https://poranny.pl
reklama

Skąd ten dym?

Mariusz Nikiciuk
Szary dym nad Podlasiem. W powietrzu unosi się swąd spalenizny. Widoczność tylko do pięciu kilometrów, choć normalnie powinna przekraczać dziesięć. Nie wiadomo, czy dym napłynął do nas ze Wschodu, czy winny jest pożar 700 hektarów biebrzańskich torfowisk, które płoną od tygodnia.

To wygląda jak mgła - zatelefonowała wczoraj do "Porannego" zaniepokojona białostoczanka. - Widać na znacznie mniejszą odległość i do tego czuć spaleniznę. Z pytaniem, co się dzieje dzwoniło wielu Czytelników. To był też temat numer jeden w Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego, które po południu wydało uspokajający komunikat: "Zadymienie i zapach spalenizny jest wynikiem pożarów torfowisk w Biebrzańskim Parku Narodowym. Oprócz tego z wiatrem przenosi się też dym z pożarów na Ukrainie."
- Nie ma się jednak czego obawiać. To zadymienie jest jedynie uciążliwe, a nie szkodliwe dla zdrowia - powiedział Anatol Lewczuk, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Ale już w Warszawie wcale nie byli tego tacy pewni. - Nie można jednoznacznie stwierdzić, gdzie leży źródło zadymienia - powiedział nam brygadier Ryszard Bownik z Krajowego Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności. - Są duże pożary w okolicach Moskwy, na Ukrainie, na Białorusi, no i na Podlasiu. Cały ten dym zalegał, poruszał się, mieszał, aż w końcu dotarł do nas. Przyszedł z południowego wschodu, bo stamtąd wieje wiatr.
Zadymienie zaobserwowali także pracownicy białostockiego oddziału Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. - Latałem dziś rano w okolicach Biebrzańskiego Parku Narodowego - powiedział Maciej Maciejewski z IMiGW. - Widoczność była tak ograniczona, że nie dało się robić zdjęć. Od ziemi zadymienie sięgało kilometra.
- Cała okolica zadymiona, że trudno jest normalnie funkcjonować - powiedziała Irena Bielawska, mieszkanka Suchowoli, w okolicach której od kilku dni płonie 700 hektarów torfowisk. - Mam chore oskrzela, więc cały czas siedzę w domu, bo na zewnątrz się duszę. Oprócz tego naokoło latają nadpalone fragmenty trawy, które osiadają na ubraniu.
Strażacy są bezradni. Żywioł szaleje pod ziemią i mogą go zwalczyć jedynie długotrwałe, intensywne opady deszczu. Pozostaje tylko pilnowanie i kontrolowanie, aby pożar się nie rozprzestrzeniał.
Dym można było też zobaczyć na zdjęciach satelitarnych, z których wynikało, że smog objął prawie połowę kraju. Co dziwne, także Małopolskę, Lubelszczyznę i Mazowsze, a tam - zgodnie z kierunkiem wiatru - dym z podlaskich bagien już nie mógł dotrzeć. W Krakowie norma pyłu w powietrzu była przekroczona o 158 procent, w Tarnowie o 130, w Nowym Sączu 114. W Białymstoku było normalnie.
O chmurze pyłu meldowały stacje meteorologiczne z Białorusi, północnej Ukrainy i zachodniej Rosji. Sygnały o zadymieniu dochodziły także ze Szwecji.
Lekarze uspokajają, że zalegający dym w tym stężeniu nie jest szkodliwy dla zdrowia. Swoim składem jest on podobny do dymu z ogniska.

Wróć na poranny.pl Kurier Poranny