Małgorzata Siwicka, psycholog. Wypadek pod Jeżewem, katastrofa śmigłowca na Białorusi.

Wojciech Wojtkielewicz
pracuje w straży granicznej jako psycholog.
pracuje w straży granicznej jako psycholog. Wojciech Wojtkielewicz
Małgorzata Siwicka pomaga rodzinom ofiar tragicznych wypadków i katastrof. Jako psycholog daje rady, wspiera i pociesza.

W Straży Granicznej pracuje od 15 lat. Trafiła tu po ukończeniu studiów. Zajmowała się badaniem kandydatów do służby i w końcu sama postanowiła założyć mundur. Jak wszyscy musiała przejść badania, testy sprawnościowe i psychologiczne. Te ostatnie w Warszawie, bo na miejscu nie miał jej kto zbadać.

- Wtedy sama rekrutacja była jednak dużo łatwiejsza niż teraz - przyznaje Małgorzata Siwicka.
Była jednym z pierwszych psychologów zatrudnionych w służbie mundurowej w Białymstoku. Teraz jest ich troje.

Służy radą nie tylko w sytuacjach zawodowych. Pogranicznicy często przychodzą do niej z prywatnymi sprawami, albo po prostu pogadać.

- Trudno powiedzieć i pokazać czym zajmuje się psycholog. Ja działam w sytuacjach, o których każdy z nas zwykle chciałby jak najszybciej zapomnieć - mówi mjr Małgorzata Siwicka.

Ocenia, kto się nadaje na pogranicznika

Bada predyspozycje ubiegających się do służby. Ocenia, kto nadaje się do pracy w straży granicznej, a kto powinien pomyśleć o innym zawodzie. I często wie o tym już na pierwszy rzut oka.

- Mam za sobą lata doświadczenia - przyznaje. - Ale i tak wszyscy przechodzą specjalistyczne testy, które weryfikują moje wrażenia.

Ocena psychologiczna to zmora kandydatów do wszelkich służb. Wiele, jeśli nie większość osób właśnie na tym etapie odpada. Testy są obowiązkowe, ale nie da się do nich przygotować.
- Najlepiej się jest po prostu dobrze wyspać i pisać prawdę. To wystarczy - radzi pani psycholog.
Kandydaci przez pięć godzin wypełniają różne zadania. Najpierw kwestionariusz biograficzny, potem test na inteligencje i dwa lub trzy testy osobowościowe. Psycholog nie bada jednak, czy ktoś jest zdrowy czy chory, ale tylko ocenia, czy może pełnić służbę, czy poradzi sobie z bronią i odpowiedzialnością.

- Badamy na przykład, czy jest odporny na stres, czy potrafi się komunikować i funkcjonować na granicy, czy potrafi podejmować sam decyzje. No i czy mówi prawdę - wymienia psycholog.
Straż graniczna, jak wszystkie zawody mundurowe, to dziś bardzo pożądana praca. Psycholog spośród setek kandydatów musi wybrać tych, którzy sprawdzą się najlepiej.
Do obowiązków mjr Siwickiej, oprócz pracy z kandydatami i pomocy funkcjonariuszom, należy też interwencja kryzysowa. To ona wzywana jest, jeśli w straży coś się dzieje, gdy zdarzy się użycie broni lub nadzwyczajny wypadek.

- Żyję pod telefonem. W kilkanaście minut musimy być gotowi do wyjazdu.

To była najtrudniejsza noc

Opiekowała się rodzinami oficerów, którzy zginęli w katastrofie półtora roku temu. Należący do straży granicznej śmigłowiec Kania rozbił się podczas rutynowego lotu 31 października 2009 roku, po białoruskiej stronie granicy, w rejonie miejscowości Wysokaje. Zginęła trzyosobowa załoga śmigłowca: chor. Marcin Bezubik, chor. sztab. Bartłomiej Bartnicki i por. Andrzej Żukowski.

- To była jedna z najtrudniejszych chwil w mojej pracy. Nie chciałabym, żeby się kiedykolwiek powtórzyła.

Major Siwicką wezwano, jak tylko przyszła informacja, że zaginął śmigłowiec. Było późne popołudnie. Miała się natychmiast stawić do oddziału. Dwie rodziny zostały w domach, a jedna z wdów czekała na informację na lotnisku. To właśnie nią musiała się zająć pani Małgorzata. Spędziła w hangarach całą noc.

- Stopniowo napływały informacje o tym, co się działo. Dowiadywaliśmy się, czy żyją. To trwało, bardzo długo trwało - wspomina.
Wiadomość o śmierci członków załogi dostali nad ranem. Wdowie przekazał ją jeden z kadrowców i kapelan.

- To ważne, żeby psycholog nie kojarzył się ze złymi wieściami - mówi Małgorzata Siwicka.

Najciężej rozmawiać o tragedii

Major Siwicką wezwano też do pomocy, kiedy 30 września 2005 roku pod Jeżewem rozbił się autokar z licealistami. Kierowca wyprzedzał wtedy inny samochód. Autobus zderzył się czołowo z jadącą z naprzeciwka lawetą. Wybuchło paliwo. W sekundę ogień zajął cały autokar. Zginęło trzynaście osób, w tym trzej kierowcy.

Małgorzatę Siwicką także wezwano tego dnia do pracy. Miała pomóc tym, którzy zostali w szkołach, rodzinom, uczniom i nauczycielom. Jej koledzy po fachu pracowali też na miejscu wypadku.

- To ważne, bo nie wiadomo, jak się człowiek zachowa w normalnych sytuacjach. Tym bardziej trudno jest przewidzieć, jak będzie w tych ekstremalnych. Dobrze jest, żeby zawsze był ktoś, kto pomoże nam te emocje puścić w dobry kanał. Na przykład, żeby nie zacząć kogoś obwiniać, żeby się nie ranić - mówi psycholog.

Wypadek pod Jeżewem był tym szczególniejszy, że dotyczył tak wielu osób. Dla wielu z nich, ci którzy tam zginęli to byli koledzy, znajomi z korytarza.

- Na tym etapie wszyscy traktowali ich jak członków społeczności. Niemalże jak członków rodziny. Mówili: ja chodzę do tej samej szkoły, to mogło się mnie dotknąć, mogłem jechać tym autobusem - dodaje.

Wspomina, że było wtedy wiele obaw. Nauczyciele nie bardzo wiedzieli, jak zacząć rozmawiać o tym, co się stało, ani co powinni powiedzieć uczniom. Wiele było pytań, tak naprawdę do nikogo. Nie ma na nie odpowiedzi.

- Na tym etapie każdy z nas potrzebuje potwierdzenia, że to, co czuje jest normalne, że może płakać albo nie płakać. Że może czuć żal albo nienawiść. I takie zapewnienie, że wszystko jest w porządku to już jest jakiś krok do przodu.

Psycholog jak rodzina

O tym, jak ważna jest praca psychologa najlepiej świadczy fakt, że dziś trudno sobie wyobrazić wypadek bez jego udziału. Specjaliści tego rodzaju są wzywani zawsze gdy dzieje się coś złego.

- Nie chodzi o to, żeby coś powiedzieć, pocieszyć. A raczej być z tą osobą, okazać wrażliwość w danej chwili - mówi mjr Siwicka.

Ludzie, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, często sami nie wiedzą czego potrzebują. Praca psychologa polega na tym, żeby umieć odczytać te potrzeby.

- Jedni potrzebują tylko naszej obecności. Zdarza się, że pełnię rolę dodatkowej rodziny. Inni z kolei liczą na to, że zrobię, usprawnię pewne rzeczy za nich, żeby łatwiej im było żyć w tym trudnym momencie - dodaje Małgorzata Siwicka.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.