Krzysztof Gierałtowski - wybitny artysta mieszka u nas

Agata Masalska [email protected]
Bardzo lubię spędzać czas na Suwalszczyźnie – mówi Krzysztof Gierałtowski. – Tutaj odpoczywam i nabieram sił do dalszej pracy.
Bardzo lubię spędzać czas na Suwalszczyźnie – mówi Krzysztof Gierałtowski. – Tutaj odpoczywam i nabieram sił do dalszej pracy. Helena Wysocka
Udostępnij:
Krzysztof Gierałtowski - wybitny portrecista wybitnych Polaków osiadł na nadwigiers-kiej skarpie, choć mógłby mieszkać w luksusie, w sercu tętniącego życiem miasta. - Szedłem tropem wspomnień - mówi.

W dzieciństwie Krzysztof Gierałtowski spędzał nad Wigrami wakacje. Później wrócił nad jezioro z dziewczyną, aby popływać żaglówką.

- Zapadł zmrok - wspomina fotografik. - Nagle przestało wiać, musiałem dobić do brzegu. A rano, gdy zobaczyłem wijącą się przez pola srebrną drogę, uznałem, że to najpiękniejsze miejsce na ziemi. Poszedłem więc handlować ziemię do chłopa.
Krzysztof Gierałtowski zauważa, że jego historia zatoczyła koło. Po latach "tułaczki" wrócił na ziemie, gdzie mieszkali jego przodkowie.

Ksiądz święcił po kolei

Dziadek portrecisty był organistą w Bakałarzewie. W czasie I wojny światowej wyjechał do Moskwy. Swoją sześcioosobową rodzinę zawiózł tam saniami.

- Z czasów moskiewskiego niedostatku pochodziła niebywała zręczność mojego ojca - wspomina fotografik. - Za pomocą patyka ze sznurkiem potrafił upolować gołębia jednym ziarnem zboża.

Rodzina wróciła do Bakałarzewa pierwszym transportem. Ojciec Krzysztofa służył w 41. Suwalskim Pułku Piechoty im. Józefa Piłsudskiego. Pod koniec lat 50. Gierałtowscy przenieśli się do Warszawy. Krzysztof miał wówczas kilka lat. Mówi, że zawsze jakoś dziwnie ciągnęło go na Suwalszczyznę.

Czterdzieści lat temu przyjechał z dziewczyną, aby żaglować na Wigrach. Noc spędził na skarpie w Mikołajewie. I tam właśnie postanowił zakupić kawał ziemi. Z jej właścicielem porozumiał się szybko, ale formalności związane z transakcją załatwiał przez trzy lata. W końcu, gdy wydawało się, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik, rolnik chciał zerwać wstępną umowę. Okazało się bowiem, że ówczesny wojewoda suwalski wytyczył kawał pola na dacze dla prominentów. Oczywiście, ta "rezerwacja" objęła też działkę, którą chciał kupić Gierałtowski.

- Wkurzyłem się niepomiernie - wspomina. - Pojechałem do urzędu, aby upomnieć się o swoje, ale wojewoda się upierał. Dopiero, gdy zagroziłem, że ściągnę mu na głowę rzeszę warszawskich dziennikarzy, przestraszył się i zmienił zdanie.

Wojewoda podzielił ziemię na dziewięć części. Jedną z nich, za dziesięć tysięcy złotych zakupił Krzysztof Gierałtowski. Pozostałe przypadły zasłużonym towarzyszom, m.in. zastępcy komendanta wojewódzkiego MO, przedsiębiorcy i dyrektorowi partyjnej szkoły.
- Kolejnych kilka lat, w warszawskim mieszkaniu, na kartonach rysowałem plany niewielkiej daczy nad Wigrami - dodaje.

Wybudował ją jako ostatni. Nim się wprowadził, zaprosił biskupa Jana Chrapka, aby poświęcił domek. Gdy duchowny dowiedział się, kto mieszka w sąsiedztwie, chwycił kropidło i wybiegł na drogę.

- Święcił po kolei - śmieje się rozmówca. - Żałował, że tak mało wziął wody.

Mało zdolny i leniwy

Krzysztof Gierałtowski ma artystyczną duszę. W młodości próbował swoich sił w szkole filmowej, ale bez powodzenia. Mówi, że wyleciał z niej jako mało zdolny i leniwy.

- Ale Andrzej Wajda, jeden z moich ówczesnych wykładowców zauważył, że przejawiam buntownicze podejście do fotografii - wspomina. - Postanowiłem to wykorzystać.

Przeszedł krzyżową drogę fotoreportera dokumentującego przecięcia wstęg czy dygnitarskie uściski dłoni i radosne pochody. Nazwisko "zrobiły" mu fotografie mody dla kultowego wówczas miesięcznika "Ty i Ja". Ale wciąż czegoś brakowało. Dopiero w 1970 roku wygrał los na loterii. Trzeba było sportretować słynnego matematyka Hugona Steinhausa. - Kolegom z branży nie chciało się tłuc do Wrocławia - opowiada. - Wysłali więc młodego, czyli mnie.

Od tego czasu wykonuje przede wszystkim portrety. Uważa, że tylko ludzie warci są maksymalnego wysiłku. W głowie ma spis nazwisk osób, których chciałby uwiecznić na swojej fotografii. - Portretu nie robi się mgnieniem "oka" - poucza. - Potrzebne są skrajne emocje. Trzeba kochać, albo nienawidzić człowieka przed kamerą i wyrazić to za pomocą tej skrzynki.

Na portretach wchodzą do Sejmu

Nad Wigrami spędza tyle czasu, ile może. Bywa od wiosny do później jesieni, ale też zimą. Rozpala wówczas w kominku i rozparty w fotelu, ze szklaneczką rumu, czy fajką napawa się ciszą i odpoczywa.

Nie stroni od ludzi. Pod gościnną strzechę trafiają miejscowi, ale też wiele osób z pierwszych stron gazet. Gospodarz daczy na nadwigierskiej skarpie gościł np. Stanisława Tyma, a nawet prezydenta Bronisława Komorowskiego.

- Trzykrotnie wchodził na moich portretach do Sejmu - dodaje bez cienia fałszywej skromności.

W minionym roku podjął walkę z urzędniczą machiną, aby bronić nadwigierskiej przyrody. Okazało się bowiem, że jeden z sąsiadów chce rozbudować swoją altanę. Zamiast małej daczy na skarpie miał stanąć okazały dom. - Barbarzyństwo - nie kryje oburzenia.- Planowali wyciąć kilka 30-letnich drzew. Czy tutaj nikt nie myśli?

Blisko rok skarżył kolejne decyzje ówczesnego wójta. Dzięki wrodzonemu uporowi wygrał. W końcu minionego roku urzędnicy umorzyli postępowanie. - Będę patrzył im na ręce - zapowiada. - Nie pozwolę, aby tak piękny zakątek ziemi traktować po macoszemu.

Kradnie cudze doświadczenia

Krzysztof Gierałtowski ma na swoim koncie wiele wystaw w kraju oraz za granicą i szufladę odznaczeń. Mówi, że najlepszym wyjściem byłoby powiedzieć stop.

- Dostrzegam szereg mankamentów mej dotychczasowej pracy - mówi portrecista. - Bardzo często nie potrafiłem dotrzeć do właściwego człowieka. Okazywałem się zbyt zmęczony, brakowało mi szczęścia, albo obiektywu.

Dlatego pracuje dalej. Od kilku lat dokumentuje Suwalszczyznę. Robi nad-wigierskie pejzaże i portrety mieszkańców z Czerwonego Krzyża, którzy widzieli, jak "Ruskie zabijali ich krewnych". W bogatych zbiorach fotografika jest też zdjęcie leśniczego z Krzywego, którego ojciec był organistą i rolnika przy starej, chylącej się ku ziemi chacie. Na zdjęciach są głównie ludzi starzy. To nie przypadek. - Chciałem ukraść ich doświadczenie - tłumaczy. - Mam nadzieję, że się udało.

Czy i kto zdjęcia wykorzysta, nie wiadomo. Gierałtowski miał w naszym regionie tylko dwie wystawy. Kilka lat temu pokazał swoje portrety w bakałarzewskim ośrodku kultury. Później - w klasztorze wigierskim. Więcej ofert nie otrzymał.

- Być może miejscowym nie podobają się moje fotografie - zastanawia się. - A może mnie po prostu nie lubią? Wszak zrobione przeze mnie portrety stają się moim portretem. Inaczej przecież się nie da.

Znani Polacy związani z Suwalszczyzną Na Suwalszczyźnie mieszka kilka osób z pierwszych stron gazet. Posiadłość ma tutaj m.in. Prezydent RP Bronisław Komoro-wski, rzeźbiarz Andrzej Strumiłło i znany satyryk Stanisław Tym. W naszym regionie domy mają także król disco polo Radosław Liszewski, złoty medalista w skokach narciarskich Wojciech Fortuna, rzeźbiarz Alojzy Nawrat oraz poseł Janusz Palikot.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

s
syk

Może zrobic tak by w Wigierskim Parku mogli mieszkać tylko ARTYŚCI , bo to jest kolejny pan artysta typu Strumily !

Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie