieszczęściu, że wybuchł w dzień. Szybko zauważyliśmy ogień i zawiadomiliśmy straż pożarną. A gdyby to się stało w nocy, gdy wszyscy spali? Strach pomyśleć. Poszliby z dymem i ci bezdomni, i wszyscy sąsiedzi – dodaje.

Faktycznie, zabudowa jest tu bardzo zwarta. Dom stoi tuż koło domu.

Eleos. Bezdomni opowiedzieli o życiu. Te historie mogą się zdarzyć każdemu

Właściciele budynku wyprowadzili się stąd już kilkanaście lat temu. I zupełnie przestali się interesować tą nieruchomością. A ta – z roku na rok coraz bardziej niszczeje. O wystający, poszarpany dach – jak twierdzą sąsiedzi – nielegalnie postawionej dobudówki co i rusz zaczepiają większe samochody. Komin się sypie. Cegły niebezpiecznie spadają na podwórko państwa Kamińskich. Ściany są rozwalone, nie ma drzwi, sypie się tynk. A w budynku i na posesji – niewyobrażalne ilości śmieci: odpady, stare kartony, reklamówki...

Kilka lat temu opuszczony budynek upodobali sobie bezdomni. Przesiadują tu całymi dniami i nocami. Sąsiadom może by to i nie przeszkadzało, gdyby zachowywali się spokojnie. Niestety. Alkoholowe imprezy to tu codzienność. Nielegalni lokatorzy śmiecą, piją, hałasują. Pół biedy, żeby to tylko był hałas. Ale z domu przy Kawaleryjskiej 48 lecą takie słowne wiązanki, że aż uszy więdną.

Mieszkańcy mają już dość. Zgłaszali sprawy i na policję, i do Straży Miejskiej. Jak na razie – bez skutku. Bałagan jak był, tak jest. – A jak przyjeżdżają do bezdomnych, to tylko po to, by sprawdzić, czy są bezpieczni i nic im nie grozi. Nikt nie myśli o nas – denerwuje się Marcin Kamiński. – Mówią, że nic więcej zrobić nie mogą.

Bezdomnizm 3: Wystawa fotografii Pawła Pietruczuka

Sąsiedzi rozkładają ręce. Bo tak nie da się dłużej żyć. Szukają sposobów, by nakłonić właścicieli do uprzątnięcia terenu. – Gdy mieszkali tu, były z nimi kłopoty. Ale jak się wyprowadzili, są jeszcze większe – mówią.

A właściciel (nie chce podawać swoich danych) twierdzi, że wyprowadził się właśnie z powodu sąsiadów. I to nie on jest winny temu, jak wygląda dziś jego posesja. Tylko właśnie sąsiedzi. Skąd taki tok myślenia – nie wyjaśnia.

– Nie sprzedam nikomu działki za bezcen! – mówi tylko. I opowiada, że bezdomni nie chcą ani jego, ani żony, wpuszczać już dziś do domu. – Jeśli policja da mi ochronę, działkę uporządkujemy. Tyle mogę obiecać – mówi. Ale nie chce wyjaśnić, czy rozbierze ruderę, czy będzie ją remontował. – To nie pani sprawa! – ucina.

Więcej przeczytasz 24 maja w papierowym wydaniu Magazynu Porannego oraz na plus.poranny.pl

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Wiele lat temu właściciel tego przybytku uczył mnie kiedyś w ,,elektryku,, potem wziął się za biznesy i był tam sklep spożywczy.

No niestety jak jak się nie płaci dostawcom a trwoni pieniądze to biznes się szybko kończy. Czasami widuję jego ze swoją starą - jedno warte drugiego ale mimo wszystko przykry widok. A działka z roku na rok w coraz bardziej opłakanym stanie. Dziwne , że nie ma odpowiednich służb które są w stanie zmusić właściciela uprżątnięcia posesji i zabezpieczenia jej przed dewastacją. Syf w budynku to sprawa właściciela ale syn z podwórka ,,wylewa się,, już na ulicę. MASAKRA.

G
Gość

do wora i do jeziora

Dodaj ogłoszenie