Jan Paweł II i ja - rozmowa z Szymonem Hołownią

rozmawiała Marzana Łozowska
Całe Jego życie, dzieło, metoda były oparte na jednej prostej rzeczy: budowaniu relacji między ludźmi.
Całe Jego życie, dzieło, metoda były oparte na jednej prostej rzeczy: budowaniu relacji między ludźmi.
Chciałbym, aby Jan Paweł II dobrze myślał o mnie. W relacjach, jakie buduję z Nim jako ze świętym, kiedy się do Niego modlę.

Kurier Poranny: Tak wiele, a może tak mało powiedziano w ostatnich dniach o Janie Pawle II. Co Panu przy okazji 30. rocznicy wyboru Polaka Papieża wydaje się ważne?

Szymon Hołownia: Znalezienie środka między akademiami i zbiorowymi modlitwami o beatyfikację Jana Pawła II a odnalezieniem osobistego Jana Pawła II, zbudowaniem konkretnej relacji z Nim w życiu każdego z nas. Całe Jego życie, dzieło, metoda były oparte na jednej prostej rzeczy: budowaniu relacji między ludźmi. Najpierw spotkanie z człowiekiem, akceptacja, a dopiero później rozmowa o prawdach wiary, poglądach. My też powinniśmy nawiązać z Nim właśnie taką kompletną relację. Najpierw się z Nim spotkać, zauważyć Jana Pawła II jako człowieka, odkryć Go dla siebie, spróbować znaleźć własny sposób, jak będziemy z Nim rozmawiać, jak do Niego modlić. Powiedzieć Mu to, co chcemy powiedzieć, i nadstawić uszu na to, co On miał nam do powiedzenia, sięgnąć po książki, wywiady, nagrania. Jeśli otoczymy Go szczelnie płaszczem kultu, wyjdziemy z założenia: to był wielki Papież, wielki Polak i ja muszę przyjąć wszystko to, co mówił, bez cienia wątpliwości, a jak nie, to uciekam, nie jestem godzien, nie nadaję się, to za wielka postać, a ja taki maluczki - stracimy wielką szansę. Papież patrzy na nas z góry, pytając, kiedy przestaniemy składać Mu hołdy albo przed Nim uciekać. Kiedy zaczniemy z Nim rozmawiać.

Ale do przeciętnego Polaka mimo wszystko bardziej przemawiają papieskie kremówki, wzrusza się, kiedy po raz kolejny widzi Jana Pawła II spacerującego w Tatrach. Gdyby zapytać o przesłania, myśli ukochanego Ojca, encykliki, pewnie zapadłaby długa cisza.

- Nie można od ludzi oczekiwać, aby tęsknili za encyklikami, można tęsknić za człowiekiem. Jeżeli relacja ma być kompletna, nie da się wyciąć z niej emocji.

Czyli tego, co kochamy.

- Czytałem niedawno świetną książkę, "Jan Paweł II w polskiej literaturze". Świadectwa wielu ludzi, teksty od Mirona Białoszewskiego po Dorotę Masłowską, wielu dziennikarzy, ale i ludzi w ogóle mi nieznanych, którzy pokazywali, co On w nas budził. Miesza się tam zachwyt, głęboka refleksja, czyste wzruszenie, akty wiary, ale i sporo rozemocjonowanej grafomanii. Tak było i tak będzie, to bardzo ludzkie. Pytanie, czy my te wszystkie elementy jesteśmy w stanie zebrać w całość? Czy zdajemy sobie sprawę, że mieliśmy do czynienia z człowiekiem, a nie z sumą poglądów, czy umiemy jak ludzie na to odpowiedzieć?

Mówi Pan o ludziach bardzo ciepło. Rozumiem, że nie zgodzi się Pan z twierdzeniem Jacka Pałasińskiego, że Polacy zdradzili Papieża?

- To absurdalna teza, ludzie to nie roboty, które mają wykonywać zaprogramowane czynności, do których wprowadza się dane, a po kwadransie mają one wypluć z siebie wnioski. Pisarz Piotr Wojciechowski porównał odejście Papieża do sytuacji, gdy z klasy wychodzi mistrz, nauczyciel. Zostawia nam na tablicy równanie do rozwiązania. Nie ma sensu pogrążać się w rozpaczy i urządzać niekończących się wspominków, ale nie da się też zapomnieć, że On właśnie dlatego czegoś nauczył, że był niezwykłym człowiekiem. Emocje umrą razem z nami, którzyśmy Go pamiętali. Ale dziś mamy prawo je mieć. Podobnie jak poczucie odpowiedzialności za dzieło, które zostawił, a którego nie zdążył skończyć. Powtarzam: te dwa wymiary trzeba zintegrować, a nie tracić czas na jeremiady, że "tylko kremówki" lub "tylko encykliki". Pogrążanie się w takich sporach jest dla nas bardzo wygodne. Mamy poczucie, że "odbębniliśmy" pamięć po Janie Pawle II, bo przecież pochyliliśmy się z troską nad recepcją Jego dziedzictwa, a tak naprawdę nie zrobiliśmy nic konkretnego, nie zmieniliśmy świata, nie posunęliśmy do przodu refleksji, nagadaliśmy się o Papieżu, urobiliśmy się po łokcie, kłopot w tym, że przy biciu piany.

Wypowiedział Pan zdanie, aż skóra cierpnie: Kiedy my umrzemy. Oczywiście, umrzemy. Ale Pan jest młody. Co Pan powie uczniom z tej klasy, jeśli za kilkadziesiąt lat zaproszą Pana na spotkanie, a tablica będzie czysta?

- Kiedy myślę o tym, co będzie z pamięcią po Janie Pawle za sto czy dwieście lat, przestaję być wielkim przeciwnikiem tych pomników, które się dziś stawia. Za pięćdziesiąt lat będę starcem albo będę na tamtym świecie. A za lat sześćdziesiąt albo sto nie będzie nikogo, kto widział i przeżywał pontyfikat Papieża Polaka. Nie będzie tych, którzy będą mogli o tym opowiedzieć. Zostaną książki, filmy, kościoły. Ale we wspólnej przestrzeni, dla tych niezainteresowanych religią, znakiem przypominającym Jana Pawła II będą właśnie pomniki.

To będzie to świadectwo.

- Memento. Teraz to może nas drażni i porusza. Ale minie wiek, ktoś będzie szedł ulicą. Zatrzyma się. Pomyśli: Czyj to pomnik? Co to był za człowiek? I ten pomnik gdzieś go zaprowadzi, bo pomników żywych już nie będzie.

Mówi Pan o Polakach, katolikach, ludziach, którzy Go kochają. Trwa obecnie dyskusja, czy 16 października, dzień wyboru Polaka na Stolicę Piotrową, powinien być świętem narodowym. Uważa Pan, że tak?

- Po pierwsze, chcemy Go czcić jako świętego. I święto kościelne, które będziemy mieli z całą pewnością, kiedy zostanie kanonizowany, to absolutnie fundamentalna dla nas sprawa. Natomiast jeśli chcielibyśmy wprowadzić kolejne święto państwowe, to mam co do tego wątpliwości.

Nie będzie miało takiej rangi?

- Naród ma oczywiście prawo ufundować sobie takie święto, ale osobiście jestem zdania, że najlepiej uczcimy Jana Pawła II, pracując, a nie zastanawiając się nad tym, jak zorganizować sobie kolejny dzień wolny.

Jeszcze raz przeczytałam testament Jana Pawła II. Słowo "Naród" napisał wielką literą, tak jak słowo "Kościół". Jakie to romantyczne.

- Nie dostrzegam w tym romantyzmu, raczej "duchowy pragmatyzm". Pragnienie, żeby naród - podobnie jak Kościół - był czymś więcej niż zbiorowiskiem czy grupą zadaniową, żeby był grupą ludzi, których łączy coś więcej niż tu i teraz.

Pan powtarza, że Ojciec Święty był człowiekiem świata, chociaż Zachód tak Go nie gloryfikuje.

- Święty Paweł też był postacią kontrowersyjną, niejednoznaczną i właśnie dlatego tak chętnie przywoływaną, analizowaną. Papież też wielokrotnie pokazywał, że czymś, co Go - przepraszam za słowo - "kręci", nie jest składanie Mu hołdów, ale dyskusja, żywa wymiana poglądów, również z tymi, którzy inaczej rozumieją świat. Wśród krytyków Papieża byli tacy, którzy, gdy przedstawił swoje stanowisko, reagowali dąsem, prychaniem i komentarzami o "papieskim triumfalizmie", ale byli też i tacy, którzy podejmowali to wyzwanie.

A jeśli idzie o Polaków, warto, byśmy też pamiętali, że - jak pisał cytowany już Piotr Wojciechowski - nie jest tak, iż wraz ze śmiercią Jana Pawła do grobu złożono w trzech trumnach życie duchowe Polski, jej kulturę i geniusz narodu. To nie tak, że odszedł wielki wódz, a my zostaliśmy z bandą głupawych sierżantów. Chcielibyśmy jak sycylijska płaczka rzucać się na trumnę, mimo że ona dawno zakopana, i dalej zalewać się łzami. Spędzać życie na rozczulaniu się nad sobą, a nie nad zmarłym. Chciałbym, byśmy przy okazji takich rocznic przestali drzeć szaty, krzyczeć: Polacy kochają Papieża, ale Go nie słuchają! Przecież dojrzała relacja polega na tym, że wszystkie wymiary są zintegrowane. Mieszczą się w niej i emocje, i praca, i uczucie, i refleksja, i uśmiech, i smutek. Myślę, że Jan Paweł II wzywa nas dziś przede wszystkim do dojrzałości. Mamy święte prawo, by tęsknić, i równie święty obowiązek, by wziąć się do roboty.

A Mistrz? Jak na nas patrzy, jak nas ocenia?

- Nie wiem, co myśli o narodzie polskim i jak na niego spogląda. Chciałbym, aby dobrze myślał o mnie. W relacjach, jakie buduję z Nim jako ze świętym, kiedy się do Niego modlę, kiedy rozmawiam z Nim o ważnych sprawach z życia. Jana Pawła II trzeba dzisiaj urealnić. Chodzi o to, aby był obecny w życiu każdego z nas.
Kolejne tomy z cyklu "Jan Paweł II a życie narodu" do niczego nas nie doprowadzą. Czas, by każdy z nas zaprzyjaźnił się z naszym Papieżem osobiście.

Dziękuję za rozmowę.

Szymon Hołownia - dziennikarz i publicysta. Znany z nowatorskiego podejścia do pisania na tematy religijne. Przez świeckie media uznany za eksperta w tematach dotyczących Kościoła katolickiego, występuje w roli komentatora i krytyka.
Jest dyrektorem programowym kanału Religia.tv, publikuje w tygodniku "Newsweek Polska". W tym tygodniu ukazała się jego najnowsza książka - "Ludzie na walizkach".

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
aaa

to ten co o maralności rozpowiada a sam utrzymuje laskę co dla jego kasy zrobiła sobie dzieciaka i jeszcze powiedziała, że jej mąż ma któtkiego? wstyd panie hołownia

G
Gość

Istotnie, można powiedziec tylko tyle, że bardzo konkretne słowa dla ludzi wierzących. Ci co nie wierzą i tak tego nie zrozumieja albo w ogóle nie przeczytaja.

e
ebka

konkretnie , jasno i na temat- bardzo mi się podobała ta wypowiedz - z ciekawością siegnę po najnowszą książkę, tak jak z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy w blogu prowadzonym przez Szymona

Dodaj ogłoszenie