Lipowa nie tylko od parady

Tomasz Mikulicz [email protected] tel. 85 748 95 54
Pomnik na Lipowej
Pomnik na Lipowej
Pozostaje mieć nadzieję, że sobotnie odsłonięcie rzeźby to początek pozytywnych zmian na Lipowej. A do zrobienia jest tu naprawdę dużo.

Wiosną pisaliśmy jak na marionetce siedzącej na rzeźbie Maski u wylotu ulicy Suraskiej do placu Uniwersyteckiego ktoś zaczął umieszczać ciekawe nakrycia głowy. Pojawił się tam np. kapelusz przypominający ten noszony przez zmarłego w marcu Wiktora Wołkowa. Kiedy nasza piłkarska reprezentacja grała mecze na Euro, ktoś ozdobił rzeźbę biało-czerwonymi barwami. Chociaż ostatnio nowych czapeczek nie było, Maska stała się na chwilę miejscem, gdzie białostoczanie w happeningowy sposób komentowali wydarzenia. I dobrze by było, gdyby taka sama sytuacja zdarzyła się w przypadku nowej białostockiej rzeźby. Stoi przy ul. Lipowej przed sklepem Finezja. Warto się przy tej okazji zastanowić, czy rzeźba w jakiś sposób ożywi wyremontowaną właśnie ulicę. Dziś nie jest z tym najlepiej.

Zdawać by się mogło, że poszerzenie chodników załatwi sprawę i białostoczanie będą po Lipowej tłumnie spacerować. Tymczasem ulica jest niemal pusta (oczywiście jeśli weźmiemy pod uwagę, że mówi się o niej jako najważniejszym trakcie w mieście). Odpowiedź jest prosta i już wielokrotnie przytaczana. Ci, którzy odwiedzali Lipową, by "połazić po sklepach" wybierają galerie handlowe. Poza tym, przy ulicy jest zbyt dużo banków, aptek i salonów optycznych, by poważnie myśleć o przyciągnięcie tu kogoś dla czystego relaksu. Na pierwszy rzut oka widać brak stylowych knajpek i restauracji. Lokale gastronomiczne przy Lipowej co prawda istnieją, ale tylko w części od skrzyżowania z ul. Malmeda do Rynku Kościuszki. Ten fragment jest jednak tak zrośnięty z Rynkiem Kościuszki, że w ocenie ul. Lipowej jako całości właściwie nie powinien być brany pod uwagę. Idąc więc od skrzyżowania z ul. Malmeda w stronę kościoła św. Rocha gastronomii mamy jak na lekarstwo. Zaraz przy skrzyżowaniu zlokalizowana jest naleśnikarnia i restauracja sushi. Dalej są tylko dwie knajpki - jedna naprzeciwko nowej rzeźby i druga - vis-a-vis - księgarni naukowo-technicznej. I niestety, to wszystko. Sytuację nieźle symbolizuje lokal przy ul. Lipowej 37. W oknach od bodaj dwóch lat wisi informacja, że "tu powstanie restauracja", tymczasem w szczycie budynku powieszono reklamę jeszcze jednego banku, który powstał niedawno w lokalu obok.

Ktoś może jednak powiedzieć, że ewentualna zmiana banków na lokale gastronomiczne to indywidualna sprawa właścicieli, którzy dają poszczególne lokale pod wynajem. Otóż, nie do końca. Znaczna część pomieszczeń należy bowiem do gminy, która ma możliwości sterowania polityką lokalową. Potrzeba jednak do tego zdeterminowania i innego podejścia niż do tej pory.
Załóżmy, że Zarząd Mienia Komunalnego ogłasza przetarg, w którym warunkiem jest to, że przyszły najemca będzie prowadzić stylową restaurację. Znajduje się chętny, który wygrywa przetarg i zaczyna się do lokalu wprowadzać. Pewnego dnia spotyka jednego z mieszkańców budynku, w którym będzie prowadził działalność. Wiadomo, że lokale znajdują się w parterach, nad którymi mieszkają ludzie. A ci ostatni mają w rękach ogromną broń. Przynajmniej połowa z nich musi wyrazić zgodę na sprzedaż alkoholu, inaczej przedsiębiorca nie dostanie koncesji. Pół biedy, jeśli część mieszkań jest komunalna. Jeśli ZMK chce by alkohol był, to mieszkańcy lokali komunalnych są "z ustawy" za. Rzadko zdarza się jednak tak, że komunalni stanowią ponad 50 procent mieszkańców. W większości przypadków przedsiębiorca jest więc na łasce tych, którzy mają mieszkania własnościowe i nie życzą sobie alkoholu. Urzędnicy ZMK rozkładają ręce i mówią, że nic nie mogą zrobić. A żeby rzetelnie podejść do wynajmu lokali pod knajpki musieliby pomyśleć o tym wcześniej. Powinni zanim rozpiszą przetarg dogadać się z mieszkańcami, by ci dali zapewnienie na piśmie, że zgodzą się na alkohol. Wiadomo, że takie dogadywanie się będzie szło jak po grudzie, ale warto spróbować.

Władze miasta mają większą siłę przebicia niż pojedynczy przedsiębiorca. Mogą np. powiedzieć, że "jak się zgodzicie, zbudujemy wam parking". Jakiś czas temu miałem przyjemność rozmawiać z szefem jednej z wspólnot mieszkaniowych. Powiedział wprost: "Jeśli prezydent chce, by w centrum były knajpy, najpierw musi dać nam coś w zamian. Niby dlaczego mamy za darmo znosić knajpiane hałasy?"

Obecnie przedsiębiorca najczęściej musi się ugiąć przed władzą mieszkańców. Jakby tego było mało, urzędnicy wymagają, by najemca zaczął płacić za lokal zaraz po rozstrzygniętym przetargu. Podczas gdy logika nakazuje, że opłaty powinny być pobierane od dnia otwarcia lokalu dla klientów. Wcześniej przedsiębiorca przecież nic nie zarabia.

Kolejną urzędniczą barierą są ceny wynajmu. Pomimo zapewnień władz, bynajmniej nie są one niskie. A trzeba pamiętać, stylowe knajpki nie zakładają raczej bogacze, lecz ludzie z pasją, którzy niekoniecznie "śmierdzą groszem". Urzędnikom łatwiej jednak dać wysokie ceny wynajmu i czekać aż lokal przejmie jakiś bank lub sklep odzieżowy. Przynajmniej nie będzie problemu z policją, którą wzywać będą ci z okolicznych mieszkańców, którzy nie lubią hałasów. Szczególnie po godz. 22.

Oczywiście, kłody rzucane pod nogi tym, którzy chcieliby wynająć lokale pod knajpy to tylko jeden z powodów obumarcia Lipowej. Jednak, moim zdaniem, najważniejszy. Kolejne to np. zbyt mała liczba ławeczek (chociaż ostatnio sytuacja się nieco poprawiła) i sama ich forma. Wyglądają jak te ustawiane w parkach, a nie w przestrzeni ulicznej. Moim zdaniem, decydentom za wzór powinny służyć ławki ustawione na Rynku.

Lipowa, podobnie jak Rynek Kościuszki, została ogołocona z zieleni. O ile w przypadku Rynku jest to w miarę uzasadnione (odbywają się tam koncerty), to na Lipowej - nie. Parkowe ławki wśród betonu nie zachęcają raczej do siedzenia. Inaczej by było, gdyby rosły przy nich drzewa dające cień. Z drugiej strony, może kiedyś posadzone tu lipy wyrosną na tyle, by można było mówić o zielonej Lipowej. Oczywiście zakładając, że rozłożyste konary nie będą przycinane. Ale pewnie będą, bo drzewa rosną blisko jezdni. I tak koło się zamyka.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że dzisiejsze odsłonięcie rzeźby to początek pozytywnych zmian na Lipowej. A do zrobienia jest tu naprawdę dużo. Władze mogłyby zacząć od zamknięcia Lipowej dla ruchu kołowego i przemienienie jej w deptak. Z Rynkiem Kościuszki się udało, to i Lipową też powinno. Zwłaszcza, że planowane są alternatywne trasy. Chodzi o budowane właśnie przedłużenie ul. Białówny i planowane przebicie ul. św. Mikołaja do Krakowskiej.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie