Głównym inicjatorem przedsięwzięcia był prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, który nie tylko patronował wydarzeniu, ale również osobiście dokonał zakupów na jarmarku, dając przykład mieszkańcom. W uroczystym otwarciu wzięli udział także wiceprzewodniczący rady miasta Katarzyna Kisielewska-Martyniuk wraz z radnymi, dyrektor Podlaskiego Centrum Produktu Lokalnego Magdalena Tymińska oraz przedstawiciele KOWR-u.
– Gromadzimy się tutaj na rynku przy ulicy Kawaleryjskiej, w miejscu, któremu nadano nazwę Wyspy Kawaleryjskie. Chcemy, żeby było ono atrakcyjne dla naszych mieszkańców i gości i wróciło do dawnych czasów świetności – mówił prezydent Truskolaski podczas oficjalnego otwarcia.
Cykliczne jarmarki do września
Prezydent zapowiedział kontynuację podobnych inicjatyw. Do końca września planowane są miesięczne spotkania – w ostatni weekend czerwca, lipca, sierpnia i września. To odpowiedź na potrzeby kupców, którzy od lat walczą o przywrócenie świetności targowisku.
Dorota Domaradzka, reprezentująca kupców z ulicy Kawaleryjskiej, podkreśliła znaczenie wsparcia władz miasta.
– Pracuję tutaj na rynku 21 lat i to jest bardzo piękne, co dzisiaj tutaj się dzieje. Chciałoby się, żeby było tak co sobotę – przyznała.
Trudna sytuacja po zamknięciu granicy
Reprezentantka kupców nie ukrywała problemów, z jakimi boryka się targowisko po zamknięciu granicy polsko-białoruskiej.
– Wiele straciliśmy przez zamknięcie granicy, ale my się nie poddajemy i walczymy. Moglibyśmy usiąść i płakać, że zamknęli nam granicę, ale walczymy dwutorowo – zarówno o otwarcie granicy, jak i lokalnie – mówiła Domaradzka.
Kupcy nie pozostają bierni – w środę planują spotkanie z ministrem finansów w Warszawie, walcząc o otwarcie przejścia granicznego.
– Oczekujemy od rządu tylko jednego – równego traktowania województwa podlaskiego i lubelskiego. Jeśli przejście graniczne może być otwarte w województwie lubelskim, to również powinniśmy mieć jedno otwarte u nas – podkreśliła przedstawicielka handlowców.
Wsparcie dla lokalnych kupców
Wydarzenie ma szczególne znaczenie dla lokalnych kupców, którzy przechodzą trudny okres. Obecnie na rynku pracuje około 320 kupców, podczas gdy w czasach świetności liczba ta sięgała nawet 900. Miasto Białystok wsparło handlowców, udzielając 50-procentowej rekompensaty za dzierżawę lokali.
Magdalena Tymińska z Podlaskiego Centrum Produktu Lokalnego podkreślała, że jarmark to nie tylko uczta kulinarna, ale dowód na to, że Podlasie żyje smakiem, zapachem, kolorem i gościnnością.
– Zapraszamy do naszych stoisk, żebyście degustowali, poznawali nowe smaki i promowali nasze marki – zachęcała.
Podczas jarmarku zbierane były także środki na pomoc dla Marii Walczuk – półtorarocznej dziewczynki walczącej z chorobą genetyczną. Kupcy z Kawaleryjskiej zorganizowali specjalny straganik charytatywny, prosząc odwiedzających o wsparcie.
Co można było kupić na jarmarku:
Regionalne miody i produkty pszczelarskie
Tradycyjną kiełbasę kresową
Litewski chleb i pieczywo regionalne
Kwas żurek i inne kiszonki
Mąki, kasze i oleje z własnego surowca
Produkty ekologiczne z certyfikatami
Regionalne przetwory i konfitury
Świeże warzywa i owoce sezonowe
Tradycyjne wyroby rękodzielnicze
Produkty od ziarenka do finalnego efektu
Wśród wystawców znalazła się producent ekologicznych mąk, kasz i olejów, która podkreślała wysoką jakość swoich produktów.
– Mąki, kasze, oleje bazujemy tylko na własnym surowcu, oczywiście w ekologii, certyfikowane jako gwarancja. Sami robimy, pakujemy, sprzedajemy i wysyłamy. Po prostu od ziarenka do finalnego produktu – mówiła przedstawicielka firmy, która przyjechała na jarmark z zaproszenia Urzędu Marszałkowskiego.
Kobieta przyznała, że jarmark to fajna inicjatywa mająca szansę ożywić to miejsce.
– Wcześniej ten rynek rzeczywiście jakoś inaczej żył. Pamiętam te czasy, gdzie tu naprawdę było bardzo dużo ludzi. Może rzeczywiście taka promocja połączona z ekologicznymi rzeczami i innymi produktami lokalnymi spowoduje, że ludzie chętnie będą przychodzić i odwiedzać to miejsce – dodała.
Zadowoleni klienci docenili jakość
Wśród odwiedzających nie brakowało zadowolonych klientów. Pan Andrzej kupił miód, kiełbasę kresową i kwas żurek, podkreślając jakość oferowanych produktów.
– Takie rzeczy jak chlebek litewski czy żurek litewski to już nie jest tak wszędzie dostępne. Trzeba się udać na tego typu jarmark – mówił.
Jarmark trwa do niedzieli i jest otwarty przez cały weekend dla wszystkich miłośników lokalnych produktów i tradycyjnych smaków.





