https://poranny.pl
reklama

Maria Markiewicz. Tykocin i jego historię nosi w sercu

Andrzej Kłopotowski
Maria Markiewicz na ganku domu w Tykocinie
Maria Markiewicz na ganku domu w Tykocinie fot. Centrum Badań nad Historia i Kulturą Małych Miast
Od lat upomina się o zachowanie klimatu Tykocina. Jej starania o zachowanie m.in. drewnianego dziedzictwa miasta zostały docenione. Maria Markiewicz – bo o niej mowa – otrzymała właśnie złota odznakę „Za opiekę nad zabytkami”.

Panią Marię można spotkać przy placu Czarnieckiego. Mieszka pod „dziesiątką”. W zabytkowym domu z duszą. Domu, który udostępniany jest zwiedzającym, w którym działa Centrum Badań nad Historia i Kulturą Małych Miast. Złota odznaka „Za opiekę nad zabytkami" jest drugim, przyznanym jej odznaczeniem ministerialnym. W 2004 roku odebrała oznaczenie „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

W jakim domu w ogóle się znajdujemy i co mówi nam o Tykocinie?

quiz

Amerykanie ponownie witają się z Donaldem Trumpem. Co pamiętasz z poprzedniej prezydentury? QUIZ

1/12

Zacznijmy od czegoś prostego: główną obietnicą Trumpa podczas wyborów w 2016 r. było wybudowanie...


Maria Markiewicz: - Z tym domem jest ciekawa sprawa. Został wyremontowany przez mojego pradziadka, Maksymiliana Kizlinga w roku 1885.

No bo to był starszy dom.

- Są rodzinne legendy na ten temat. Jedna z nich mówi, że pradziadek dom zbudował. Druga – że kupił plac z rozpadającą się ruderą i wyremontował ją. Był to generalny remont z zachowaniem dokładnie tego samego układu wnętrz, z zachowaniem XVIII-wiecznej piwnicy. W tej samej formie bryły, z dwuspadowym dachem. Poprzednikiem domu był dom z czasów budowy rynku przez Jana Klemensa Branickiego. Pochodził z około 1769 roku. Jest więc częścią historycznego założenia urbanistycznego Tykocina, ważnego w skali kraju, uznanego za Pomnik Historii. Co ciekawe, inwentarze z XVIII wieku zawierają dokładny opis domu.

No to bierzemy inwentarz i ruszamy.

- Od placu Czarnieckiego wchodzimy do sieni. Po prawej ręce w sieni mamy drzwi do dużego pokoju, dalej wchodzimy do alkierza, potem do kuchenki, wchodzimy znowu do sieni, gdzie są drzwi do „wychoda”, na zewnątrz. Identycznie jest po lewej stronie. W domu są dwa identyczne mieszkania po obu stronach przelotowej sieni. Nie zachowały się opisane inwentarzu kominki kapiaste, gdzie paliło się prawdopodobnie drewnem. Są piece. Nasz dom był jedną z dwóch oficyn dworskich należących do Jana Klemensa Branickiego. Drugą był dom po sąsiedzku, od mostu. Połączone były wrotami, których opis też możemy znaleźć w inwentarzu z 1771 roku. Dom ma więc związek z historia miasta, układem urbanistycznym, pamięta właścicieli miasta, którzy w nim bywali. Co ciekawe, pod częścią domu zachowała się XVIII-wieczna piwnica zaś w sieni podłoga ułożona jest z kwadratowych płytek ceramicznych. Takie same płytki można też zobaczyć w niektórych miejscach w kościele. A ponieważ kościół został zbudowany z materiału rozbiórkowego z zamku, można przypuszczać, że to są też płytki pochodzące z zamku, a więc z XVI czy XVII wieku.

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych

Jak pani rodzina znalazła się w Tykocinie?

Dziadek Maksymiliana Kizlinga– ojca mojej babci – przybył do Tykocina w XVIII wieku z Saksonii. To był Gotlib Kiesling. Tykocin był wówczas pod zaborem pruskim. Władze – licząc na to, że długo tu pobędą - zaczęły ściągać do Tykocina rzemieślników: murarzy, stolarzy, cieśli. Kieslingowie byli murarzami. Rozbudowywali Tykocin. I rzeczywiście na początku XIX wieku w Tykocinie powstało dużo murowanej zabudowy, m.in. naprzeciwko synagogi czy kamienica przy placu, gdzie dziś mieści się ośrodek kultury. To są pamiątki z tych czasów, być może budowali je moi przodkowie? Kieslingowie byli protestantami, ale zasymilowali się ze społecznością tykocińską. Nie byli jedynymi Niemcami – były też inne rodziny, jak Trollowie, Grunerowie, Hanfowie, Hincowie.

Jak się mieszka w domu z taką historią?

Pod względem codziennym? Nie powiem, żeby mieszkanie w drewnianym domu było niefajne. Panuje w nim specyficzny klimat. Latem jest chłodno, zimą palimy w piecach tradycyjnych, co jest coraz bardziej unikalne. Taki gorący piec to coś wspaniałego. My mamy świadomość, ze to wyjątkowy budynek. Każda jego część opowiada jakąś historię. Np. okazało się, ze pod tapetami zachował się tynk malowany w szaroniebieski kolor, z dodatkowymi wzorami. Pochodzi z XIX wieku, porobiliśmy odkrywki, by było to widać. W domu bywali ciekawi ludzie, jak Włodzimierz Puchalski, a prawdopodobnie również malarz Zych Bujnowski, spokrewniony z rodziną Kizlingów. Przed laty podjęliśmy decyzję, że ten dom musi być zachowany tak, jak został zbudowany. Jeszcze w latach 70. był remontowany przy wsparciu konserwatora, który przekazywał wtedy nie dotacje, ale budulec. Wymieniono wtedy część podwalin, szczyty, plot, bramę i ganek. Nowy ganek powstał na bazie ganku z innego z tykocińskich domów. Później posłużył on za wzór dla innych budynków przy placu Czarnieckiego. W 2008 roku nasz dom został wpisany do rejestru zabytków. Dzięki urzędowi konserwatorskiemu i marszałkowskiemu parę razy otrzymaliśmy dotacje na poważne remonty. Ponieważ dom zaczął osiadać na szczytach, zrobiliśmy nowe fundamenty, wymieniliśmy podwaliny, wyremontowaliśmy stolarkę okienną. Sami dla siebie jesteśmy konserwatorami. Zależy nam na tym, że – na ile się da – zachować oryginalne elementy domu. W 2017 roku otrzymaliśmy nagrodę Generalnego Konserwatora Zbytków w konkursie „Zabytek Poznany” za to, że podczas prac remontowych udostępnialiśmy go do zwiedzania, by można było zobaczyć jak ratować drewniany zabytek. W 2021 roku natomiast otrzymaliśmy wyróżnienie w konkursie „Zabytek Zadbany” w kategorii "architektura i budownictwo drewniane”. Byliśmy trzykrotnie wyróżnieni za organizację Europejskich Dni dziedzictwa.

Wasz dom nie jest tylko zwykłym domem. Można go zwiedzać, stał się też siedzibą Centrum Badań nad Historia i Kulturą Małych Miast

- Po śmierci mojej babci postanowiliśmy zachować jej część, z meblami, obrazami, w stanie niezmienionym, Zaczęliśmy organizować tam wystawy. Pierwszą była wystawa prac mojej mamy , Alicji Matusiewicz, która pracowała jako nauczycielka, ale rysowała też portrety swoim uczniom, które do dziś są w wielu domach. Obecnie w domu można obejrzeć oryginalne wnętrze z rodzinnymi pamiątkami oraz zwiedzić wystawę „133 opowieści. Tykocin w latach 1885-2018” pokazującą historię Tykocina jego mieszkańców. Są tu filmy zrealizowane przez nas, jak „Mój pałac taki”, czy unikany film „Ślady” zrealizowany na taśmie 8 mm. W 2010 roku złożyliśmy Centrum Badań nad Historia i Kulturą Małych Miast. To rodzinna fundacja, której celem jest nie tylko zachowanie domu, ale też promowanie drewnianej architektury Tykocina czy dbałość o zabytki Tykocina. Pozyskaliśmy dotację z Ministerstwa Kultury na opracowanie Szlaku Architektury Drewnianej Tykocina. Nasz dom stał się rzecznikiem i ambasadorem domów drewnianych Tykocina. Dokumentację kilkunastu domów wykonał Artur Gaweł, kierownik ówczesnego Białostockiego Muzeum Wsi. Od kilku lat współpracujemy z Wydziałem Architektury Politechniki Białostockiej, z pracownią ochrony zabytków. Studenci w ramach wakacyjnych praktyk wykonują inwentaryzacje poszczególnych drewnianych domów. W ten sposób powstało już kilkanaście dokumentacji. Bierzemy udział w Europejskich Dniach Dziedzictwa i w Dniach Architektury Drewnianej. Zwracamy w ten sposób uwagę na architekturę drewnianą, czyli dziedzictwo Tykocina, które nie jest doceniane. Bardzo ciekawe obiekty niestety znikają. Ze zgrozą patrze na odchodzący świronek przy Kaczorowskiej czy bardzo ciekawy dom przy Złotej 12, w którym znajdował się żydowski zakład kaletniczy braci Józefa i Mosze Zak. Wymagają pilnych remontów.

Czy wyróżnienie otwiera nowe drzwi, daje nadzieje na nowy rozdział w działalności Centrum?

- Mam taka nadzieje. Dlatego cieszę się z tego odznaczenia. Liczę, że będzie mieć przełożenie na naszą dalszą działalność. Pomoże nawiązać współpracę z konserwatorem, by rozmawiać o dziedzictwie Tykocina z mieszkańcami, społecznikami. By pokazywać czym są korzenie, czym jest poczucie tożsamości. Tożsamość Tykocina to nie tylko kościół synagoga i pomnik Czarnieckiego, ale to też cała tkanka ulic, uliczek, domy z całą historią. Oraz pamięć o ludziach, którzy tu mieszkali i mieszkają, o rzemieślnikach, szewcach, społecznikach którzy zasłużyli się dla Tykocina i którzy są dziś zapomniani. Jak powiedział znakomity, powojenny konserwator Władysław Paszkowski – ratowanie zabytków to nie tylko ratowanie murów, ale też pamięci zawartej w tych zabytkach, tych obiektach. Ważne jest, by te domy nie straciły pamięci. By Tykocin nie stracił pamięci.

Polecane oferty
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny