Spółdzielnia wygrała proces przeciwko uciążliwej lokatorce. Kobieta składowała w domu śmieci i zepsute jedzenie (zdjęcia)

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
To nie wiata śmietnikowa, ale wnętrze mieszkania zastane przez pracowników białostockiej Spółdzielni Mieszkaniowej Słoneczny Stok
To nie wiata śmietnikowa, ale wnętrze mieszkania zastane przez pracowników białostockiej Spółdzielni Mieszkaniowej Słoneczny Stok SM Słoneczny Stok
Szmaty ze śmietnika, zepsute jedzenie - m.in. to zalegało przez kilkanaście lat w mieszkaniu przy ul. Kozłowej. Skutkiem był smród i inwazja insektów. Sąsiedzi mieli dość. Interwencje BSM nie pomogły. W końcu wystąpiła do sądu o nakazane właścicielce sprzedaży mieszkania. We wtorek sąd uwzględnił powództwo. Orzeczenie jest prawomocne.

Chorobliwe zbieractwo i lokatorzy, którzy "zapuszczają" mieszkania to nie problem tylko tej białostockiej spółdzielni. Niektóre lokale przypominają stajnię Augiasza. Dosłownie.

- Mężczyzna załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne, gdzie popadnie. Odchody były w wannie, na podłodze, 40-centymetrowa warstwa pod dywanem - opisuje przypadek jednego z byłych mieszkańców Jerzy Cywoniuk, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Słoneczny Stok. Po interwencji z udziałem policji, lokator sam opuścił mieszkanie.

Czytaj też:

Inny skrajny przykład pochodzi sprzed kilku lat i dotyczy kobiety z ul. Upalnej. Sterty odpadów, zepsutego jedzenia sięgały do samego sufitu. Z pokoju do kuchni utworzona była specjalna ścieżka. Firma sprzątająca wywiozła z tego 50-metrowego lokalu ponad 8 kontenerów śmieci.

Ostatni nakaz eksmisji był w tej części miasta jednak 8 lat temu. Chodziło wtedy o ojca z trójką synów, którzy urządzili z mieszkania melinę. Było zakłócanie ciszy nocnej, okradanie sąsiadów.

To nie znaczy, że zjawisko uciążliwego sąsiedztwa zniknęło. Mieszkańcy co raz to proszą o interwencję.

Coraz więcej jest takich zbieraczy podwórkowych, którzy znoszą wszystko, co jest potrzebne i niepotrzebne. To naprawdę duży problem. Dotyczy zwłaszcza osób starszych, samotnych, często też chorych, z zaburzeniami psychicznymi

- ocenia szef SM Słoneczny Stok. - Staramy się jednak nie kierować sprawy do sądu, bo to może trwać miesiącami, a nawet latami. Innymi metodami próbujemy rozwiązać ten i inne problemy związane z zakłócaniem porządku domowego. To wymaga jednak dobrej współpracy sąsiadów, zarządu spółdzielni, policji i innych służb.

Sąd to ostateczność - przyznają szefowie białostockich spółdzielni. Jak ustaliliśmy, w BSM-ie w ciągu ostatnich 7 lat wydano 5 nakazów sprzedaży mieszkania.

BSM jedynie sporadycznie, w wyjątkowych sytuacjach występuje do sądu o nakazanie licytacyjnej sprzedaży lokalu i tylko wtedy, gdy wcześniejsze, często kilkuletnie próby porozumienia z właścicielem lokalu nie przynoszą efektów

- tłumaczy Mirosław Ostrowiecki, prezes Białostockiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Tak było w przypadku 53-latki z ul. Kozłowej, która w tym tygodniu ostatecznie przegrała proces i musi sprzedać lokal. Sąsiedzi mieli z nią kłopot od kilkunastu lat. Pierwsze skargi pojawiły się już w 2008 r. Mieszkańcy klatki schodowej, żalili się na wydobywający się odór z mieszkania i plagę insektów, na balkonie składowane było zepsute jedzenie, a w środku rzeczy pochodzące ze śmietników. Pracownicy BSM podczas wielokrotnych kontroli potwierdzali zasadność tych zarzutów.

Zobacz także:

W roku 2011 i 2015 lokal był opróżniany przeszedł też dezynfekcję i deratyzację. Problem jednak wracał. W procesie odwoławczym kobieta twierdziła, że od 2019 r. leczy się psychiatrycznie w związku z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi, i od 2 lat nie mieszka przy Kozłowej. Sędzia mówiła, że nie ma to wpływu na ocenę sytuacji, bo sąsiedzi nadal nie są w stanie normalnie funkcjonować. Kobieta nie współpracuje też z administracją, nie reagowała na monity spółdzielni, utrudniała przeprowadzenie obowiązkowych przeglądów instalacji gazowej i wentylacyjnej, "co grozi niebezpieczeństwem dla pozostałych mieszkańców bloków". Ci nadal czują ten nieprzyjemny zapach, są zmuszeni do wietrzenia lokali i dodatkowych remontów.

Wszystko to powoduje, że korzystanie z sąsiednich lokali jest bardzo uciążliwe

- zaznaczała w uzasadnieniu wyroku sędzia Grażyna Wołosowicz, która we wtorek oddaliła apelację pozwanej. Uznała, że zachowanie 53-latki spełnia przesłanki kodeksu postępowania cywilnego i ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, które pozwalają na zlicytowanie mieszkania. Te przesłanki to działanie rażące i uporczywe.

Białostoczance nie przysługuje prawo do lokalu zamiennego, ale nie wyląduje na bruku. Jest właścicielką jeszcze innego mieszkania. Generalnie w przypadkach eksmisji czy nakazu sprzedaży mieszkania (również z powodu zaległości czynszowych) osobie przysługuje lokal socjalny (jeśli spełnia warunki, np. jest osobą niepełnosprawną, matką z małoletnimi dziećmi) lub lokal tymczasowy do 6 miesięcy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wyższy podatek od nieruchomości od 2023 roku - video flesz

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie