Jerzy Maksymiuk o konflikcie w Operze i Filharmonii Podlaskiej

Anna Kopeć
Jerzy Maksymiuk
Jerzy Maksymiuk
Udostępnij:
Orkiestra nie może pozostać w przeświadczeniu, że jej wszystko wolno - mówi Jerzy Maksymiuk, jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów.

Co Pan myśli o konflikcie Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego z orkiestrą Opery i Filharmonii Podlaskiej?
Jerzy Maksymiuk:
Otrzymałem wiele maili od obu skonfliktowanych stron z prośbą o poparcie. Nie odpowiedziałem na żaden z nich. Dokładnie nie znam tych relacji. Wiem, jednak, że był to problem personalny, a te są zawsze najtrudniejsze do rozwiązywania. Trudno jest mi to oceniać, ale coś musiało być na rzeczy, skoro strony nie mogły się zaakceptować.

Panu zdarzały się konflikty z zespołem?
- Owszem, były pewne nieporozumienia. Wynikały one z tego, że jestem wymagający. Rzecz polega na tym, że muzycy muszą wiedzieć, jakie są intencje dyrygenta. Być może tego tu zabrakło. Jeżeli zespół rozumie, że chodzi o muzykę, jej ukochanie, powinien umieć wybaczyć różne zachowania. Na ogół tak jest.

Kto zatem jest winny?
- Przede wszystkim naganne jest to, że konflikt zaszedł tak daleko. W takich sytuacjach należy reagować natychmiast. Może marszałek nie powinien dopuścić do tego, aby sytuacja rozwijała się w takim nieprzyjemnym kierunku? Protesty przed budynkiem, próby na których przez półtorej godziny nikt nie podjął się grania, to jest niepojęte i szkodliwe dla wizerunku całej instytucji. O tym konflikcie mówiono w całej Polsce. To przykre, że Białystok pokazany był w takiej odsłonie. To absolutnie nie powinno się wydarzyć.
Wiele orkiestr z Polski wspierało naszych filharmoników w tym proteście.
- Zwykle orkiestry popierają się wzajemnie. Trzeba jednak pamiętać, że sztuka nie znosi absolutnej demokracji. Koncert to akt twórczy, dyrygent ma dojść do określonego efektu. Cieszyć się muzyką i ucieszyć nią innych.

Jak Pan ocenia poziom naszej orkiestry?
- Niewątpliwie przez ostatnie 14 lat jej poziom relatywnie się podniósł, zespół ma duży potencjał. Ogromna w tym zasługa Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego i koncertmistrza Stanisława Kuka, który wpłynął na etos pracy w zespole. Pan Nałęcz włożył w działanie całej instytucji mnóstwo pracy, zapisał się jako świetny menedżer. Trzeba o tym pamiętać.

Tymczasowym dyrektorem jest muzyk z orkiestry Grzegorz Puchalski. Czy to dobre rozwiązanie tego konfliktu?
- Tą decyzją racja została przyznana orkiestrze. Chyba bezpieczniej byłoby gdyby tę funkcję sprawowała osoba z zewnątrz. Ważne, aby dwie strony miały na uwadze wspólne dobro, orkiestra nie może pozostać w przeświadczeniu, że jej wszystko wolno.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

k
koncertmiszcz skszypiec
"Co Pan myśli o konflikcie Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego z orkiestrą Opery i Filharmonii Podlaskiej?
Jerzy Maksymiuk: Otrzymałem wiele maili od obu skonfliktowanych stron z prośbą o poparcie. Nie odpowiedziałem na żaden z nich. Dokładnie nie znam tych relacji. Wiem, jednak, że był to problem personalny, a te są zawsze najtrudniejsze do rozwiązywania. Trudno jest mi to oceniać..."
Wiec jak w takim razie odniesc sie do takiej opinii Kevina Kennera, osoby ktora byla kompletnie zielona w temacie??!!
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie