Uśmiercony, żeby żyć

Anna Łubian
To jest opowieść jak z Archiwum X - lekarze spuścili z Mirosława Waszkiewicza całą krew i schłodzili jego ciało do 28 stopni. Pan Mirosław przez cztery minuty był zimny i blady. W tym czasie lekarze usunęli mu zakrzepy i uratowali życie. To pierwsza taka operacja na Podlasiu.

Gdyby nie to, 55-letni białostoczanin już by nie żył. Teraz, choć blady i podłączony do aparatury medycznej, czuje się dobrze. - Jestem trochę osłabiony, ale staram się być dobrej myśli - mówi pan Mirosław.

Bez tchu
Jeszcze dwa tygodnie temu nic nie wskazywało na to, że znajdzie się na kardiochirurgii. Nie pali, nie pije. - Nigdy w życiu nie miałem zastrzyków - mówi pan Mirosław. Feralnego dnia pojechał opłacić rachunki. Przeszedł 20 metrów i nagle zrobiło mu się duszno. Pojechał do lekarza rodzinnego. W trakcie pobierania krwi zasłabł. A potem już szpital, reanimacja, kroplówka... Pomogło. Ale na krótko. Tydzień temu usiadł na łóżku. To wystarczyło, żeby sytuacja się powtórzyła. - Nie mogłem złapać tchu. Myślałem, że już po mnie. Resztkami sił powiedziałem, że zgadzam się na operację. I zemdlałem. Pamiętam jeszcze postać ubraną na czarno. Nie wiem, kto to był, może pani doktor... - przypomina sobie pan Mirosław.
Z kardiologii, gdzie leżał, natychmiast trafił na kardiochirurgię. Na szczęście akurat zwolniła się sala operacyjna. - To był zator płucny. W Białymstoku nie operowaliśmy jeszcze takich przypadków. Ale tylko szybki zabieg mógł uratować życie pana Mirka - mówi dr hab. Tomasz Hirnle, kierownik Kliniki Kardiochirurgii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego.

Bez krwi
Mirosław Waszkiewicz natychmiast został podłączony do płuco-serca. To aparat, który za niego oddychał i przetaczał krew. Jego serce zostało zatrzymane. W tym czasie lekarze usunęli z jego tętnic cztery oderwane zakrzepy. - Były mniej więcej takie - docent Hirnle pokazuje na gruby flamaster.
Ale na tym się nie skończyło. Najgorsze było jeszcze przed panem Mirosławem. Okazało się, że ma jeszcze kilka zakrzepów, przyrośniętych do naczyń płucnych. W każdej chwili mogły się oderwać, a wówczas sytuacja by się powtórzyła. - Takie zakrzepy trzeba usuwać z dużą precyzją. Uszkodzenie naczyń płucnych powoduje śmierć. Dlatego nie mogło tam być żadnej krwi - tłumaczy Tomasz Hirnle.
Nie było wyjścia. Najpierw lekarze schłodzili pacjenta do 28 stopni Celsjusza, a następnie spuścili z niego całą krew. Pan Mirek zrobił się zimny i blady. Od tej chwili docent Hirnle miał 4 minuty, żeby usunąć zatory. Zdążył.
Mirosław Waszkiewicz pamięta tylko swoje przebudzenie. Zobaczył księdza. Dopiero później dowiedział się, że przez kilka minut leżał jak martwy, bez krwi. Nic nie pamięta z operacji. Nie widział żadnych tuneli, ani światełek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie