Rozmowa z profesorem Witoldem Orłowskim, głównym doradcą ekonomicznym globalnej firmy doradczej PricewaterhouseCoopers Polska, która jest partnerem 13. edycji Podlaskiej Złotej Setki Przedsiębiorstw Kuriera Porannego

W ostatnim raporcie PwC na temat polskich dużych miast rozdział poświęcony Białemustokowi nosi znamienny tytuł: „Podlaska metropolia. Teraz czas na sukces biznesowy.” Rozumiem więc, że doceniliście inny niż biznesowy.

- Tak, we wcześniejszym raporcie, gdzie po raz pierwszy Białystok został włączony do badań, wnioski były bardzo miłe: na podstawie naszych ocen okazało się bowiem, że jest miastem o bardzo wysokiej jakości życia. Był chyba wysoko w rankingu…

Bardzo - na pierwszym miejscu, przed Warszawą.

- I to wywołało dość duże zdziwienie w kraju, bo nikt sobie wcześniej tak dobitnie tego faktu nie uświadamiał. Po kilku latach od tamtych wniosków nadal, patrząc na Białystok, widzimy postęp we wszystkich dziedzinach, ale też cały czas podkreślamy, że - jak inne miasta Polski Wschodniej - Białystok jest miastem mało rozpoznawalnym. I po drugie - cały czas nie ma tu przekonującego sukcesu biznesowego.

Zapoczątkowaliście to spojrzenie nieco inne na miasta niż tylko przez wskaźniki PKB. Dlatego już tak bardzo nie zaskakują wnioski z kolejnego tego typu raportu. Wygenerowała go jesienią 2016 r. firma Deloitte Polska, a pokazał, że jeżeli chodzi o poziom rozwoju społecznego regionów UE, to Pomorskie i Podlaskie znajdują się na najwyższych pozycjach z całej Polski. I są odpowiednikami francuskiej Korsyki, greckiej Krety czy hiszpańskiej Andaluzji. Czyli gdybyśmy chcieli dopieścić się na tle międzynarodowym, to jest pretekst?

- No, nie ma co aż tak się tym pieścić, bo pamiętajmy, że Grecja i jej regiony są już uboższe od większości regionów Polski. Dziesięć lat temu takie porównania mogłyby robić wrażenie. Dziś fakt, że jesteśmy lepsi od regionów greckich czy niektórych hiszpańskich już nie wystarcza.

Zwłaszcza, że my tu u siebie nie jesteśmy, aby wygrzewać się na urlopach, tylko mieszkamy na stałe. I zarabiamy.

- Co nie zmienia faktu, że cieszę się, że inni dostrzegają to, co my ujawniliśmy kilka lat temu: że u was naprawdę jest potencjał do dobrego życia. W wielu dziedzinach decydujących o rozwoju Białystok i Podlaskie ma się bardzo dobrze, ale cały czas silnik gospodarczy nie pracuje tak mocno, jak powinien. I dochody mieszkańców są niezadawalające.

W tym ostatnim raporcie, sięgając do danych za rok 2013, pokazaliście, że potrzebujemy poprawy wizerunku i wzrostu atrakcyjności inwestycyjnej. Ciekawe było też wskazanie, że brak nam akceptacji dla gospodarki rynkowej.

- Brak to za mocno powiedziane. Ale fakt - jest ona mniejsza od średniej w Polsce. To jest pewną przeszkodą dla rozwoju przedsiębiorczości. To także wpływa na ocenę sukcesu gospodarczego. Na to czy jest on powodem do dumy, czy czymś, co należy ukrywać przed sąsiadami. A przecież w Polsce jest i będzie gospodarka rynkowa i to zgodnie z jej prawami Podlaskie musi odnieść sukces. Bo inną drogą trwałego sukcesu ekonomicznego nikomu i nigdzie nie udało się odnieść.

Jest zatem bardzo dużo u was do zrobienia, choć to niejedyny w Polsce taki region, w dziedzinie edukacji, rozwijania postaw przedsiębiorczości, akceptacji dla rynku.

Zawsze podkreślam, że to nie ludzie są dla ekonomii, tylko ekonomia dla ludzi… Podlasie potrzebuje większego sukcesu gospodarczego nie po to, aby lepiej wyglądać w statystykach krajowych. Tylko po to, aby ludziom lepiej się żyło.

Autobusy pełne poszukujących pracy za granicą będą wyjeżdżać tak długo, jak długo nie będzie poczucia, że tu, na miejscu też można zapracować na godziwe życie. Dopiero wtedy można w pełni cieszyć się bogactwem kulturalnym czy przyrodniczym region.

Jak z punktu widzenia rozwoju makroregionu Polski Wschodniej ocenia pan rządową Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju? Widzi pan w niej narzędzia, które mogą ułatwić zacieranie różnić wobec innych części kraju?

- Moim zdaniem to jest kontynuacja dotychczasowej polityki wobec Polski Wschodniej. Natomiast pewne znaczenie, i to dla każdego regionu, może mieć fakt, że w strategii mówi się o niezbędności wspierania odczucia gospodarczego sukcesu w małych miastach czy na wsi. Bo faktycznie są to obszary, gdzie zbyt mało Polaków ma poczucie, że w kraju w ciągu minionego ćwierćwiecza coś się poprawiło.

Te zmiany rzeczywiście inaczej wyglądają z perspektywy Warszawy, inaczej z Białegostoku, a jeszcze inaczej w małym miasteczku czy na podlaskiej wsi.

Tak więc polityka rządowa nakierowana na te małe ośrodki akurat dla słabo zurbanizowanego województwa podlaskiego może mieć duże znaczenie. O ile będzie skuteczna....

Czy pana zdaniem przyspieszeniu rozwoju potrzebna jest większa aktywność lokalnych środowisk gospodarczych, samorządowych czy niezbędna jest ingerencja z poziomu państwa? Przykładowo Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan wyraziła obawy w jednym ze swoich stanowisk, że propozycja „zwiększenia odpowiedzialności instytucji państwa za kształtowanie procesów gospodarczych, społecznych i terytorialnych”, które będą „selektywnie kreować warunki rozwoju” odbije się negatywnie na przedsiębiorcach.

- Myślę, że nie ma co się bać aktywności instytucji państwowych. Nie bardzo wierzę w skuteczność państwa polskiego - ani w realizacji dotychczasowej strategii, ani kolejnej. Myślę, że 90 procent tego, co się będzie działo w waszym regionie, będzie zależało od aktywności jego mieszkańców i od tego, co robi samorząd.

Od lat rozmawiając z przedstawicielami Polski Wschodniej wyraźnie mówię, że moim zdaniem ten region powinien być cieplarnią gospodarki rynkowej: tu powinno oferować się przedsiębiorcom lepsze warunki niż są w zachodniej Polsce.

Oczywiście bardzo dobrze, jeśli będą pieniądze z rządowych programów... to zawsze jest dodatkowa pomoc... ale najważniejsze są te mechanizmy, jakie wypracuje się na miejscu. Nie ma się co łudzić, że zamożność regionu można zbudować z pomocą walizki pieniędzy przywiezionych z Warszawy. Bez znaczenia skąd wziętych.

Powodzenie gospodarcze Podlasia zależy od podlaskich przedsiębiorców i podlaskich samorządowców.

A rząd? Miejmy nadzieję, że nie będzie przeszkadzać.

A jak pan widzi rolę kapitału zagranicznego? Do nas inwestorzy z zagranicy specjalnie nie lgnęli. A ostatnio, mam wrażenie, że zagraniczny kapitał jakoś tak stracił na atrakcyjności. Przestaliśmy mówić o innowacjach, jakie wnoszą ze sobą zagraniczne firmy, o impulsie kapitałowym tam, gdzie polski portfel jest zbyt chudy.... Co się stało? Czy po prostu polski kapitał nabrał mocy i nie chce tej konkurencji?

- Generalnie nie ma co przesadzać ani z zachwytami i oczekiwaniami, że napływ obcego kapitału zmodernizuje polską gospodarkę, ani z odwrotnymi nastawieniami, że niesie samo zło.

Kapitał zagraniczny, szukający szans znalezienia wydajnych pracowników, przynoszący technologie, płacący przyzwoite pensje... nawet nie najwyższe na świecie, to jednak wyższe niż te, jakie były stosowane... jest korzyścią dla regionu. Zgadzam się, że nie można całej strategii rozwojowej opierać wyłącznie na oczekiwaniu na inwestorów zagranicznych. To jasne, że wszędzie trzeba popierać i aktywizować krajowych, ale im więcej będzie dobrych inwestycji zagranicznych, tym lepiej.

PwC, jako partner tegorocznej 13. edycji Podlaskiej Złotej Setki Przedsiębiorstw, jest m.in. organizatorem konkursu o tytuł Eksportera Roku. Czy właśnie eksport może być skutecznym sposobem budowania rodzimego kapitału? Wychodzenie poza ubogi portfel regionalny, poza kraj?

- Oczywiście nie jest to recepta dla każdej firmy. Przedsiębiorstwa mają różną wielkość, różne specjalizacje. Niektóre są wyspecjalizowane w rynku lokalnym i bardzo dobrze na nim działają. Nie ma co oczekiwać, że na przykład wszystkie małe zakłady rzemieślnicze będą eksportować.

Ale w przypadku większych firm, średnich jest oczywiste, że miejscowy popyt może okazać się za mały, aby zapewnić im rozwój czy choćby stabilność. One powinny korzystać z popytu całej Polski i dalej - Europy.

Członkostwo w Unii Europejskiej dało nam właśnie tę możliwość, że dla polskiej firmy rynkiem wewnętrznym jest rynek całej Unii.

To jest szansa.

Nie ma żadnego powodu, poza barierą mentalną, żeby tego nie robić.

Nawet jeśli to jest tak trudne, jak w przypadku przedsiębiorstw zlokalizowanych w Polsce Wschodniej?

- Oczywiście, wymiana handlowa z naszymi wschodnimi sąsiadami nie jest łatwa… I przez różnego rodzaju utrudnienia... od gospodarczych po polityczne... Polska Wschodnia traci naturalną korzyść, jaką ma z przygranicznego położenia…

Faktycznie są to gospodarki działające inaczej niż nasza… Co jednak nie znaczy, że ten eksport jest niemożliwy - radzi sobie z nim wielu przedsiębiorców.

Natomiast eksport na rynki unijne nie jest żadnym kłopotem. Jeśli ktoś widzi bariery, to przede wszystkim tkwią one w mentalności. Przykładowo, jeśli przedsiębiorcy mówią, że nie wiadomo, jak będzie z zapłatą należności przy działalności za granicą, to warto pamiętać, że w Polsce ok. 20 proc. faktur nie jest regulowane na czas albo i w ogóle. A w Niemczech mniej niż 1 procent. Czyli może się okazać, że eksport jest wręcz mniej ryzykowany niż działalność w kraju.