Resort kultury miał otrzymać – za pośrednictwem wojewódzkiego konserwatora zabytków - wyjaśnienia do 20 października.
- Wyjaśnienia Miejskiego Konserwatora Zabytków przesłałem do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – mówi nam Adam Musiuk, wojewódzki konserwator zabytków. Sprawy nie komentuje.
A chodzi o rozbiórkę dwóch wpisanych do rejestru zabytków domów z lat 80. XIX wieku, jakie stały przy ulicy Suchowolca na białostockich Dojlidach. Zostały zburzone na początku października, o czym poinformowali społecznicy z ruchu Ręce precz od Dojlid, pokazując na swym facebooku zdjęcia. Dziś teren jest oczyszczony. Tablica informacyjna nie mówiła o rozbiórce, ale o remoncie. Co ważne, domy były chronione jako zabytki rejestrowe. A by zabytek zburzyć, wcześniej należy go wykreślić z rejestru. Takie uprawnienia ma tylko ministerstwo kultury.
Miasto tłumaczyło już na naszych łamach rozbiórkę złym stanem technicznym. I zapowiadało odbudowę – z wykorzystaniem tego, co się da. Z kolei Adam Musiuk mówił nam:
- Jestem zszokowany tym, że po dwóch zabytkach rejestrowych nie ma śladu. Postępowanie w tej sprawie powadził Miejski Konserwator Zabytków dlatego poprosiłem o wyjaśnienia dotyczące prac przy ulicy księdza Stanisława Suchowolca. A jeśli zgoda na rozbiórkę została wydana, to na podstawie jakich przepisów – komentował konserwator.
Dziś zapowiada, że poprawność działań miejskiego konserwatora zabytków będzie poddana kontroli, jakie od lat są prowadzone przez konserwatora wojewódzkiego wobec miejskiego.
Maciej Rowiński-Jabłokow komentuje krótko:
- Tak naprawdę kilku kolejnych wojewódzkich konserwatorów zabytków przez lata przyglądało się dosłownie przez okno swoje siedziby, jak zabytki na Dojlidach celowo popadały i popadają w ruinę. Uważam, że sprawą powinna zająć się prokuratura, choćby na podstawie doniesień medialnych. Choć oficjalne zawiadomienie powinien złożyć też konserwator, który przecież już wie, że zabytków nie ma – kwituje.

