https://poranny.pl
reklama

Jaka jest sytuacja osób spłacających kredyty frankowe i walutowe? Który z trzech sposobów walki z bankiem wybrać?

Andrzej Matys
emisja bez ograniczeń wiekowych
Kredyty frankowe od lat budzą emocje, zwłaszcza u tych, którzy je spłacają. W Polsce udzielało ich kilkanaście banków. Zaletą kredytów frankowych i generalnie walutowych (w USD i EUR) było dużo niższe oprocentowanie, niż w przypadku kredytów złotówkowych. Raty frankowe często były nawet o połowę tańsze. Do czasu… Nagle okazało się, że frankowicze mają potężne problemy ze spłatą swoich zobowiązań.

O tym, jaka jest dziś sytuacja kredytobiorców frankowych i w ogóle walutowych, rozmawialiśmy z ekspertami z białostockich kancelarii prawnych, którzy pomagają frankowiczom w ich sporach z bankami.
Do dyskusji zaprosiliśmy:
mec. Dorotę Tumkiewicz (Kancelaria Adwokacka Doroty Tumkiewicz),
mec. Magdalenę Kropiwnicką (Kancelaria Adwokacka Adwokat Magdalena Kropiwnicka)
i mec. Łukasza Lubiejewskiego (Kancelaria Adwokacka Łukasz Lubiejewski).

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych

Zanim porozmawiamy o szczegółach, przybliżmy nieco tę sprawę, bowiem kredyty frankowe to termin, który obejmuje również inne kredyty w walutach obcych, czyli w dolarach i euro. Krótko o co w tym wszystkim chodziło i na co liczyli kredytobiorcy?

Dorota Tumkiewicz: - Rzeczywiście kredyty frankowe to nie tylko kredyty we frankach szwajcarskich, ale również w dolarach i euro. Dlatego terminu frankowicze należy używać wobec osób, które brały kredyty także w innych walutach. Co dawały kredyty frankowe? Łatwiejszy dostęp do kredytu. Mówiono nam, że nie mamy zdolności kredytowej w złotówkach, ale na podstawie tych samych dokumentów okazywało się, że mamy zdolność na kredyty walutowe. Banki bardzo chętnie udzielały tych kredytów.

quiz

Te błędy językowe najczęściej popełniają internauci! Ty też? Oto QUIZ

1/14

Która forma jest poprawna? Wziąć na tapetę czy wziąć na tapet?


Dużo macie państwo teraz takich spraw, nazwijmy je, frankowych:

Łukasz Lubiejewski:
Dotychczas prowadziłem kilkadziesiąt takich spraw, a kredytami frankowymi zacząłem zajmować się od roku 2018. Warto też przybliżyć konstrukcje umów, które wprowadziły banki. Generalnie moglibyśmy się umówić, że pan pożycza mi 1000 zł i przyjmuje, że jest to równowartość 500 bochenków chleba, a gdy przyjdzie termin spłaty, ja będę musiał oddać kwotę, która pozwoli nabyć taką samą ilość bochenków. Jeżeli będą kosztować 4 zł, ja będę musiał oddać 2000 zł, jeśli złotówkę to zwracam 500, a jeśli ich cena się nie zmieni to oddam 1000 zł. W przypadku kredytów denominowanych np. do franka szwajcarskiego, bank udzielając kredytu na 400 tys. zł, przeliczał ją po kursie kupna, który wynosił np. 2,00 zł i był kursem niższym. Przyjmował równowartość, np. w kwocie 200 tys. franków szwajcarskich, która służyła do ułożenia harmonogramu rat. Ale gdy kredytobiorca miał spłacić kredyt, a spłacał w złotówkach, bank dokonywał odwrotnego przeliczenia, przyjmując kurs wyższy – kurs sprzedaży. Jeśli wynosił np. 2,10 zł, to do spłaty było 420 tysięcy. Trzeba tu zaznaczyć, że gdyby frankowicz chciał tego samego dnia oddać cały kredyt, nie mógł oddać takiej samej kwoty. Kwestia druga jest taka, że bank odsyłał frankowicza do swoich, własnych tabel kursów. A trzeci aspekt to niski standard udzielanych informacji, bo nie mówiono o ryzyku walutowym, które wynikało z zaciąganych kredytów.

Magdalena Kropiwnicka: Tak, na pewno kwestia obowiązków informacyjnych na pewno nie została przez banki dopełniona. Banki odgórnie zachęcały do kredytów frankowych, wskazywały, że jeśli nie mogą wziąć kredytu w złotówkach to we frankach na pewno mogą. Zapewniały swoich klientów o stabilności waluty. Dlatego całego ryzyka walutowego, o którym wiadomo, że było, nikt (choćby na etapie negocjacji) wtedy nie badał. Wiadomo, że ryzyko było, ale zostało przerzucone na użytkownika końcowego, czyli na kredytobiorcę. Dlatego te kredyty były od początku, na swój sposób, chybione.

Pani mecenas, pani zna tę sytuację dokładnie. Można powiedzieć, że aż do bólu, bo pani kredyt frankowy spłacała i spłaciła.

Dorota Tumkiewicz: To prawda. W banku otrzymywaliśmy informację, że po pierwsze dokumenty, które znajdują się na biurku w banku, obowiązkowo musimy podpisać. Trzeba było podpisywać oświadczenia, dostarczyć wszystkie żądane przez bank dokumenty. Były tam często oświadczenia, jak mówią moi klienci, wpisane drobnym druczkiem. Faktycznie klienci banku mieli obowiązek, ale i prawo do zapoznania się z tymi dokumentami, ale nie można było odmówić podpisania danego oświadczenia. Jeśli zaś chodzi o ryzyko walutowe, w bankach często przedstawiano nam, klientom wykresy kursów franka szwajcarskiego, który wówczas był najbardziej stabilną walutą. Gdy podpisywaliśmy umowy kredytowe w latach 2004-2010, frank był stabilny. Dopiero, gdy Szwajcaria uwolniła (w 2015 roku – red.) swoją walutę, kursy franka bardzo wzrosły. Tak naprawdę, nawet pracownicy banków, którzy też zaciągali kredyty walutowe nie byli w stanie przewidzieć, że kurs franka wzrośnie o 150 czy o 200 proc. Ja, zawierając kredyt, płaciłam w banku za franka szwajcarskiego 2 zł. Natomiast w 2022 roku kurs franka wzrósł do prawie 5,20 zł. To bardzo duża różnica, której nikt z kredytobiorców nie spodziewał się. A ryzyko zostało przerzucone na klienta, bo to bank decydował o wysokości kursu franka szwajcarskiego, a to nie było niczym regulowane. Dlatego jedna strona, ta silniejsza, czyli bank narzucał stronie słabszej, czyli kredytobiorcom swoje rozwiązania. W dodatku, to bank określał zasady tej umowy, a umów nie można było negocjować. Teraz kredytobiorcy walutowi są w dobrej sytuacji, ponieważ umowy, które zawierają wady - a jedną z nich jest niejasny, nieprecyzyjny mechanizm rozliczania kredytu - dają szansę wystąpienia na drogę sądową.

Niemniej ludzie zaciągali kredyty frankowe, bo wtedy były korzystne. Dopiero, bodajże w latach 2010-2011, pojawiły się wątpliwości, bo okazało się, umowy zawierają klauzule niedozwolone.

Łukasz Lubiejewski: Klauzule nieuczciwe lub niedozwolone to były właśnie te mechanizmy przeliczeniowe, o których wspominaliśmy. Nazywam to podwójnym standardem kursu. Z kolei konsekwencje ekonomiczne dla kredytobiorcy były nie do przewidzenia, bo klient banku nie wiedział, ile ostatecznie będzie musiał bankowi zapłacić, na podstawie zawartej umowy kredytowej. Często bywało i tak, że kredytobiorca dostawał tabele, w której w jednej kolumnie są parametry kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego, a po drugiej parametry kredytu złotówkowego opartego na WIBOR-ze (WIBOR to stopa procentowa, po jakiej banki udzielają pożyczek innym bankom w Polsce – red.). Z takiego porównania wynikało, ze rata frankowa jest niższa, globalna kwota do spłaty też. I wszystkie parametry wskazywały na to, że bardziej opłaca się zaciągnąć kredyt powiązany z waluta obcą. Problem w tym, że gdy robiono te kalkulacje, zakładano kurs franka na poziomie 2 zł, a nikt nie przewidywał (choć banki powinny), że kurs franka gwałtownie wzrośnie. Kredytobiorcy byli więc, de facto, wprowadzani w błąd, zaś klauzule niedozwolone to są właśnie te klauzule przeliczeniowe.

Załóżmy więc, że macie państwo kredyt frankowy, ale dowiadujecie się, że nie wszystko co zawiera umowa jest właściwe. Co wtedy: od razu pozywać bank do sądu ewentualnie zastanawiać się nad ugodą czy zacząć od negocjacji albo mediacji? I raczej lepiej skorzystać z profesjonalnej pomocy prawnej.

Dorota Tumkiewicz: To są trzy możliwe rozwiązania. Jednak zanim klient podejmie taką decyzję trzeba zbadać umowę, by wiedzieć czy ona jest wadliwa. Umowy były w różnych okresach, różnie konstruowane. I zdarza się, że w tym samym banku umowa ze stycznia była inna, niż umowa zawierana we wrześniu. Nie można więc zrobić jednego szablonu, które będzie pasował do wszystkich umów o kredytach frankowych. A jeśli chodzi o rozwiązania to: można pójść do sądu i walczyć, zawrzeć ugodę albo nic z tym nie robić. Zanim podejmie się decyzję trzeba zważyć, co się bardziej opłaca. Ostatnimi czasy banki chętnie proponują klientom ugodę. Tylko że te ugody są sporządzane przez banki, a ten, kto ugodę proponuje zawsze stoi na silniejszej pozycji. Klient ma prawo wybrać: sąd, czy ugoda. Czy chce dostać więcej pieniędzy, czy też mniej.

# A kiedy kredytobiorca frankowy może dostać więcej pieniędzy?

Dorota Tumkiewicz: Z mojego doświadczenia, a sprawy frankowe prowadzę od ponad ośmiu lat wynika, że zawsze przy rozprawach sądowych klient odzyskuje większą kwotę. Ugody nie są takie korzystne. W przypadku ugody, swoje warunki może zaproponować i bank, i klient, ale nie pamiętam (jakoś nie zdarzyło się w mojej praktyce), by banki chciały zawrzeć ugodę na warunkach, które proponuje klient.

Magdalena Kropiwnicka: W mojej praktyce takiej sytuacji też nie miałam. Warto jednak zaznaczyć, że jeśli chodzi o ugody, jest coraz bardziej pozytywnie. Teraz jest bardzo dobry czas dla frankowiczów, bo jak już powiedziano, statystyki, praktyka kancelarii prawnych i rozstrzygnięcia sądów pokazują, że wyższe kwoty można uzyskać w sądzie. Ale też można wystąpić z powództwem do sądu i w toku procesu zawrzeć ugodę. Można tak zrobić, ale najistotniejsze w tych sprawach jest to, żeby negocjacje z bankiem prowadzić już teraz. Ale ze swoimi pełnomocnikami, którzy są w stanie oszacować, przeliczyć umowę z bankiem, pod kątem (może nie co do złotówki), by określić jaka wygrana w sądzie jest możliwa. I dopiero wówczas przedstawić ją klientowi, bo wtedy ugoda może być bardziej korzystna niż wyrok. Ostateczna decyzja należy do klienta i bywa, że czasem kredytobiorcy chcą zakończyć sprawę tu i teraz, czyli szybko. Zresztą to, że obecnie pozycja kredytobiorców jest silna, pokazuje postawa banków, bowiem dzisiaj to banki proponują ugody i są gotowe do rozmów.

Dorota Tumkiewicz: Ugody wywodzą się stąd, że banki wiedzą, że grozi im proces sądowy, więc wolą szybciej wystąpić z propozycją, zanim klient wystąpi na drogę sądową.

Łukasz Lubiejewski: Z ugodą możemy mieć do czynienia, np. na warunkach KNF (Komisja Nadzoru Finansowego – sprawuje nadzór nad rynkiem finansowym – red.), w trakcie procesu albo z ugoda można mieć do czynienia już po prawomocnym wyroku, w ramach którego rozliczamy się z bankiem, ale już w reżimie bezpodstawnego wzbogacenia. I te ostatnie ugody są najkorzystniejsze.

Jak długo frankowicze mogą ubiegać się o zwrot nienależnych nadpłat. Część z nich już spłaciła swoje kredyty.

Dorota Tumkiewicz: W tej chwili kredytobiorcy mają 6-letni okres przedawnienia swoich roszczeń. Okres ten jest liczony od momentu, kiedy kredytobiorca w sposób stanowczy oświadczy, że chce skorzystać ze swojego prawa nieważności umowy.

Dyskusja o kredytach frankowych (na zdjęciu od prawej): mec. Magdalena Kropiwnicka (Kancelaria Adwokacka Adwokat Magdalena Kropiwnicka), mec. Łukasza
Dyskusja o kredytach frankowych (na zdjęciu od prawej): mec. Magdalena Kropiwnicka (Kancelaria Adwokacka Adwokat Magdalena Kropiwnicka), mec. Łukasza Lubiejewskiego (Kancelaria Adwokacka Łukasz Lubiejewski) i mec. Dorota Tumkiewicz (Kancelaria Adwokacka Doroty Tumkiewicz) oraz prowadzący - red. Andrzej Matys (Kurier Poranny). MArtyna Grygoruk
Polecane oferty
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny