https://poranny.pl
reklama

Pożar zabił ich w nocy

Mariusz Nikiciuk
Naokoło pogorzeliska porozrzucane były dziecięce zabawki
Naokoło pogorzeliska porozrzucane były dziecięce zabawki fot. Fot. Jan Malec
Ogień zastał ich we śnie. Mówią, że od świecy, bo prąd mieli odcięty - mówi Jerzy Kalinowski, mieszkaniec Mikłaszewa. - Słyszałem, że jak już wszystko wygasili, to okazało się, że Ulka z małym próbowała uciekać. Ich ciała na korytarzu leżały. Rysiek i drugi z synów nawet się nie obudzili. Szkoda ich wszystkich. Młodzi byli...

Krajobraz po ogniu

W nocy z niedzieli na poniedziałek strawił dom państwa Urszuli i Ryszarda H. Małżeństwo z dwójką synów, w wieku 4 i 5 lat, zginęło podczas snu w płomieniach. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną pożaru.

Zgliszcza spalonego domu robią przerażające wrażenie - straszą murowane, poczernione od ognia ściany. Doszczętnie spalone wnętrze, zawalony dach. Naokoło porozrzucane meble i nadtopione dziecięce zabawki.
- Obudzili mnie w niedzielę, gdzieś przed dziesiątą - mówi Adam Trusiewicz, sąsiad tragicznie zmarłych. - Nie wiedziałem na początku, co się stało. Później zrozumiałem, że sąsiedzi się palą. Zanim przyjechali strażacy, zaczęliśmy gasić. Zaczynała się palić trawa i ogień szedł na las. Trzeba było pilnować. Całe szczęście, że wiatr był w inną stronę, bo i inne domy by spłonęły. Jeszcze nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Bywałem u nich w domu, nie byli złymi ludźmi. To że czasami do kieliszka zajrzeli? Jak to na wsi... Synków mieli fajnych. Mili, grzeczni, schludnie ubrani - potrafili o nich zadbać.

Przybiegli pierwsi

Kilkaset metrów od pogorzeliska swoją siedzibę ma cementownia znanej firmy. Jest tam także duża kolejowa stacja przeładunkowa. Właśnie jej pracownicy pierwsi zauważyli ogień. Akurat trwał tam załadunek.
- Zrobiłem sobie przerwę i poszedłem napić się wody - mówi Jerzy Leszkiewicz. - Ciemno już było. Zza krzaków i drzew dojrzałem płomienie. Skrzyknąłem kolegów i pobiegliśmy gasić. Gdy dotarliśmy na miejsce, wszystko się już paliło. Nie wiedzieliśmy, że w środku są ludzie. Podobno mieli być w Hajnówce.
- Zadzwoniłem z komórki po straż pożarną i pobiegłem pomóc kolegom - dodaje Paweł Kalinowski. - Trzeba było gałęziami gasić trawę, bo ogień szedł już w kierunku lasu. Potem wpadliśmy na pomysł, żeby przywieść wodę w dużej łyżce ładowarki. Po jakimś czasie pojawiły się wozy strażackie.

quiz

Od której sprzedawano alkohol? Sprawdź się w przekrojowym QUIZie o życiu w PRL!

1/13

Jaki owad, według propagandy PRL, był zrzucany przez Amerykanów na polskie pola?


Walka z ogniem

18 strażaków walczyło z ogniem ponad godzinę. Akcje utrudniał gęsty, toksyczny dym. Dopiero po opanowaniu pożaru strażacy w środku pogorzeliska znaleźli cztery zwęglone ciała. Wyposażenie domu, ściany działowe i dach spłonęły niemal doszczętnie. Zabezpieczanie pogorzeliska trwało do wczesnych godzin porannych.

Bez prądu, ze świecą

Mieszkańcy Mikłaszewa mówili wczoraj tylko o pożarze. Zebrali się pod sklepem, dyskutowali, wspominali tragicznie zmarłych.
- Łatwego życia nie mieli, niedawno eksmitowali ich z bloku w Hajnówce - mówi Jerzy Kalinowski. - Przeprowadzili się do mieszkania matki. Nie płacili za prąd, to im odcięli. Ale pieniądze mieli. On pracował, ona dostawała rentę. Tylko wiadomo - jak to na wsi - alkohol w domu był.
- A w niedzielę to tylko co wrócili z Hajnówki - twierdzi starszy mężczyzna. - Matka w szpitalu leży, to tydzień tam przesiedzieli. Dzieci zostawili u znajomych, w Mikłaszewie. Do domu wrócili kilka godzin przed pożarem. W sumie to nawet nie wiadomo było, czy są w środku.
- Ludzie jak ludzie, nikogo nie krzywdzili, nie kradli - dodaje inny. - A to, że za dużo pieniędzy nie mieli? A kto teraz ma?

Będzie śledztwo

Śledztwem w sprawie pożaru zajęła się hajnowska policja i prokuratura. Specjalna komisja ma ustalić, co było przyczyną pożaru. Według wstępnych ustaleń, tragedię mógł spowodować niedopałek papierosa lub otwarty ogień, na przykład świeca.

Wróć na poranny.pl Kurier Poranny