Zamek w Tykocinie: Jacek Nazarko wydał 12 milionów i go odbudował (zdjęcia)

Janka Werpachowska
Widoczny na tym ozdobnym fryzie budynek to prawdopodobnie nasz zamek - mówi Jacek Nazarko
Widoczny na tym ozdobnym fryzie budynek to prawdopodobnie nasz zamek - mówi Jacek Nazarko Wojciech Oksztol
Udostępnij:
1 maja zamek ożyje. Pod jego murami toczyć się będzie, jak w 1657 roku, walka o Tykocin. Szwedzi - jak przed wiekami - poniosą klęskę. Miasto i twierdza wrócą do Rzeczypospolitej.

[galeria_glowna]

Widoczny na tym ozdobnym fryzie budynek to prawdopodobnie nasz zamek - mówi Jacek Nazarko
Widoczny na tym ozdobnym fryzie budynek to prawdopodobnie nasz zamek - mówi Jacek Nazarko Wojciech Oksztol

Widoczny na tym ozdobnym fryzie budynek to prawdopodobnie nasz zamek - mówi Jacek Nazarko
(fot. Wojciech Oksztol)

Mało kto wierzył, że zamek w Tykocinie kiedykolwiek zostanie odbudowany. Wydawało się, że same zarysy fundamentów wystające z ziemi to za mało, aby pokusić się o takie przedsięwzięcie. Nie było rysunków, planów, opisów na tyle dokładnych, żeby na ich podstawie spróbować w miarę wiernie zrekonstruować tę budowlę.

Znalazł się odważny

Jacek Nazarko na tle gabloty z kulami armatnimi, prezentuje replikę halabardy
Jacek Nazarko na tle gabloty z kulami armatnimi, prezentuje replikę halabardy Wojciech Oksztol

Jacek Nazarko na tle gabloty z kulami armatnimi, prezentuje replikę halabardy
(fot. Wojciech Oksztol)

Pierwsze próby przywrócenia do życia tykocińskiej twierdzy miały miejsce w 1965 roku. Rychło jednak zostały zaniechane.

Musiało minąć prawie pół wieku, żeby tego zadania podjął się białostocki przedsiębiorca budowlany, Jacek Nazarko. Kupił rozległą parcelę nad Narwią, z resztkami zamkowych murów, z ziemnymi fortyfikacjami. Nareszcie mógł przystąpić do realizacji marzenia, które nie opuszczało go od lat.

- Pierwszy raz ślady po tykocińskim zamku zobaczyłem jako niewielki chłopak, miałem wtedy może osiem, dziewięć lat - wspomina. - To było fascynujące, pobudzało wyobraźnię. W moim rodzinnym domu wszyscy interesowali się historią, ja też.

To, co kiedyś wydawało się niemożliwe, okazało się realne, kiedy sprawy wziął w swoje ręce wizjoner. Na dodatek prywatny przedsiębiorca, zaprawiony w bojach z biurokracją, z konkurencją, z przejściowymi problemami finansowymi.

Okazało się oto, że trzeba dobrze poszukać, żeby znaleźć. W archiwum w Petersburgu odnalazły się rysunki i plany, przedstawiające tykociński zamek. Dlatego niesprawiedliwe są zarzuty niektórych historyków, że wzniesiona przez Jacka Nazarkę budowla niewiele ma wspólnego z autentycznym obiektem.

- A ile autentycznego jest w Zamku Warszawskim czy w Starówce - mówi Jacek Nazarko. - Tak się historia z nami obeszła, że niewiele budowli pozostało w stanie takim, jak przed wiekami.

Dorobek całego życia

Kiedyś była tu kuchnia zamkowa - dzisiaj będzie restauracja. Jacek Nazarko jeszcze się waha: staropolska czy włoska.
Kiedyś była tu kuchnia zamkowa - dzisiaj będzie restauracja. Jacek Nazarko jeszcze się waha: staropolska czy włoska. Wojciech Oksztol

Kiedyś była tu kuchnia zamkowa - dzisiaj będzie restauracja. Jacek Nazarko jeszcze się waha: staropolska czy włoska.
(fot. Wojciech Oksztol)

Wikipedia podaje, że Nazarko zainwestował w to przedsięwzięcie 12 milionów.

- Panie Jacku, aż tyle to kosztowało?

- Nie wiem, naprawdę. Wiem tylko, że władowałem w to przedsięwzięcie dorobek całego mojego życia.
Kiedy ogląda się budowlę z zewnątrz, kiedy chodzi się po odbudowanych z pietyzmem wnętrzach, kwota 12 milionów wcale nie dziwi. Można nawet podejrzewać, że jest zaniżona.

- Dzięki temu, że jestem inżynierem budownictwa, mogłem wiele prac wykonać sam. Byłem przez te lata i projektantem, i designerem, i murarzem - podkreśla Jacek Nazarko. - A materiały na budowę kupowałem wtedy, kiedy akurat miałem gotówkę.

Oglądamy zamkowe wnętrza tuż przed oddaniem obiektu do użytku. Największą dumą przedsiębiorcy jest wspaniały, kaflowy piec w sali o gotyckich, łukowatych sklepieniach.

Nawet Wawel tego nie ma

Sala, w której znajduje się "piec zamkowy wielki, modry", jak zapisano w dawnych kronikach, zwana była szklaną. Nie ze względu na liczne przeszklenia, bo okien było w niej na pewno mniej, niż dzisiaj. Pod terminem "szkło" w staropolszczyźnie rozumiano również szkliwo. I to zapewne ze względu na ten wielki piec ze szkliwionych kafli nazwa "szklana" przylgnęła do tej sali.

- Takim dużym piecem nie może się pochwalić żaden zamek w Polsce - nie kryje dumy Jacek Nazarko.

Podczas prac wykopaliskowych wśród ruin zamku, które były prowadzone ponad czterdzieści lat temu, wydobyto wiele drobnych fragmentów pięknych, biało-niebieskich kafli. Dzięki profesor Marii Dąbrowskiej z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie udało się z tysięcy kawałeczków odtworzyć pierwotny wygląd pieca.

- Ten piec powstał na początku XVII wieku, kiedy starosta Krzysztof Wiesiołowski rozbudował i zmodernizował tykociński zamek. Dlatego na kaflach pieca widnieją herby związane z historią rodu Wiesiołowskich - mówi Jacek Nazarko.

Bardzo interesujący jest dekoracyjny szlak, dzielący piec jakby na pół. Widzimy na nim sceny batalistyczne, głównie odnoszące się do wojen i potyczek, w jakich brało udział rycerstwo europejskie, wyprawiające się na "niewiernych".

- Wyraźnie widać, że są tu przedstawieni rycerze w zbrojach i z orężem europejskim, walczący z wojownikami ubranymi na styl wschodni, w turbanach na głowach.

Piękne jest koronkowe zwieńczenie pieca. Imponuje liczba dekorów, wyraźnie nawiązujących do włoskiej sztuki renesansu.

- Skąd nagle na naszym terenie pojawiłyby się kafle z motywem winorośli? Tylko z Włoch. Ten piec to doskonały dowód na to, że Polacy byli otwarci na europejskie nowinki. Poza tym pamiętać trzeba, że na dworach polskich królów zawsze przebywało wielu obcokrajowców - mówi Jacek Nazarko.
Ale trzeba tu podkreślić, że kafle były wyprodukowane przez rzemieślników z Tykocina. Później właśnie tutaj zamawiane były kafle do białostockiej rezydencji Branickich. A konstrukcję pieca też wzniósł miejscowy zdun. Podobnie jak teraz: kafle powstały w kaflarni Krzysztofa Karnego, a piec wymurował zdun Cezary Święcki.

W dawnych czasach, kiedy w sali z tym pięknym piecem zasiadali królowie w otoczeniu doradców i dworzan, służba rozpalała ogień, aby rozgrzane kafle emitowały przyjemne ciepło. Żeby rozpalić i rozgrzać tak duży piec, trzeba było jednorazowo zużyć kilkaset kilogramów drewna. Dlatego dzisiaj biało-niebieskie kafle są jedynie obudową nowoczesnego urządzenia grzewczego, wykorzystującego bardziej ekonomiczne i ekologiczne źródła energii.

Historia i współczesność

W mrocznej sali w podpiwniczeniu zamku, w niszach ściennych, za szkłem znalazły się eksponaty historyczne, ściśle związane z okresem świetności zamku. Są tu nawet drewniane elementy fortyfikacji z XV wieku. Są kule armatnie, które prawdopodobnie odlewane były na podgrodziu, bo niedawno, podczas prac ziemnych, natrafiono na kawałek wyprażonego żeliwa. Są topory, elementy końskich uprzęży, żelazne okucia drzwi, potężne kłódki, skoble i zasuwy.

Jest niemało egzemplarzy broni palnej, lufy armatnie, pięknie zdobione przez dawnych rzemieślników. Od przyjaciół z bractwa kurkowego Jacek Nazarko dostał wierną replikę halabardy. Takich samych, być może, używali strażnicy pilnujący tykocińskiego zamku.

Współczesny grafik i jednocześnie wielki miłośnik Tykocina, Jerzy Mirosław Płachecki, jest twórcą rycin, które ozdobią zarówno salę, którą Jacek Nazarko przeznaczył na małe muzeum, jak i pozostałe pomieszczenia zamkowe. Na rysunkach, wyglądających jak dawne sztychy, widać stary Tykocin, jakiego dziś już nie ma, z jego mieszkańcami, reprezentantami wielu nacji i kultur.

Wśród eksponatów, które Jacek Nazarko i cała jego rodzina gromadzili przez lata, znajduje się również stara mapa Rzeczypospolitej. Tykocin przed wiekami nie był miastem kresowym, leżał w centrum kraju.

Twierdza i areszt w jednym

W jednej z baszt zamkowych, w czasie, kiedy na tykocińskim zamku urzędował starosta, wybudowano specjalną celę dla przestępców. Starosta był jednocześnie sędzią, więc w dawnych wiekach wyrok zapadał szybko, a kara była nieuchronna: skazaniec prosto sprzed oblicza wysokiego sądu wtrącany był do lochu.

Nawet dzisiaj robi wrażenie to miejsce pod podłogą zamkowej wieży. Przez okrągły, zakratowany otwór w posadzce dawni strażnicy mogli obserwować więźnia. Tędy też wrzucano mu do ciemnicy jedzenie.

- To była straszna kara, bo w tamtych czasach nikt nie bawił się wtedy w wywożenie nieczystości - opowiada Jacek Nazarko. - Cała podłoga była nimi usłana. Dlatego nawet trzy dni wieży to był bardzo ciężki wyrok. I mało który przestępca, po takiej odsiadce, chciał ryzykować po raz drugi.

Na szczęście współcześnie zbudowany zamek tykociński wyposażony jest w te atrybuty nowoczesności, bez których trudno by nam było wyobrazić sobie życie. Jest centralne ogrzewanie - ale głównie podłogowe, bo widok kaloryferów byłby w tej scenerii bolesnym dysonansem. Jest klimatyzacja, o której obecności świadczą jedynie specjalne otwory w stropach. A cały obiekt podłączony jest do tykocińskiej instalacji wodociągowej i kanalizacyjnej, dzięki czemu nie ma najmniejszego problemu z odprowadzaniem ścieków.

Kiedy zwiedzający zamek pokona spiralnie wspinające się do góry schody w baszcie, znajdzie się w miejscu, skąd z kilku okien można wyglądać na wszystkie strony świata. I podziwiać widoki niepowtarzalne: panoramę Tykocina z bielejącą bryłą barokowego kościoła i rzucającą się w oczy czerwoną, orientalną konstrukcją dachu synagogi; rozlewiska Narwi, pełne ptactwa wodnego; ginącą w lesie szosę do Knyszyna. A kiedy spojrzy się w dół, to można z góry oglądać gniazdo, na którym właśnie teraz bociania para siedzi na jajkach.

- Bardzo się cieszę z tych bocianów - mówi Jacek Nazarko. - O proszę, a te odchody leżące na posadzce pozwalają mieć nadzieję, że na szczycie wieży, gdzieś między belkami więźby dachowej, pomieszkuje sowa. Zamek powinien mieć swoją sowę.

Budowanie nastroju

Tak, pohukująca nocami sowa to wymarzone uzupełnienie niepowtarzalnej atmosfery, jaką udało się w tym miejscu stworzyć właścicielowi tykocińskiego zamku. Jak mówi, nie chce być panem zamku, nie zamierza tu mieszkać.

- To miejsce powinno przyciągać do Tykocina ludzi z całej Polski, z zagranicy też. Dlatego chciałbym, aby znalazł się tu fachowiec z prawdziwego zdarzenia - a właściwie kilku fachowców: świetny kucharz i restaurator, świetny hotelarz i świetny organizator imprez kulturalnych. Tak różnym zadaniom nie podoła jedna osoba.

Sale i dziedziniec zamkowy to wymarzone miejsce na koncerty muzyki dawnej, poezji śpiewanej.

- Rap też może być - dodaje Nazarko. I chyba ma rację.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 23

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

e
elzbieta

wielki szacunek dla p.jacka za cierpliwosc i poswiecenie zycia w polsce wiele jest takich zamkow do odbudowy tylko jak zawsze na to brakuje pieniedzy

 
a
archeolog

Jedyne co tam odbudował to ten piec. reszta jest fantazja architektoniczną. Poza tym takie piece ale oryginalne są w wielu zamkach i pałacach. 

W
Wit

Takim ludziom należy się order Orła Białego. Świetna robota a nie trwonienie pieniędzy za granicą.

B
Barbara
Bardzo Panu dziękuję za to co Pan zrobil zamek jest piękny i oby stawał się jeszcze piękniejszy aby mogły się nim cieszyć kolejne pokolenia. Dziękuję i życzę Panu zdrowia .
p
pączek
Strona zamku już powstaje:
www.zamekwtykocinie.pl
J
Jaco
Jako mieszkaniec tego pięknego miasteczka wychowany na ruinach tego zamku jestem wdzięczny temu panu za to co zrobił. Jasne możemy narzekać na wiele rzeczy, że nie autentyczny, że prywatny...i wiele innych ale wole ten zamek jaki jest niż te ruiny co i tak były sklejane po wojnie przez miejscowych żeby cokolwiek można było zobaczyć.
P
Podlasianka
Po Waszych wrednych wpisach za parę lat nie pozostanie na szczęście nawet ślad, a po Panu Jacku Nazarko (szacunek z mojej strony całkowity), pozostanie wspaniała budowla, zbudowana za jego pieniądze z wielką pasją i zaangażowaniem, a stanowiąca ciekawostkę historyczną i na pewno przyciągająca, również w przyszłości, zwiedzających... Spróbujcie zrobić coś sami dla tego kraju za swoją kasę, a potem krytykujcie.. to tyle.. Bardzo dziękuję Panu Nazarko za odbudowę, czy budowę (dla mnie bez różnicy :-)) wspaniałego Zamku. Niektórym przydałaby się kontrola ale mózgów... (to do wszystkich krytykantów).
z
zły
a kim jest Sebastian Wicher . by przed nim chwalić się materiałem ikonograficznym?Po Panu Nazarko pozostanie zamek po Panu Sebastianie, wiatry z rodzaju umysłowego . Takie że niby wiedzę ma , a umie zrobić tylko tralala...

Sebastian Wicher jest pracownikiem Urzedu Miejskiego i zajmuje sie tam "OCHRONA ZABYTKÓW !".
Dziękuje za taka ochronę. Może Pan jako fachowiec powie mi jaka z około 140 fabryk włókienniczych jeszcze została w swojej bryle w Białymstoku. Dlaczego o takich tradycjach włókienniczych miasto nie ma nawet malutkiego muzeum .
Co poza dworkiem fabrykanta zostało z Fabryki na Antoniuku Fabrycznym/ostatnio zlikwidowano zabytkową/starą / bramę.
A ja wolę podziwiać np Biały Kościół na Wysokim Stoczku choć to kopia zabytku niz nowoczesne kościoły budowane na wszystkich osiedlach.
r
robert
Bardzo dobrze że zamek jest odbudowywany. Chwała panu Nazarko. Bywam tam co roku ( na zewnątrz ) i widzę że jeszcze dużo zostało do zrobienia. Może Urząd Marszałkowski dorzucił by trochę kasy. W końcu jest to chyba jedyny zamek na terenie naszego województwa.
S
Sebastian Wicher
a kim jest Sebastian Wicher . by przed nim chwalić się materiałem ikonograficznym?Po Panu Nazarko pozostanie zamek po Panu Sebastianie, wiatry z rodzaju umysłowego . Takie że niby wiedzę ma , a umie zrobić tylko tralala...

Widzisz, mam nazwisko którego nie wstydzę się i nie mam obaw, by się nim podpisywać. A tykociński zamek jest w sam raz dla pasjonatów hollywoodzkiego kina, którzy muszą ukrywać się pod marnymi nickami.
v
van helsing
Na te i inne pytania znajdzie Pan odpowiedź właśnie w fachowej literaturze, również i to dlaczego Pałac Branickich mimo odbudowy jest nadal zabytkiem, a to "cudo" z Tykocina nie. I jeszcze jedno - skoro odnaleziono w Petersburgu materiał ikonograficzny, w oparciu o który realizowano "odbudowę", to inwestor powinien się tym pochwalić. Przerażająca jest skala tego typu działań, bo realizacja p. Nazarki, to nie jedyny przykład w Polsce.

a kim jest Sebastian Wicher . by przed nim chwalić się materiałem ikonograficznym?Po Panu Nazarko pozostanie zamek po Panu Sebastianie, wiatry z rodzaju umysłowego . Takie że niby wiedzę ma , a umie zrobić tylko tralala...
S
Sebastian Wicher
Nie rozumiem twej kultury wypowiedzi. Jaka to fachowa literatura uznaje Pałac Branickich za 100% zabytek a toto w Tykocinie za tandetę.
Ostatnio zbadali konserwatorzy Bitwę pod Grunwaldem -obraz Matejki, stwierdzono powazne uszkodzenia itp. W czasie kazdej konserwacji obrazu, fresku coś sie tam do i od- malowuje. Czy po 10 takich zabiegach to jest jeszcze oryginał czy juz kopia ?
Przeciez nie ma potwierdzenia że Pałac Branickich taki jak dziś to taki sam jaki zbudował Branicki/ kształtem / bo cegła i pokrycie dachu sa w większości prawie współczesne.
Oczywiście coś odtworzono na podstawie rysunków szkiców itp, ale najlepiej to zmieszac z gównem. W Białymstoku cały Rynek Kośiuszki to tez obiekty powstałe po 1945 roku, bo było tam gruzowiko i co olać to , bo chłam a facet co to zbudował to .........
Ile obiektów w Białymstoku mających ponad 50 lat ma dokumentację projektową? Czy jest projekt kościoła Rocha ?. A może znajdziesz projekt który wygrał konkurs na tą światynię/ konkursu nie wygrał projekt Sosnowkiego/?
Gdyby np Fara uległa zawaleniu czy jest jej dokumentacja , czy tylko fotki ?

Na te i inne pytania znajdzie Pan odpowiedź właśnie w fachowej literaturze, również i to dlaczego Pałac Branickich mimo odbudowy jest nadal zabytkiem, a to "cudo" z Tykocina nie. I jeszcze jedno - skoro odnaleziono w Petersburgu materiał ikonograficzny, w oparciu o który realizowano "odbudowę", to inwestor powinien się tym pochwalić. Przerażająca jest skala tego typu działań, bo realizacja p. Nazarki, to nie jedyny przykład w Polsce.
z
zły
I jak później przeciętny zjadach chleba ma wierzyć w sens konserwacji zabytków, kiedy na przykładzie takiego pseudozamku pokazuje mu się, że tak naprawdę zabytek może nie istnieć, a tych które jeszcze jakoś się trzymają konserwować nie trzeba, bo przecież dziesiejsza technika pozwala zastąpić je kopią lub stworzyć taki "nazarkowy" disneyland. Co tam oryginalne zabytki, pociąć i spalić Monę Lisę, bo przecież dziś każdy może wydrukować jej reprodukcję na domowej drukarce. Tylko, ile warta jest ta oryginalna, a ile jej kopia? I nie myślę tu wyłącznie o wartości materialnej. A porównanie budowy tykocińskiego pseudozamku z odbudowanym Zamkiem Królewskim w Warszawie, czy Pałacem Branickich w Białymstoku jest conajmniej nie na miejscu. O Trokach nie ma co wspominać, bo to taka sama atrapa, jak ta tykocińska. Dlaczego? Odsyłam do fachowej literatury. Trudno jednak, by zwykły inżynier odbył takowej lekturę. W zasadzie to nie powinienem się dziwić, bo jak mawiał jeden z bohaterów "Złotego runa" Kondratiuka: "Pamiętaj zawsze jest i będzie w cenie tandeta".

Nie rozumiem twej kultury wypowiedzi. Jaka to fachowa literatura uznaje Pałac Branickich za 100% zabytek a toto w Tykocinie za tandetę.
Ostatnio zbadali konserwatorzy Bitwę pod Grunwaldem -obraz Matejki, stwierdzono powazne uszkodzenia itp. W czasie kazdej konserwacji obrazu, fresku coś sie tam do i od- malowuje. Czy po 10 takich zabiegach to jest jeszcze oryginał czy juz kopia ?
Przeciez nie ma potwierdzenia że Pałac Branickich taki jak dziś to taki sam jaki zbudował Branicki/ kształtem / bo cegła i pokrycie dachu sa w większości prawie współczesne.
Oczywiście coś odtworzono na podstawie rysunków szkiców itp, ale najlepiej to zmieszac z gównem. W Białymstoku cały Rynek Kośiuszki to tez obiekty powstałe po 1945 roku, bo było tam gruzowiko i co olać to , bo chłam a facet co to zbudował to .........
Ile obiektów w Białymstoku mających ponad 50 lat ma dokumentację projektową? Czy jest projekt kościoła Rocha ?. A może znajdziesz projekt który wygrał konkurs na tą światynię/ konkursu nie wygrał projekt Sosnowkiego/?
Gdyby np Fara uległa zawaleniu czy jest jej dokumentacja , czy tylko fotki ?
S
Sebastian Wicher
Czytaj ze zrozumieniem, bo pan Nazarko sam podaje przykład - ile autentyczności jest w Zamku Królewskim w Warszawie albo np. w Zamku w Trokach?

I jak później przeciętny zjadach chleba ma wierzyć w sens konserwacji zabytków, kiedy na przykładzie takiego pseudozamku pokazuje mu się, że tak naprawdę zabytek może nie istnieć, a tych które jeszcze jakoś się trzymają konserwować nie trzeba, bo przecież dziesiejsza technika pozwala zastąpić je kopią lub stworzyć taki "nazarkowy" disneyland. Co tam oryginalne zabytki, pociąć i spalić Monę Lisę, bo przecież dziś każdy może wydrukować jej reprodukcję na domowej drukarce. Tylko, ile warta jest ta oryginalna, a ile jej kopia? I nie myślę tu wyłącznie o wartości materialnej. A porównanie budowy tykocińskiego pseudozamku z odbudowanym Zamkiem Królewskim w Warszawie, czy Pałacem Branickich w Białymstoku jest conajmniej nie na miejscu. O Trokach nie ma co wspominać, bo to taka sama atrapa, jak ta tykocińska. Dlaczego? Odsyłam do fachowej literatury. Trudno jednak, by zwykły inżynier odbył takowej lekturę. W zasadzie to nie powinienem się dziwić, bo jak mawiał jeden z bohaterów "Złotego runa" Kondratiuka: "Pamiętaj zawsze jest i będzie w cenie tandeta".
e
edward
HARCMISTRZ BLEKITNEJ DZIEWIATKI JEST WSPANIALY WSZYSTKO CO NASZ ...
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie