Komunikaty o przerwach w dostawie wody stały się codziennością. W ostatnich dniach z awarią borykali się np. mieszkańcy osiedla Piasta. Wodociągowcy mają ręce pełne roboty.
- Miesiąc styczeń zakończyliśmy z ilością 42 awarii. Obecnie mamy średnio od dwóch do czterech awarii dziennie. Średni czas naprawy wynosi od 4 do 6 godzin w zależności od wielkości awarii – mówi Przemysław Tuchliński, prezes Wodociągów Białostockich. Dla porównania – w okresie letnim to około dwóch awarii miesięcznie.
Przemysław Tuchliński wyjaśnia, że w Białymstoku mamy szczęście. Sieć zaprojektowana jest w układzie pierścieniowym. To pozwala ekipom – na czas awarii - zamykać dostawy jedynie na jej najbliższą okolicę. Dzięki temu problemy z wodą dotyczą jedynie mieszkańcy najbliższych budynków, w sąsiedztwie awarii, a nie większego obszaru.
Jednocześnie dodaje, że to nie koniec okresu awaryjnego. Mówi, że przy tzw. przechodzeniu przez „zero” – gdy temperatura zacznie skakać z minusa na plus i odwrotnie - zaczną się awarie związane z ruchem gruntów.
Znacznie lepiej jest u ciepłowników. Kiedy z zimnymi „żeberkami” boryka się np. część Trójmiasta, w Białymstoku – odpukać w niemalowane drewno – jest dobrze.
- Awarii na sieci nie mamy. Natomiast zdarzają się awarie na blokach wytwórczych elektrociepłowni. W takich przypadkach korzystamy z zamiennych źródeł energii w postaci kotłów szczytowo-rezerwowych. Nie wpływa to jednak w żaden sposób na liczbę ciepła dostarczanego do sieci. Produkujemy tyle, jakie jest zapotrzebowanie miasta. Procentują też nasze inwestycje z roku 2025, kiedy w ciepłowni „Zachód” zamontowaliśmy dwa nowe kotły wielopaliwowe – mówi nam Marcin Moskwa, prezes białostockiej spółki Enea Ciepło.

