To miał być kolejny wyczyn znanego białostockiego podróżnika. Najpierw pojechał na Syberię rowerem, teraz postanowił popłynąć kajakiem. Po przepłynięciu około tysiąca kilometrów musiał się poddać. Sprzęt nie wytrzymał.
- Pierwszy problem pojawił się w okolicach miejscowości Wiertykos, gdzie jedna z metalowych części stelażu kajaka pękła, co naruszyło stabilność konstrukcji - opowiada. - Ale zdecydowaliśmy, że płyniemy dalej.
Tak dotarli do Aleksandrowskoje, gdzie napotkali sztorm. Wtedy pękła kolejna część kajaka, a do środka wlało się ponad 10 litrów wody.
Kajak musiał więc zostać. Ale Krzysztof Suchowierski nie wraca do kraju. - Teraz promem muszę dopłynąć do jakiejś miejscowości, gdzie jest normalna droga, a potem - autostopem - w góry Ałtaj - opowiada nam.
W podróży białostoczanin będzie do września. Jego współtowarzysz zawrócił do Polski. - Może jeszcze będzie okazja, żeby dokończyć ten odcinek - mówi Krzysiek.
Czytaj e-wydanie »