Teczka na księdza

Rozmawiała Alicja Zielińska
Kurier Poranny: Służba Bezpieczeństwa miała swoich ludzi w każdej grupie społecznej: wśród robotników, opozycji, naukowców. Także księży. Szef IPN, Leon Kieres stwierdził, że pod koniec PRL 10 - 15 proc. księży było w różny sposób związanych z tajnymi służbami. Mówi się, że ludzi Kościoła czeka teraz wielkie zaskoczenie. Będzie wstrząs? Dr Krzysztof Sychowicz: Oczywiście, jak w każdym środowisku, także wśród duchownych znalazły się osoby, które same podjęły współpracę. Większość agentów jednak wywodziła się z otoczenia księży: spośród organistów, kościelnych, pomocy domowych, z tzw. aktywu kościelnego, osób działających w radach parafialnych oraz członków rodzin duchownych. To oni dostarczali informacje.

Ale trzeba też pamiętać o olbrzymiej roli księży w walce społeczeństwa o prawa demokratyczne. W czasie stanu wojennego i ostatniego okresu władzy komunistycznej Kościół stał się prawdziwym azylem wolności: w świątyniach całej Polski organizowano pomoc charytatywną dla aresztowanych i internowanych działaczy Solidarności. Polityka władz tymczasem szła dwutorowo, tępiono wybitne jednostki wśród duchownych, a SB zastraszała księży. Rozbudowany IV Departament MSW preparował fałszywe dokumenty mające kompromitować księży. Funkcjonariusze SB dokonywali podpaleń, zastraszali, w końcu przygotowywali i przeprowadzali mordy polityczne, a następnie zacierali ślady swych akcji. Najgłośniejsze i do dziś niewyjaśnione pozostały zabójstwa księży Stefana Niedzialaka, Sylwestra Zycha i Stanisława Suchowolca.

l Dotarł pan do danych o tajnych współpracownikach wśród duchowieństwa w naszym regionie? Ilu ich było?
- Różnie w różnych okresach. Według źródeł MSW, na przykład na 1 stycznia 1965 roku w Białymstoku stan kleru wynosił 731 osób, a tajnych współpracowników wśród nich było 160. Dla porównania w Warszawie na 880 - 66. W ówczesnym województwie białostockim stan kleru wynosił 633, a TW było 130.

l Jak werbowano duchownych do współpracy? Czy księża mieli teczki?
- Ewidencja księży została wprowadzona zarządzeniem ministra Spraw Wewnętrznych w 1963 roku. Stanowiła ona bierną formę dokumentowania pozareligijnej działalności księży, skierowanej przeciwko porządkowi publicznemu. W latach 80. teczkę miał każdy duchowny, bez względu na to, jakie prezentował poglądy. Z chwilą, kiedy wstępował do seminarium, SB zakładała kartotekę i gromadziła opinie o jego upodobaniach, o kolegach, o rodzinie. Później ksiądz dostawał swego opiekuna, to było urzędowe i oficjalne. Księża wiedzieli o tym, opiekunowie przychodzili na rozmowy. Ale to wcale nie musiało świadczyć o współpracy z bezpieką. Te spotkania były obowiązkowe.

l Władze komunistyczne od początku uważały Kościół za swego przeciwnika. Ze względów ideologicznych oraz dlatego, że miał on duży wpływ na społeczeństwo. W jaki sposób prowadzono walkę?
- Do 1956 roku były to głównie oskarżenia duchownych o wspieranie Armii Krajowej i podziemia niepodległościowego. Zarzutami było nawet udzielanie Komunii świętej, branie udziału w pogrzebach członków podziemia. To już wystarczyło, by ksiądz podpadł, a nie daj Boże, gdy dał pieniądze lub żywność - wtedy był całkowicie zdyskredytowany. Ksiądz Aleksander Drozd został oskarżony o inspirowanie zabójstw na członkach PPR na Suwalszczyźnie. Księża Czesław Rakowski z Łap i Edward Polak byli sądzeni w procesie Huzara w 1953 roku i otrzymali wyroki więzienia. Dowody również fabrykowano. Udało mi się znaleźć dokumenty zaprzeczające współpracy z UB księdza Jana Trochima. W jednym z materiałów UB z 1947 roku była notatka, że został on zwerbowany i otrzymał pseudonim Zet. Ks. Trochim był znanym opozycjonistą, zarzut więc o agenturze wydawał się szokujący. I rzeczywiście - trafiłem na raport, w którym ci sami funkcjonariusze narzekają, że ks. Trochim unika spotkań, nie udziela im żadnych informacji, mimo że jeździli za nim. Odmówił współpracy i za to w 1949 r. został aresztowany i skazany na kilka lat więzienia.
Jedną z głośniejszych spraw była likwidacja Caritas w 1950 roku - 23 stycznia milicja i UB wkroczyły do wszystkich placówek stowarzyszenia. Pod pretekstem niegospodarności i prowadzenia działalności przeciwko władzom dokonano rewizji, zajęto majątek.

l Jak się zachowała hierarchia kościelna?
- Nie chcąc doprowadzać do ostrego konfliktu, nie blokowano tych działań. Natomiast zdecydowanie przeciwstawiano się nagonce na księży działających w Caritas. Zarzucano im, że marnowali pieniądze, zamiast je przeznaczać na potrzeby biednych. Dotyczyło to również naszego terenu. Na łamach dodatku białostockiego do Życia Warszawy atakowano księdza biskupa Romualda Jałbrzykowskiego i księży powiązanych z Caritasem w Białymstoku.

l Ale w tym czasie powstaje Związek Księży Patriotów, a w Warszawie odbywa się krajowy zjazd zrzeszenia Caritas...
- Były to działania inspirowane przez władze. Chodziło o pokazanie, że część duchownych podziela oskarżenia wobec kościoła katolickiego, odcina się od działalności swoich hierarchów. Jednocześnie te osoby miały później przejąć kierownictwo nad Caritasem. Caritas działała, ale to byli już tzw. księża patrioci, instytucja nie mająca nic wspólnego z Kościołem. Kościół całkowicie odciął się od tego ruchu. Z województwa białostockiego w zjeździe uczestniczyło 17 księży. Jednym z nich był ks. Wiktor Borysiewicz, sądzony i skazany trzy lata później w procesie Huzara.

l Księża ci poszli na współpracę z władzami komunistycznymi?
- Trudno jednoznacznie określić, że wszyscy zgodzili się od razu współpracować. Część została do tego zmuszona, a część zrobiła to z chęci awansu. Nie można twierdzić, że wszyscy byli agentami, bo to za daleko posunięte.

l A jak Kościół był postrzegany przez służby specjalne w latach 80?
- Był tak samo inwigilowany jak Solidarność. W raportach SB dotyczących Solidarności mamy opisy uroczystości wyświęcenia lokalu związku w Białymstoku, poświęcenia sztandaru. Są dokładne informacje o kazaniach głoszonych w kościele Farnym, św. Rocha, a z okresu stanu wojennego wystąpienia biskupów białostockiego Edwarda Kisiela i łomżyńskiego Mikołaja Sasinowskiego do wojewodów w obronie internowanych. Wielu duchownych otwarcie krytykowało politykę władz wobec społeczeństwa.

l Byli za to represjonowani?
- Byli wzywani na rozmowy albo - jak miało to najczęściej miejsce - zalecano biskupom, by przywołali swoich duchownych do porządku i ograniczyli ich wystąpienia. Krytykowano między innymi biskupa Edwarda Ozorowskiego za kazania, które wygłaszał w kościele Farnym.

l Czy potrzebna jest lustracja księży?
- Na to pytanie muszą odpowiedzieć sami księża i samo środowisko kościelne.
l Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie