https://poranny.pl
reklama

Jarmark "Zielono i smacznie" ożywił rynek. Czy Wyspy Kawaleryjskie wrócą do łask?

Agnieszka Domanowska
– Gromadzimy się tutaj na rynku przy ulicy Kawaleryjskiej, w miejscu, któremu nadano nazwę Wyspy Kawaleryjskie. Chcemy, żeby było ono atrakcyjne dla naszych mieszkańców i gości i wróciło do dawnych czasów świetności – mówił prezydent Truskolaski podczas oficjalnego otwarcia. Potem zrobiła zakupy.
– Gromadzimy się tutaj na rynku przy ulicy Kawaleryjskiej, w miejscu, któremu nadano nazwę Wyspy Kawaleryjskie. Chcemy, żeby było ono atrakcyjne dla naszych mieszkańców i gości i wróciło do dawnych czasów świetności – mówił prezydent Truskolaski podczas oficjalnego otwarcia. Potem zrobiła zakupy. fot. Agnieszka Domanowska
W sobotę przy ulicy Kawaleryjskiej w Białymstoku rozpoczął się dwudniowy jarmark pod hasłem "zielono i smacznie", który ma na celu promocję nieco zapomnianego targowiska miejskiego. Wydarzenie zorganizowano dzięki współpracy miasta z wieloma instytucjami wspierającymi rozwój lokalnego handlu.

Głównym inicjatorem przedsięwzięcia był prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, który nie tylko patronował wydarzeniu, ale również osobiście dokonał zakupów na jarmarku, dając przykład mieszkańcom. W uroczystym otwarciu wzięli udział także wiceprzewodniczący rady miasta Katarzyna Kisielewska-Martyniuk wraz z radnymi, dyrektor Podlaskiego Centrum Produktu Lokalnego Magdalena Tymińska oraz przedstawiciele KOWR-u.

– Gromadzimy się tutaj na rynku przy ulicy Kawaleryjskiej, w miejscu, któremu nadano nazwę Wyspy Kawaleryjskie. Chcemy, żeby było ono atrakcyjne dla naszych mieszkańców i gości i wróciło do dawnych czasów świetności – mówił prezydent Truskolaski podczas oficjalnego otwarcia.

quiz

Jak dobrze znasz gwarę swojego regionu? Cz. 3

1/14

"Pokaż mnie tę batarejkę" oznacza "Pokaż mi tę..."


Cykliczne jarmarki do września

Prezydent zapowiedział kontynuację podobnych inicjatyw. Do końca września planowane są miesięczne spotkania – w ostatni weekend czerwca, lipca, sierpnia i września. To odpowiedź na potrzeby kupców, którzy od lat walczą o przywrócenie świetności targowisku.

Dorota Domaradzka, reprezentująca kupców z ulicy Kawaleryjskiej, podkreśliła znaczenie wsparcia władz miasta.

– Pracuję tutaj na rynku 21 lat i to jest bardzo piękne, co dzisiaj tutaj się dzieje. Chciałoby się, żeby było tak co sobotę – przyznała.

Trudna sytuacja po zamknięciu granicy

Reprezentantka kupców nie ukrywała problemów, z jakimi boryka się targowisko po zamknięciu granicy polsko-białoruskiej.

– Wiele straciliśmy przez zamknięcie granicy, ale my się nie poddajemy i walczymy. Moglibyśmy usiąść i płakać, że zamknęli nam granicę, ale walczymy dwutorowo – zarówno o otwarcie granicy, jak i lokalnie – mówiła Domaradzka.

Kupcy nie pozostają bierni – w środę planują spotkanie z ministrem finansów w Warszawie, walcząc o otwarcie przejścia granicznego.

– Oczekujemy od rządu tylko jednego – równego traktowania województwa podlaskiego i lubelskiego. Jeśli przejście graniczne może być otwarte w województwie lubelskim, to również powinniśmy mieć jedno otwarte u nas – podkreśliła przedstawicielka handlowców.

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych

Wsparcie dla lokalnych kupców

Wydarzenie ma szczególne znaczenie dla lokalnych kupców, którzy przechodzą trudny okres. Obecnie na rynku pracuje około 320 kupców, podczas gdy w czasach świetności liczba ta sięgała nawet 900. Miasto Białystok wsparło handlowców, udzielając 50-procentowej rekompensaty za dzierżawę lokali.

Magdalena Tymińska z Podlaskiego Centrum Produktu Lokalnego podkreślała, że jarmark to nie tylko uczta kulinarna, ale dowód na to, że Podlasie żyje smakiem, zapachem, kolorem i gościnnością.

– Zapraszamy do naszych stoisk, żebyście degustowali, poznawali nowe smaki i promowali nasze marki – zachęcała.

Podczas jarmarku zbierane były także środki na pomoc dla Marii Walczuk – półtorarocznej dziewczynki walczącej z chorobą genetyczną. Kupcy z Kawaleryjskiej zorganizowali specjalny straganik charytatywny, prosząc odwiedzających o wsparcie.

Co można było kupić na jarmarku:

  • Regionalne miody i produkty pszczelarskie

  • Tradycyjną kiełbasę kresową

  • Litewski chleb i pieczywo regionalne

  • Kwas żurek i inne kiszonki

  • Mąki, kasze i oleje z własnego surowca

  • Produkty ekologiczne z certyfikatami

  • Regionalne przetwory i konfitury

  • Świeże warzywa i owoce sezonowe

  • Tradycyjne wyroby rękodzielnicze

Produkty od ziarenka do finalnego efektu

Wśród wystawców znalazła się producent ekologicznych mąk, kasz i olejów, która podkreślała wysoką jakość swoich produktów.

– Mąki, kasze, oleje bazujemy tylko na własnym surowcu, oczywiście w ekologii, certyfikowane jako gwarancja. Sami robimy, pakujemy, sprzedajemy i wysyłamy. Po prostu od ziarenka do finalnego produktu – mówiła przedstawicielka firmy, która przyjechała na jarmark z zaproszenia Urzędu Marszałkowskiego.

Kobieta przyznała, że jarmark to fajna inicjatywa mająca szansę ożywić to miejsce.

– Wcześniej ten rynek rzeczywiście jakoś inaczej żył. Pamiętam te czasy, gdzie tu naprawdę było bardzo dużo ludzi. Może rzeczywiście taka promocja połączona z ekologicznymi rzeczami i innymi produktami lokalnymi spowoduje, że ludzie chętnie będą przychodzić i odwiedzać to miejsce – dodała.

Zadowoleni klienci docenili jakość

Wśród odwiedzających nie brakowało zadowolonych klientów. Pan Andrzej kupił miód, kiełbasę kresową i kwas żurek, podkreślając jakość oferowanych produktów.

– Takie rzeczy jak chlebek litewski czy żurek litewski to już nie jest tak wszędzie dostępne. Trzeba się udać na tego typu jarmark – mówił.

Jarmark trwa do niedzieli i jest otwarty przez cały weekend dla wszystkich miłośników lokalnych produktów i tradycyjnych smaków.

Polecane oferty
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny