Bandyci napadli na Anię rano, na drugiej godzinie lekcyjnej, tuż przy szkolnym boisku. Od chwili gdy zszokowana przybiegła do dyrektorki, w Mońkach nic nie było już takie samo...
Jeden trzymał, drugi ciął
To był dopiero jej czwarty dzień w szkole. Ania źle się poczuła, więc nauczycielka zwolniła ją z lekcji i skierowała do pielęgniarki, przyjmującej w sąsiednim internacie. To raptem 50 metrów od ogólniaka. Dziewczyna poszła z koleżanką z klasy. Musiały poczekać na pielęgniarkę, więc Ania rozejrzała się za jakąś ławeczką na podwórku i odesłała koleżankę. Gdy sama spacerowała na dziedzińcu internatu, z tyłu zaatakowało ją dwóch chłopaków. Jeden z nich chciał dowiedzieć się, w której uczy się klasie. Gdy nie odpowiadała, rzucił: - To na pewno jesteś "kotem"! Jeden ją trzymał, a drugi kaleczył ramię dziewczynki ostrym narzędziem, prawdopodobnie żyletką.
Gdy się wyrwała oprawcom, roztrzęsiona i zapłakana przybiegła do dyrektorki. Dwa policyjne radiowozy momentalnie były na miejscu. Policyjny pies podjął trop, ale ślad się urwał.
Nie wierzą, że to koledzy
Wszyscy obwiniają się za tragedię Ani: nauczycielka, że zwolniła ją z lekcji, koleżanka - że zostawiła samą pod internatem. - Że też nie powiedziałam pierwszakom, że to niebezpieczne miejsce - martwi się Krystyna Maria Kryńska, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego w Mońkach. - Ale właściwie nasza szkoła jest spokojna, nigdy nie było tu "fali", czyli wyżywania się na pierwszoklasistach. Nie sądzę, aby dokonał tego któryś z naszych uczniów.
- Jeżeli nikt z naszej szkoły, to dlaczego nas ukarali? - powątpiewają trzecioklasistki. - Pani dyrektor zwołała apel i oznajmiła nam, że do odwołania zawiesza wszystkie dyskoteki, nawet "otrzęsiny".
Inni uczniowie są załamani tragedią Ani, ale nie chcą wierzyć, że napaści dopuścił się któryś z kolegów.
Pojechaliśmy do Ani, mieszkającej w Osowcu Twierdzy. Po południu nadal była w szoku, a rodzice - chroniąc ją - nie chcieli zgodzić się na rozmowę. Dowiedzieliśmy się tylko, że Ani pomógł szkolny pedagog.
Ochroniarze w szkole
Dziewczyna nie znała swoich oprawców, ale podała policjantom ich portret pamięciowy. Cała Komenda Powiatowa Policji w Mońkach została postawiona na nogi. Ulice przez cały wczorajszy dzień patrolowały radiowozy i policjanci z psami. - Pracujemy do skutku, wiedzą o tym wszyscy moi ludzie - jeszcze późnym wieczorem deklarował mł. insp. Henryk Lasocki, komendant. - To bardzo spokojne miasteczko, ale trafiają się wyjątki wśród mieszkańców. Bywało wcześniej, że ktoś napisał dziecku flamastrem "kot" na ręce czy ubraniu, ale żeby aż do tego doszło... Rana cięta nie jest może ciężka, litery mają 1,5 - 2 cm wysokości, ale rana psychiczna jest bardzo głęboka.
Zarząd Powiatu Monieckiego zareagował błyskawicznie - na zwołanym naprędce posiedzeniu zadecydował, że od dzisiaj we wszystkich szkołach powiatu na stałe pojawią się ochroniarze.
