Białostoczanki 50+ nie chcą niańczyć wnuków

Agata Sawczenko
Lena Czechowska (z lewej) mogłaby przejść na emeryturę. Ale nie chce rezygnować z zawodowej aktywności. - Nawet pięćdziesięciolatka może chodzić do szkoły – przekonuje Grażyna Bublej (z prawej)
Lena Czechowska (z lewej) mogłaby przejść na emeryturę. Ale nie chce rezygnować z zawodowej aktywności. - Nawet pięćdziesięciolatka może chodzić do szkoły – przekonuje Grażyna Bublej (z prawej)
Aerobik, tańce, pilates, od czasu do czasu wypad na basen. Do tego angielski, rosyjski, kurs komputerowy i zajęcia z wizażu. A dla tych, co na bakier są z obsługą komputera - zajęcia doszkalające. Białostoczanki łamią stereotypy, że kobieta po pięćdziesiątce powinna już tylko bawić wnuki, robić szaliki na drutach i oglądać seriale. - Życie zaczyna się po pięćdziesiątce! - przekonują. I chwytają je pełnymi garściami.

Anna Nowacka przyznaje, że gdy będzie już miała wnuki, chętnie pomoże córce w ich wychowaniu: - Ale nie piszę się na to, żeby być niańką przez 24 godziny na dobę - zaznacza. - Ja będę od tego, żeby wnuki rozpieszczać, zabierać w ciekawe podróże.

Barbara Sawicka ma dwoje wnucząt.

- Są daleko. Gdyby syn mieszkał ze swoją żoną i dziećmi bliżej, to byłabym zobowiązana, żeby im przynajmniej od czasu do czasu pomóc. A tak nie mam takiego obowiązku. I nie muszę wybierać między potrzebami rodziny, a chęcią zrobienia czegoś dla siebie.

Pani Barbara twierdzi, że nawet jakby miała wnuki przy sobie, nie zrezygnowałaby z siebie.

- Bo te różne dodatkowe zajęcia to jest moje życie - mówi.
Również Lena Czechowska jest niedzielną babcią. Ma pięcioro dzieci, ale dopiero dwoje wnucząt. Niestety, czas dla nich znajduje tylko od święta, bo na co dzień kursuje między Białymstokiem a małą miejscowością na Podlasiu, gdzie prowadzi szkołę.

Życie jest ciekawe

Dorota Drwięga nie rozumie, jak można się nudzić.

- Nawet jak ktoś nie ma pieniędzy, to w mieście jest tyle bezpłatnych imprez, że spokojnie można sobie zaplanować cały weekend. Koncerty, wystawy, spotkania z ciekawymi ludźmi, wykłady - wymienia.

Tak samo myślących pań po pięćdziesiątce nie jest wcale u nas mało.
Anna Nowacka, choć 50 lat skończyła już jakiś czas temu, żyje pełnią życia. Czyta książki, chodzi na aerobic - bo to sto razy lepszy wypoczynek niż siedzenie przed telewizorem, żegluje. Uwielbia podróże.

- Szczególnie te morskie - uśmiecha się. - Jachtem byliśmy już za kołem podbiegunowym, żeglowaliśmy po Dalmacji. Byłam też w Ontario, Chinach, Wietnamie, Nowej Zelandii - wylicza. I zdradza, że ma jeszcze plan na przyszłość: reaktywować swoje uprawnienia pilota wycieczek i tak właśnie pracować w czasie wakacji.

Pasją Leny Czechowskiej jest wszystko, co jest związane ze zdrowym stylem życia.

- Przede wszystkim zdrowe odżywianie - mówi pani Lena. - A gdyby był suplement na gimnastykę, to na pewno bym go kupiła. Na razie jednak muszę sama ćwiczyć - śmieje się.

Okazuje się, że panie po pięćdziesiątce chętnie chodzą do szkoły, na kursy, zajęcia doszkalające. Chcą wiedzieć jak najwięcej, rozwijać się. Tym bardziej, że z myślą właśnie o nich jest coraz więcej unijnych projektów. Niektóre decydują się uczestniczyć w nich, bo chcą podnieść swoje kwalifikacje zawodowe.

Wiadomo - im więcej umiemy, tym bardziej pożądanym pracownikiem jesteśmy. Dla innych kursy to szansa na pracę w ogóle - straciły etat, a na emeryturę jeszcze nie chcą iść lub po prostu nie mogą. Wszystkie przyznają, że zajęcia ze specjalistami to nie tylko podnoszenie kwalifikacji zawodowych. To dobrze spędzony czas, nowe znajomości i rozwój osobisty.

Bo często dodatkowo w ramach zajęć mogą spotkać się z psychologiem, który podpowie im chociażby, jak rozmawiać z ludźmi, by nas słuchali, jak skutecznie postawić na swoim czy kiedy lepiej ustąpić innym. Nierzadko paniom proponowane są też zajęcia z wizażu, na których specjalistki od makijażu i fryzury podpowiadają im korzystne rozwiązania.

- A to bardzo ważne, bo dobrze wyglądać, zwłaszcza dla kobiety, która jest już po pięćdziesiątce - podkreśla Barbara Sawicka. - Kto dobrze wygląda, lepiej się czuje. I przestaje myśleć o sobie, że jest starą, zniedołężniałą kobietą. Nie garbi się, idzie lekkim krokiem.

Przebojowe, z pomysłami na siebie

Barbara Sawicka ma 62 lata. Cale życie była aktywna. Trenowała biegi w Jagiellonii, lubiła swoją prace, kontakty z ludźmi. Zawsze też była wielką społecznicą. Teraz też podkreśla, że nie chce być zaskorupiałą staruszką. Dlatego m.in. pracuje w Związku Niewidomych. Żeby coś robić, nie siedzieć w domu, być między ludźmi i pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują. Na emeryturze jest od dwóch lat, ale wcześniej musiała przejść na rentę.

- 16 lat temu dowiedziałam się, że choruję na stwardnienie rozsiane - mówi.

Musiała przystopować. A że całe życie była przebojowa, zaczęła szukać sobie innych zajęć. Chodzi na tańca latino, na basen. Gdy dowiedziała się o szkoleniach organizowanych przez RCS - nie wahała się ani przez chwilę. Chodziła na angielski, później na zajęcia z obsługi komputera.

Lena Czechowska prowadzi niepubliczną szkołę w Górce. Jest też nauczycielką. Mogłaby już przejść na emeryturę, ale jeszcze zbyt dużo jest w niej energii, żeby zrezygnować z pracy i z pełni życia.

- Kiedyś przeczytałam takie hasło: uczysz innych, a co z tobą? - mówi. Dlatego korzysta ze wszystkich szkoleń, gdy tylko ma okazję.

- Może i dlatego, że się pracuje w szkole, to jest ta potrzeba poznawania cały czas nowych rzeczy - zastanawia się.

Wybiera przede wszystkim kursy i szkolenia, które mogą jej pomóc w pracy. Zaczęła od studiów podyplomowych z matematyki, bo z wykształcenia jest ekonomistką.

- A później przyszła ta nowa rzeczywistość, komputeryzacja. I też trzeba było się tego zwyczajnie nauczyć. Bo to właśnie mi przydzielono w szkole prowadzenie zajęć z informatyki, bo jako jedyna miałam skończony 30-godzinny kurs komputerowy. A wiadomo, co się po takim kursie umie: włączyć i wyłączyć komputer - śmieje się.

Potem przyszły projekty unijne, z których pani Lena też korzysta w miarę możliwości.

- To przede wszystkim rozwój osobisty - tłumaczy.

Szkolenia na miarę

Dorota Drwięga, Anna Nowacka i Grażyna Bublej zapisały się na szkolenia Innowacje 50+, które organizowała między innymi Wyższa Szkoła Ekonomiczna.

- Pracuję zawodowo od ponad 30 lat. Zajmuję się sprawami pracowniczymi i administracyjnymi. Całe życie byłam osobą aktywną, im więcej mam zajęć, tym jestem bardziej zorganizowana. Gdy byłam młodsza, to więcej czasu poświęcałam na aktywność fizyczną, która pozwalała mi odreagować stres dnia codziennego. Obecnie ze względu na ograniczenia zdrowotne więcej czasu poświęcam na rozwój intelektualny - mówi Dorota Drwięga. To pomaga jej w pracy, która wymaga bycia na bieżąco z przepisami prawnymi oraz dobrej znajomości komputera.

- O ile nie mam większego problemu ze znajomością przepisów, o tyle znajomość obsługi komputera w stopniu ponadpodstawowym w moim wieku stanowi już problem i wymaga pomocy specjalistycznej - tłumaczy.
Grażyna Bublej jest bardzo zadowolona, że zdecydowała się na kurs z WSE. Nauczyła się obsługi komputera, podszkoliła angielski i przypomniała zasady obsługi kas fiskalnych.

I pech chciał, że straciła pracę.

- Wiek robi swoje i nie chcą mnie zatrudniać na umowę o pracę. No i do tego to bezrobocie. Ale działam. Zrobię wszystko, by pracę znaleźć - uśmiecha się. I zapewnia, że szkolenie pokazało jej, że po pięćdziesiątce można jeszcze chodzić do szkoły.

- Postanowiłam nauczyć się nowego zawodu. Właśnie podjęłam naukę, uczę się zaocznie na kierunku opieka nad osobami starszymi. Mam nadzieję, że to pomoże mi znaleźć pracę.

Kurs Innowacje 50+ całkowicie odmienił życie Anny Nowackiej. Pani Anna ma 17-letnie doświadczenie zawodowe na stanowiskach dyrektorskich. Niestety, gdy skończyła jej się ostatnia umowa na czas określony, została bez pracy.
- Okazało się, że w tych trudnych czasach na rynku pracy brakuje etatów. Postanowiłam więc rozejrzeć się za innymi pomysłami na przyszłość - mówi.

Zobaczyła ogłoszenie o rekrutacji do projektu Innowacje 50+.

- Bardzo mi się spodobało, że można skorzystać z ciekawych kursów, które rozwijają wiedzę i umiejętności. Tym bardziej, że to naprawdę kursy szyte na miarę, bo każdy sam mógł sobie wybrać, czego chciałby się uczyć lub w czym doskonalić - mówi Anna Nowacka.

Postanowiła podnieść swoje umiejętności obsługi komputera. Zapisała się też na zajęcia konwersacyjne z angielskiego i fitness.

- Te zajęcia mnie ukierunkowały, dały pewność siebie, wiarę w to, że jeszcze mogę wiele w życiu zdziałać - mówi pani Anna.

I opowiada, jak postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce: - W listopadzie zarejestrowałam firmę - uśmiecha się. - Oferuję usługi marketingowe, ale też szkolenia z zakresu marketingu, negocjacji, mowy ciała, technik sprzedaży. Będę robić właściwie wszystko to, co robiłam do tej pory i na czym się znam - mówi.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
tytuł artykułu jest dobitny. Może pójdźmy dalej tym tropem i dopiszmy babcie nie chcą znać swoich wnuków wolą zajmować sie same sobą. Szkoda mi jest jedynie wnuków tych kobiet bo dzieci są tylko dziećmi.
Idąc twoim tokiem myślenia, to szkoda, że babcie nie chcą jechać za swoimi dziećmi do innych miast lub państw. Szkoda tych wnuków.
a
agat

tytuł artykułu jest dobitny. Może pójdźmy dalej tym tropem i dopiszmy babcie nie chcą znać swoich wnuków wolą zajmować sie same sobą. Szkoda mi jest jedynie wnuków tych kobiet bo dzieci są tylko dziećmi.

t
trzeźwomyśląca

jasne, najlepiej żeby nie żyły własnym życiem tylko usługiwały do śmierci. i umarły niosąc kompocik albo piorąc czyjeś skarpety. Właśnie spełniając siebie przekazują wartość, bo w tym społeczeństwie dobrze się patrzy tylko jak kobieta oddaje swoje życie innym, czas zmienić optykę. A co do fotek, to perzyzwycziliście sie do fotoszopa, chyba zapomnieliście jak wygląda człowiek. zejdźcie na ziemię ludzie.

L
Lucyna

Kiedy dowiedziałam sie dwa lata temu ,że jestem chora -załamałam sie.Jednak nie dałam za wygraną i zreaygnowaną pracowałam dalej .Mam 4-woro wnucząt i niecale 50 lat ,i nie dam się .Kocham swoje wnuki i je uwielbiam ,mogę pilnować i rozpieszczac ale za nic w świecie nie zrezygnuje z pracy .Gastronomia jest moim życiem choć pokręconym.Zamierzam jeszcze isc na kursy językowe idalej ulepszać gastronomię i moje zycie,a wnuki sa kochane.

w
wapno

Szczerze mówiąc to przygnębiające takie nastawienie na siebie, jeśli sensem ich życia jest basen czy kurs komputerowy ;/ Mogłyby robić to bez tej całej otoczki jakie są aktywne czy inwestują w swój rozwój. A gdzie w tym wszystkim są wartości przekazywane innym, dbanie o rodzine a nie traktowanie jej jak ciężaru czy obowiązku bo jest jakiś kurs z unii europejskiej? Trochę to puste i egoistyczne. Nie twierdzę, że aktywonosc fizyczna, rozwijanie swoich umiejetnosci jest zle, ale ta cala otoczka i kursy wizazu, rozrywka to nie ma chyba czym się chwalić.

50

te na zdjęciach wyglądają na stare, może wnuki by je odmłodziły.

Dodaj ogłoszenie