Galeria Sław Jagiellonii. Wojciech Kobeszko - "Kobigol". Był maszynką do strzelania bramek

opr. mark
Wojciech Kobeszko w Galerii Piłkarskich Sław Jagiellonii jagiellonia.pl
"Gdy strzela nasz Wojtek, to nikt nie obroni. Żółto-Czerwoni!" śpiewali o nim na trybunach fani Jagiellonii. Wojciech Kobeszko jest drugą osobą uhonorowaną w Galerii Piłkarskich Sław Jagiellonii.

Na początku XXI wielu czołowym piłkarzem Jagiellonii był Wojciech Kobeszko - popularny KobiGol! Przed spotkaniem z Lechem Poznań został uhonorowany członkostwem w Galerii Piłkarskich Sław Jagiellonii Białystok. Oto fragment rozmowy jaką przeprowadził z byłym napastnikiem Jagiellonii, a obecnie trenerem rezerw, a wcześniej drużyny mistrza Polski juniorów młodszych białostockiego klubu oficjalny portal klubowy jagiellonia.pl.

Do Białegostoku trafił Adama Nawałka. Przychodził jako mistrz Polski z Wisłą Kraków, natomiast wciąż był trenerem na dorobku. Czy pracując z nim miałeś przeczucie, że w przyszłości będzie to wielki trener, który poprowadzi reprezentację Polski do ćwierćfinału Mistrzostw Europy?

Trener Adam Nawałka był jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym trenerem, którzy prowadzili mnie w Jagiellonii. Jeżeli ktoś w tamtym czasie miałby się zastanowić nad tym, czym ma szansę prowadzić reprezentację Polski, to ja powiedziałbym, że tak. On bardzo profesjonalnie podchodził do swoich obowiązków. Dużo rzeczy pozmieniało się w klubie, kiedy przyszedł trener, dużo rzeczy zostało sprofesjonalizowanych. Były selekcjoner wywarł olbrzymi wpływ na klub, na sposób jego funkcjonowania. Za jego kadencji zrobiliśmy duży progres. Myślę, że dla mnie to także była wyjątkowa sytuacja, ponieważ uważam, że to właśnie za trenera Nawałki podczas rundy jesiennej znajdowałem się w mojej najlepszej dyspozycji. Strzeliłem osiem goli na zapleczu ekstraklasy podczas tamtej rundy. Miałem wtedy też propozycję z Amiki Wronki, z którą nawet finalnie podpisałem kontrakt, ale do której jednak nie przeszedłem. Było to spowodowane różnymi perypetiami. Byłem w niesamowitym „gazie”, w znakomitej dyspozycji, zresztą jak cała drużyna, ponieważ zostaliśmy dobrze przygotowani. Po nieudanym starcie w sezonie 2004/05 przejął nas trener Adam Nawałka i zanotowaliśmy serie sześciu czy siedmiu spotkań bez porażki. Odnieśliśmy wtedy sześć zwycięstw, a ja zdobyłem wspomnianych osiem bramek. Z ostatniego lub przedostatniego miejsca w tabeli awansowaliśmy na szóstą lokatę. Wiadomo, że niestety wiosna nie była dla mnie udana, ponieważ nie mogłem grać po urazie. W przedostatnim meczu rundy jesiennej, z Kujawiakiem Włocławek, zerwałem więzadła krzyżowe, co wyeliminowało mnie z gry. Początkowo wydawało się, że tylko na chwile, ale ostatecznie okazało się, że na bardzo długo.

Czy gdyby nie kontuzje, to osiągnąłbyś więcej w futbolu?

Myślę, że byłaby taka szansa. Pozostaje nam jednak zaledwie „gdybanie”. Niemniej urazy miały spory wpływ na przebieg mojej kariery. Zrywając więzadło znajdowałem się w znakomitej dyspozycji. Strzelałem gola za golem, więc dlaczego nie miałbym zrobić kroku do przodu. Wszystko potoczyło się inaczej. Jedna kontuzja, potem rehabilitacja. Wróciłem, druga kontuzja, potem kilka innych, drobniejszych urazów, spowodowanych tym, że za wcześnie wznawiałem treningi. Przez dwa, trzy lata nie mogłem w pełni przepracować okresu przygotowawczego i spróbować na nowo sił w drużynie, to wszystko było takie „rwane”. Z pewnością jest kilka czynników, które o tym zadecydowały, w tym wcześniejsza eksploatacja organizmu. Przecież na poziomie IV ligi występując w Jagiellonii rozegrałem wszystkie możliwe mecze w pełnym wymiarze czasowym. Swoje dały mi również „osławione” przygotowania, czyli bieganie po górach w śniegu po zaspach. Dzisiaj wspominam to z uśmiechem, ale wtedy na pewno nie było nam do śmiechu. Wszystko kosztowało nas sporo wysiłku i ponakładało się na siebie. Kiedy odnosiłem wspomnianą kontuzję, czułem się naprawdę znakomicie. Również taktycznie byłem bardzo dobrze przygotowany. Niestety wydarzyło się to, co się wydarzyło. Czasami takie sytuacje powodują, że zawodnicy jeszcze wracają na ten najwyższy poziom. Niestety nie było mi to dane. To jednak jest już przeszłość, jestem tu gdzie jestem i cieszę się, że mogłem w jakiś sposób uczestniczyć w odbudowie klubu. Od małego chodziłem na mecze Jagiellonii. Mieszkałem na Białostoczku, niedaleko Jurowieckiej, na pobliskim osiedlu. Na mecze chodziłem z kolegami, którzy później chodzili na moje mecze. Myślę, że to jest właśnie moja największa pamiątka, że stąd się wziął sentyment do klubu, do boiska przy Jurowieckiej, niezapomnianej hali. To naprawdę są miłe wspomnienia. Oczywiście mogłoby być lepiej, mogłoby się to potoczyć zupełnie inaczej, ale trzeba szanować to co się miało. Jestem wdzięczny za to, co otrzymałem.

Ryszard Karalus otworzył Galerię Sław

Z Jagiellonii odszedłeś w 2008 roku, ale dość szybko wróciłem, tylko tym razem już jako trener. Prowadziłeś zespół w Młodej Ekstraklasie, jakie to było dla Ciebie doświadczenie?
Poprowadziłem zespół Młodej Ekstraklasy. To było bardzo fajne doświadczenie, bo to byli zawodnicy młodzi, którzy kończyli wiek juniora. Trafiali do mnie również zawodnicy z Ekstraklasy. Fajne doświadczenie. Na początku kluby swoje mecze rozgrywały na głównych stadionach, chociaż nie oszukujmy się, frekwencja nie powalała. Później się to rozmyło. Uważam jednak, że ta idea była bardzo fajna, bo to robiło wrażenie. Będąc w Jagiellonii jeszcze jako zawodnik grałem w Młodej Ekstraklasie. Później przez rok byłem w niej trenerem. Byłem bliżej piłkarzy Ekstraklasy i bliżej, jak to niektórzy mówią, większej piłki. W takiej sytuacji musi być nieco ściślejsza współpraca z trenerem pierwszego zespołu. Zawodnicy mają też określoną jakość i trochę inaczej się z nimi pracuje. Przede wszystkim młodzi zawodnicy, którzy grali w tym zespole, mogli podpatrywać i uczyć się od zawodników z pierwszego zespołu. Uważam, że jest to dobra droga, ponieważ starsi piłkarze dodawali młodszym pewności siebie i jakość, a młodzi mieli się od kogo uczyć. Myślę, że wszyscy na tym korzystali.

Wideo

Materiał oryginalny: Galeria Sław Jagiellonii. Wojciech Kobeszko - "Kobigol". Był maszynką do strzelania bramek - Gazeta Współczesna

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
3 marca, 11:17, JAGA FAN:

Naturalny następca Ryszarda Karalusa.

też w pokera zasuwa ?

J
JAGA FAN

Naturalny następca Ryszarda Karalusa.

G
Gość

a ile owa gwiazda meczów w ekstraklasie ma na koncie ?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3